Doznania

szóste ubogosławieństwo: czystego serca

Szymon Żuchowski
Czyta się 2 minuty

nawet jeżeli zgrzeszysz potrzeba niewiele
wystarczy rzecz oprawić w odpowiedni kontekst
zamiast oko za oko słowo na niedzielę
a ząb za ząb wyleczysz w nadchodzący piątek

spowiedź na wieki wieków zaśniedziałe lustra
talon na przebaczenie cśś nikt się nie dowie
finał może tragiczny ale tylko w ustach
bo nie ważne jak zgrzeszysz ważne że się spowiesz

że znowu postanowisz solennie poprawę
i znów zaciągniesz kredyt wiecznie odnawialny
opatrzność to z łacińska provident (no prawie)
a credit znaczy wierzy znaczy wypłacalny

więc dusza i postawa twa wyprostowana
gdy bógchalter położy ci rękę na głowie
wtedy uszy po sobie nogi zgiąć w kolanach
i nieważne co robisz ważne że nie powiesz

Komentarz autora:

Bycie jednocześnie autorem i krytykiem tego samego rodzaju twórczości jest jak stanie w rozkroku, a w skrajnych przypadkach niczym trwanie w szpagacie poprzecznym. Ten ostatni może nieść wprawdzie z sobą szanse (eksponowana, frymuśna pozycja), ale i zagrożenia (narażenie partii wrażliwych i ogólnie wysoki poziom napięcia). Dlatego unikam komentowania swoich wierszy (i cudzych też). Robię to również z myślą o odbiorcach – nie chciałbym pozbawiać ich zabawy i przycinać różnorodnych poglądów i odczuć do jednego, „słusznego”. Szczególną zaletą wierszy jest mnogość interpretacji – dla mnie to ona odróżnia poezję od literatury faktu, publicystyki i dokumentów administracyjnych. Pewnie część poetów się nie zgodzi, bo zamiast wiersza-zagadki albo wiersza-debatki wolą wiersz-protokół, wiersz-nagłówek albo wiersz-dekret. Ale dobrze, że są i tacy, bo pozostawiają więcej miejsca dla tych, których zdaniem poezja wymaga czegoś nieco więcej i od siebie samej, i od czytelników. A w rezultacie może coś więcej daje. 

Czytaj również:

Choćbydel Choćbydel
i
ilustracja z archiwum „Przekroju”
Doznania

Choćbydel

Pegaz, gazu!
Marcin Orliński

W kwietniu 1936 r. na łamach „Wiadomości Literackich” ukazał się znany dziś wszystkim wiersz Juliana Tuwima Lokomotywa.

Utwór przetłumaczono na wiele języków obcych, włącznie z jidysz i esperanto, a nawet zekranizowano (w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i w łódzkim Se-ma-forze). Jego początek („Stoi na stacji lokomotywa…”) posłużył mi już kiedyś za inspirację – tak powstał gatunek o nazwie stoistych. Czas wziąć na warsztat inny fragment Lokomotywy. Jak pewnie pamiętacie, autor wylicza wagony i opowiada, ileż to w nich ludzi i towarów. I jakie to wszystko ciężkie! Opis kończy się tak: „Lecz choćby przyszło tysiąc atletów / I każdy zjadłby tysiąc kotletów, / I każdy nie wiem jak się wytężał, / To nie udźwigną, taki to ciężar”. Niechaj ten czterowersowy fragment będzie pierwowzorem dla nowego gatunku.

Czytaj dalej