Gładko jak po ścieżce rowerowej
Pogoda ducha

Gładko jak po ścieżce rowerowej

Zygmunt Borawski
Czyta się 5 minut

„W 2012 r. nie miałem żadnej ścieżki, którą mógłbym dojechać do pracy, teraz mam trzy różne. Ale chwilę mi zajęło, nim zacząłem jeździć bez strachu” – mówi Łukasz Puchalski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

Zygmunt Borawski: Kiedy pojawiły się ścieżki rowerowe w Warszawie?

Łukasz Puchalski: W latach 90. Wtedy ścieżka to był często asfaltowy chodnik, gdzieś na blokowisku, który miał 4 m szerokości. Brało się kubeł z białą farbą, malowało pas przez środek i mówiło, że od jutra po jednej stronie jeżdżą rowerzyści, a po drugiej chodzą piesi.

Pierwsza infrastruktura z prawdziwego zdarzenia pojawiła się w Alejach Ujazdowskich w 2009 r. Kiedy w 2012 r. zostałem pełnomocnikiem ds. rowerowych, to ścieżek w stolicy

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Byle dalej od fabryki
i
Heinz Stücke, Niemcy, 1960 r.
Promienne zdrowie

Byle dalej od fabryki

Radosław Krajewski

Skoro przyjeżdżasz do ludzi na rowerze, nie możesz być złym człowiekiem, prawda? Taka dewiza pomogła Heinzowi Stücke przejechać cały świat.

Rower to wytrzymałe narzędzie. A królem w tej kategorii bezsprzecznie jest egzemplarz, na którym jego właś­ciciel Heinz Stücke przejechał po świecie prawie 600 000 km. Nie nadał mu nawet imienia. Mowa o ważącym prawie 25 kg, określanym jako „zwykły, robotniczy rower” pojeździe wyprodukowanym w Niemczech na początku lat 60. Oczywiście z biegiem czasu się zmieniał, ale charakterystyczna rama pozostawała na swoim miejscu – kilkanaście razy naprawiana i pokryta nazwami kolejnych odwiedzanych miejscowości.

Czytaj dalej