Zagadka z dziełem sztuki (11) Zagadka z dziełem sztuki (11)
Rozmaitości

Zagadka z dziełem sztuki (11)

Tomasz Wichrowski
Czyta się 4 minuty

Tym razem opowiemy o dziele, które swoją skalą przekracza możliwości wystawiennicze większości światowych muzeów. O tym, jakie to dzieło, przeczytacie pod grafiką.

Przez niemal 30 lat Spiral Jetty Roberta Smithsona przykrywały wody Wielkiego Jeziora Słonego w amerykańskim stanie Utah. Od 1999 r., gdy susza obniżyła poziom wody, ta słynna amerykańska rzeźba powoli wyłaniała się na powierzchnię. Pierwotnie konstrukcję otaczała płytka różowa woda, zabarwiona dzięki obecności β-karotenu wytwarzanego przez słonolubne algi z rodzaju Dunaliella salina. Dziś rzeźba, całkowicie odsłonięta, leży pośrodku słonego pustkowia przypominającego mieniącą się połać śniegu, a skały, z których powstała, pokryły się białymi kryształami soli.

Informacja

Z ostatniej chwili! To przedostatnia z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Smithson zbudował swoją rzeźbę w 1970 r. Wspierany przez ekipę robotników i operatorów ciężkiego sprzętu przeniósł niemal 7000 t czarnego bazaltu i ziemi z sąsiedniego brzegu, tworząc zwiniętą spiralnie groblę długości 450 m i około 4,5 m szerokości. Konstrukcja została usypana w czasie, gdy poziom wody był wyjątkowo niski. Pod taflą Salt Lake zanurzyła się dopiero w 1972 r. Od tamtej pory – aż do 1999 r. – ta monumentalna rzeźba tylko od czasu do czasu ukazywała się na powierzchni jeziora.

Dzieło zainspirowane Wielkim Kopcem Węża (usypanym przez prekolumbijskich Indian niemal tysiąc lat temu) powstało w nowym nurcie land artu, ruchu zapoczątkowanego w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 60. XX w. w odpowiedzi na nadmierną komercjalizację sztuki, a także umacniające się trendy proekologiczne. Założyciele ruchu, zrażeni koniunkturalizmem i fasadowością świata sztuki, chcieli, aby ludzie wyszli z muzeów, powracając do natury. Smithson, pierwotnie głęboko zaangażowany w rewolucję kulturalną lat 60. chwalącą hedonizm i wolność osobistą, szybko odnalazł w sobie miłość do natury, stając się czołowym przedstawicielem nurtu. Uważał, że „dzieło sztuki umieszczone w galerii traci swój potencjał, stając się przenośnym obiektem lub powierzchnią wydzieloną ze świata zewnętrznego”.

Budując swoją spiralę, Smithson oddał pokłon prehistorycznym formom sztuki rozsianym po świecie – od tajemniczych megalitów w Avebury i pobliskiego Stonehenge w Wielkiej Brytanii, po peruwiańskie dzieła z płaskowyżów Nazca i Pampa Palpa. Jego prace przecierały szlaki sztuce czerpiącej z tych prastarych form, torując drogę współczesnym artystom, m.in. Olafurowi Eliassonowi czy Jamesowi Turrellowi z jego astralnym obserwatorium Roden Crater w Arizonie.

Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. mediachef, 2010 r.
Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. mediachef, 2010 r.
Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. Retis, 2015 r.
Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. Retis, 2015 r.
Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. Donald Fodness, 2007 r.
Robert Smithson, Spiral Jetty, 1970 r. / fot. Donald Fodness, 2007 r.

Podziel się tym tekstem ze znajomymi z zagranicy lub przeczytaj go po angielsku na naszej anglojęzycznej stronie Przekroj.pl/en!

Czytaj również:

Fotografka jak żadna inna Fotografka jak żadna inna
i
fotografia: Maria Lubomirska, Sestri Levante, Włochy, 1908; ze zbiorów rodziny Morawskich
Opowieści

Fotografka jak żadna inna

Joanna Kinowska

Właśnie odkurzono archiwa Marii Lubomirskiej. Zeskanowano negatywy oraz odbitki, dzięki czemu ukazał się nowy prywatny mikrokosmos. Z takich ukrytych w skrzyniach światów utkana jest historia fotografii.

Zdjęcia odnalazła rodzina. To trochę więcej niż prywatne fotografie, a trochę mniej niż retrospektywa twórczości mistrzyni fotografii tamtych czasów. Fotografie wyglądają na wykonane spontanicznie na własny użytek, mogły więc się zapodziać w domowych archiwach, nie zwracając większej uwagi. Na strychu, w skrzyniach, pudłach, pudełkach, teczkach. Pod grubą warstwą kurzu. Albo tkwiły w salonach, tyle że ukryte w albumach czy starych książkach. Może czasem nawet ktoś tam zajrzał, chciał wskazać kogoś z przeszłości, zbłądzić wspomnieniem. Taką przeszłość zwykle ogląda się przy okazji pogrzebów czy innych uroczystości. Pewnie te zdjęcia wydawały się zbyt zwykłe, żeby je pchać w świat. Kogo to może interesować? Jaką to ma wartość?

Czytaj dalej