5 zakręconych “Przekrojowych” gier planszowych na lato
Rozmaitości

5 zakręconych “Przekrojowych” gier planszowych na lato

Adam Węgłowski

Budowle z jajek, morderca w klasztorze, świat toczony pandemią zarazy, zwalczanie konkurencji na targowisku w Marrakeszu albo wyprawa po skarby dawnych cywilizacji. 5 gier planszowych poleca Adam Węgłowski.

Śpiew mnicha, czyli „Tajemnica opactwa”

Ilu widziałeś grubych franciszkanów w kapturach? A łysych benedyktynów? Dobrze to wszystko zapamiętaj, bo gra toczy się o życie. Aby znaleźć mordercę wśród mnichów w średniowiecznym klasztorze, musisz być szczery jak na spowiedzi, a jednocześnie wiedzieć,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pomidory i ogórki
Rozmaitości

Pomidory i ogórki

Grzegorz Uzdański

Lato to odpoczynek, a odpoczynek to zabawa. Moje gry i zabawy często były jednoosobowe, bo w dzieciństwie oraz wczesnej nastoletniości moje życie towarzyskie przedstawiało się dość ubogo. To znaczy, czasem istniało; tu chciałbym przypomnieć: wideowagary u kolegi (oglądaliśmy bardzo zły horror Kleszcze, bardzo złą komedię Szpieg bez matury, a także bardzo złego pornosa – tytułu nie pamiętam – na którym w dodatku magnetowid się zaciął i przez chwilę był stres, że gdy rodzice kolegi wrócą, zobaczą, CO OGLĄDALIŚMY), wspólne zjeżdżanie (raz) na sankach z „Góry Śmierci” na warszawskiej Agrykoli albo bandę „Hot dogów” (potem zmieniliśmy nazwę na „Obiad”), do której należałem podczas wakacji w Jadwisinie. Ale często też nie istniało, musiałem więc wymyślać sobie zabawy sam. Przy użyciu wyobraźni zaprzęgałem do gry nie tylko zabawki, lecz także przedmioty codziennego użytku, takie jak warzywa.

Ważnym elementem kolacji i śniadań u mojej ciotki Lusi były pokrojone w plasterki pomidory oraz ogórki. U niej nie leżały one (jak często u mamy i babci) od razu na kanapkach, tylko po prostu na talerzu, w dwóch grupach – jak dwie armie. Tak, dwie armie, bo wyobrażałem sobie, że między ogórkami a pomidorami toczy się bitwa, walka zielonych z czerwonymi rycerzami, a ja jestem Śmiercią. Kiedy nadziewałem na widelec plasterek pomidora lub ogórka, oznaczało to, że dany rycerz zginął. Starałem się tak wycyrklować jedzenie, żeby na koniec zostawało po jednym z każdej drużyny. Plasterek ogórka, plasterek pomidora, same na talerzu. Teraz musiałem zdecydować, kto zwycięży w bitwie. Bardziej kibicowałem pomidorom, chyba ze względu na to, że były szersze niż ogórki. Z tego samego powodu wolałem autobusy od tramwajów. Naprawdę, autobus w porównaniu z wężowym, chytrym tramwajem był dla mnie przyjemnie szeroki. Nie wiem, o co jeszcze chodziło, co jeszcze kryło się w tej mieszance nieświadomych skojarzeń (dlaczego jako dziecko pokochałem fińskich hokeistów oraz Finów w ogóle? Ze względu na kolory ich flagi. Ale dlaczego akurat te kolory tak do mnie trafiły?), jednak tak, pomidory były autobusami, a ogórki tramwajami, i dlatego teraz, po latach, tytuł piosenki zespołu T. Love Autobusy i tramwaje brzmi dla mnie jak Pomidory i ogórki (zgadza się nawet liczba sylab).

Czytaj dalej