Dlaczego ciemność jest nam potrzebna?
i
zdjęcie: Anna Orłowska
Świat + Ludzie, Ziemia

Dlaczego ciemność jest nam potrzebna?

Anna Orłowska
Czyta się 8 minut

„Pamiętam ciekawe badanie przeprowadzone na Grenlandii, czyli w miejscu, które boryka się z dużym problemem samobójstw. Z punktu widzenia Europejczyków jest tam depresyjnie i smutno zimą, gdy nie ma słońca, ale okazuje się, że najwięcej samobójstw przypada na czerwiec i lipiec, czyli na miesiące, kiedy panuje dzień polarny i nie ma nocy”.

Z Tomaszem Mrozkiem, badaczem Słońca, o koniecznej roli ciemności w życiu naszym i planety rozmawia Anna Orłowska.

Anna Orłowska: Czy Pan na co dzień zajmuje się ciemnością?

Tomasz Mrozek: Właśnie nie! Na co dzień zajmuję się Słońcem. Nie mam zawodowo do czynienia z astronomią nocną, gdzie jest potrzebne ciemne nocne niebo, ale współpracuję dużo z jej amatorami. Izerski Park Ciemnego Nieba powstał z przekonania o konieczności mówienia ludziom, że jeśli chce się mieć jasną ulicę, to można, a nawet trzeba, świecić na nią, nie w górę. Ale to moja uboczna działalność, bo zajmuję się głównie badaniami naukowymi, pracą ze studentami na Uniwersytecie Wrocławskim w Instytucie Astronomicznym oraz w Centrum Badań Kosmicznych PAN w Zakładzie Fizyki Słońca.

We Wrocławiu, czyli w sąsiedztwie parku.

To był tak naprawdę powód wybrania tego miejsca. Nie jest ono najciemniejsze w Polsce, ale jest najciemniejsze w okolicy. Park leży w dolinie Izery, otoczonej górami, które dość dobrze odcinają światła okolicznych miejscowości. W izerskim parku niebo jest ciemne i tylko niewiele jaśniejsze od bieszczadzkiego, które jest najciemniejsze w Polsce.

Co to

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pałac jako futerał
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Pałac jako futerał

Joanna Kinowska

Mocna jest przede wszystkim konstrukcja tej wypowiedzi artystycznej. Bo przecież to nie jest przewodnik ani album w rodzaju twardej oprawy i papieru kredowego z najpiękniejszymi obrazami rezydencji historycznych. W rękach mamy niezwykle delikatną książkę. Wytłoczony na okładce napis Futerał kompletnie nie gra z masywnością znaczenia tego słowa. Tak łatwo tę książkę pobrudzić, jest taka miękka. Brakuje jej ochrony. To zresztą znakomita aluzja do zawartości.

Projekt-książka ma właściwie trzy rozdziały. Ale to uproszczenie. Bo są jeszcze prace ilustrujące teksty. I parę zdjęć, które jak klamrą spinają te trzy główne opowieści. Różne poboczne historie, wątki uzupełniające, przepowiadające. Bo Futerał to już nie tylko książka, ale projekt w ciągłej rozbudowie.

Czytaj dalej