Jan Lechoń “Twardowski na Księżycu” Jan Lechoń “Twardowski na Księżycu”
i
Michał Kluczewski, "Twardowski śpiewający Godzinki" (drzeworyt sztorcowy), 1876 r., źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)
Rozmaitości

Jan Lechoń “Twardowski na Księżycu”

Grzegorz Uzdański
Czyta się 1 minutę

Na Księżycu już wieczór. W szarym regolicie
Wyrzeźbiony krajobraz – z wolna mrok zakrywa.
Twardowski siadł na hałdzie skalnego kruszywa
I myśli o pluszczącej w butli okowicie.

Wypijał jedną kroplę raz na cztery lata,
Więc starczyła na długo… Lecz wkrótce się skończy.
Otula się fałdami zetlałej opończy.
Oto stał się naprawdę umarły dla świata.

Na Ziemi – pięćdziesiąta, okrągła rocznica
Lądowania Armstronga, Collinsa, Aldrina.
Wielki dzień! Takich rzeczy się nie zapomina!
Pierwsi ludzie, co stopą dotknęli Księżyca!

Czy pierwsi? On wyprzedził ich o lat czterysta.
Lecz jemu Google nigdy Doodle’a nie poświęci.
Znikł i z ziemskiej powłoki, i z ludzkiej pamięci.
Wokół noc. Na Księżycu jest zawsze gwiaździsta.

Jak to było? Lądował tu, na Srebrnym Globie,
Wypuszczony znienacka przez Mefistofela.
Tuż przy Morzu Przesileń… To była niedziela.
Pamięta, choć już niemal zapomniał o sobie.

Tak bywa, gdy za długo jesteśmy gdzieś sami,
Że wszystko się rozmywa, jeszcze więcej miesza.
Zblakła mu w myślach wrogów i przyjaciół rzesza,
Nie wie, którzy istnieli, a którzy są snami.

Czarodziej mruczy cicho „Kim ja w końcu byłem?”.
Mylą mu się zaklęcia, nazwy, alfabety…
Lecz oto nad horyzont, przyprószony pyłem,
Wschodzi rąbek błękitny odległej planety.

 

Czytaj również:

Ignacy Krasicki “Ojciec i syn” Ignacy Krasicki “Ojciec i syn”
i
Ach, cóż za dzień mój synu! (fragment ryciny prawdopodobnie wg szkicu Samuela Hieronymusa Grimma) zbiory Met Museum
Doznania

Ignacy Krasicki “Ojciec i syn”

Grzegorz Uzdański

Gadał ojciec do syna ,,Szukaj baranicy,
Bo jutro w kalendarzu Zimni Ogrodnicy.”
Próżno syn się go pyta, czy sprawdzał prognozy,
,,Na cóż sprawdzać – rzekł ojciec – wiem, że będą mrozy.
Pankracy i Serwacy, Zośka, Bonifacy
To dni zimna, jak wiedzą od wieków Polacy”.
Syn przed ojca powagą wreszcie się ukorzył,
Baranicę mu znalazł, sam szubę założył
I ruszył z nim na miasto, choć i bez ochoty. 
Szli z wolna, wnet na obu wystąpiły poty.
Lecz gdy syn przyodziewek chciał zrzucić nadmierny
,,Nic nie zrzucaj – rzekł ojciec – bądź tradycji wierny!”
Szli więc dalej, pot z czoła ścierając rękawem,
Aż ojciec omdlał pierwszy, a syn niezabawem.

   

Czytaj dalej