Śmierć stoika?
i
Uroczystości pogrzebowe Johna McCaina, 30 sierpnia 2018 r., zdjęcie w domenie publicznej
Pogoda ducha

Śmierć stoika?

Piotr Stankiewicz
Czyta się 5 minut

Ostatnie dni w światowych, a przynajmniej amerykańskich mediach upłynęły pod znakiem umierania, śmierci, a potem pogrzebu Johna McCaina. Z wielu powodów chciałoby się napisać, że była to śmierć stoika. Dlaczego? I dlaczego warto postawić znak zapytania?

W życiu i śmierci Johna McCaina wyraźnie brzmi wiele nut stoickich. Za młodu żołnierz i przez pięć i pół roku jeniec wojenny w Wietnamie, którego nie złamały tortury i który nie dał się skusić na wcześniejsze zwolnienie po protekcji. Samo to jest już najzupełniej stoickie, a Wietnam daje podtekst dodatkowy – bardzo podobne doświadczenie tamtejszej niewoli ma za sobą James Stockdale, jedna z ważniejszych postaci we współczesnym ruchu stoickim. Doświadczenie

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Królestwo za orzechy
i
zdjęcie: Wouter Supardi Salari/Unsplash
Dobra strawa

Królestwo za orzechy

Dominika Bok

Przypominają kształtem ludzki mózg i znakomicie wpływają na pamięć, koncentrację oraz nastrój. Żeby były lepiej przyswajalne, warto namoczyć je przed spożyciem albo – w wersji dla zaawansowanych smakoszy – wytłoczyć z nich olej.

Sama nazwa orzecha włoskiego sugeruje, że ta roślina szczególnie lubi ciepło – typowe dla południowej Europy. Rzeczywiście w wyjaśnieniach etymologicznych jest trochę prawdy, gatunek ten można było spotkać w naszej – całkiem słonecznej wówczas – strefie klimatycznej, zanim nastała epoka lodowcowa, a wraz z nią doszło do wymarcia dużej części flory. Kiedy jednak orzech na dobre zadomowił się po raz wtóry na naszych terenach, doszło do zabawnej pomyłki. Tak naprawdę przywędrował on bowiem nie z Półwyspu Apenińskiego, lecz z Bałkanów przez Wołoszczyznę (górzystą krainę w Rumunii). Nie bez powodu w starych książkach kucharskich do dziś wśród wielu innych ingrediencji znaleźć można w przepisach „orzechy wołoskie”. Dolejmy jeszcze trochę oliwy do ognia tej językoznawczej historii: w Anglii orzechy włoskie nazywane są English walnut, Persian walnut, a czasami – kamień z serca – tylko walnut. Tyle określeń na jednego niepozornego orzeszka! Chociaż czy rzeczywiście tak niepozornego?

Czytaj dalej