Karnawał K Karnawał K
i
ilustr. Joanna Grochocka
Rozmaitości

Karnawał K

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 1 minutę

Kończąc kawę, kreśliłem kartkę kształtami "K". Krajobraz kontentował. Kukułka komunikowała koniunkturę klepsydry – korzystnie.

Kalamburowy kumpel, który kroczył koło kawiarni, krzyczał:
– Kultywuj "K"!
– Kolonizuj "K" każdą kartkową krainę!
– Kontempluj krzywe, kolego!
– Kategorycznie ku "K"!

Kierownik kafejki (korpulentny konfident, kędzierzawej koafiury) kuriozalnie kontrargumentował:

Informacja

Z ostatniej chwili! To pierwsza z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

– Kiedyś kolektywnie kopnęło kalendarz kilku koleżków, którzy karykaturalnie koncentrowali…
– Koniec krakania! – kwitował kalamburowy kumpel, kopiąc kaloszem kierownika.
Kierując kciuk ku kłótni, któryś karczemny, knajacki kołtun, konkretyzował konkluzję klechdy:
– Kwintesencja karnawału "K"? Komplementacja komediowego kotła.

(Kurtyna.)

Czytaj również:

Dom Kłamczuchów Dom Kłamczuchów
i
ilustracja: Daniel Mróz, archiwum „Przekroju”
Doznania

Dom Kłamczuchów

Dezső Kosztolányi

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, a każda nieszczęśliwa rodzina bywa nieszczęśliwa na swój sposób? Cóż, u Kosztolányiego jest jeszcze inaczej.

To była sławna, stara rodzina, z jakimś niezwykłym pochodzeniem i tajemniczą patyną średniowiecza; mieszkali w piętrowym domu w centrum miasteczka.

Czytaj dalej