
João zatrzymuje samochód, gwałtownie wyrywa małe, zielone drzewo, które rośnie na poboczu. Wraca i milczy przez kilka minut, czeka, aż wzburzenie minie. Najchętniej wyrwałby je wszystkie – tysiące eukaliptusów, które porastają wzgórza prowadzące do Nodeirinho.
Po raz pierwszy spotykam go w ogrodzie miejskim w Pedrógão Grande. Jest lipiec 2018 r. Wszystko kwitnie, nie widać, że od tragedii minęło ponad dwanaście miesięcy. João Viola ma 62 lata, nosi białą koszulę, której nie zapina na najwyższy guzik. Kilka razy odbiera telefon, z różnych części ogrodu ktoś czasem woła do niego portugalskie „dzień dobry”. Siadamy na ławce, z której widzimy cały plac. – Tu jest część tropikalna, obok japońska, kilka metrów dalej rosną sosny, za nimi strefa kaktusów, w środku dęby, które są tu od wieków – wskazuje po kolei. Mógłby opowiedzieć o każdym z ponad trzystu gatunków roślin, które widzimy przed sobą. Pracuje tu od dwudziestu lat i nie ukrywa, jak bardzo jest dumny.
W ogrodzie w Pedrógão Grande nie ma eukaliptusów. Każdego dnia João mija je jednak dwukrotnie – gdy jedzie do pracy i wraca do domu. Kilka razy w tygodniu wyrywa jedno albo dwa drzewka. Wieczory spędza z żoną Diną w Nodeirinho. Często odwiedzają ich sąsiedzi.

João Viola w lipcu 2018 r.; zdjęcie: Maria Dybcio
Gdy siedzę z Diną przy stole, wchodzi sąsiadka; ugotowała właśnie zupę, prosi o garnek, żeby przelać im trochę na kolację. Tak było tu zawsze, tylko kiedyś pachniało inaczej niż w innych wioskach, bo źródełko w centrum nigdy nie wysycha, wokół rosło dużo kwiatów. Parę domów dalej mieszkał Vasco, kuzyn João, a nieopodal para Anglików, Steve i Susan, którzy wprowadzili się cztery lata temu. Gdy dawniej Susan wyglądała przez okno, mogła widzieć sosny i eukaliptusy, latem głośno śpiewały tu ptaki. W centrum wioski stoi dom Marii, tuż obok zbiornik, do którego stale sączy się woda ze źródła. Zimna – João każe włożyć mi rękę i sprawdzić. To tam schowali się przed ogniem ci, którzy przetrwali.
***
– Nauczyliśmy się żyć z eukaliptusem, nie wiedzieliśmy, jak to się skończy – mówi João, kiedy w drodze z Pedrógão Grande do Nodeirinho mijamy kolejne drzewa. – Leczymy nim gardło i kaszel, łatwiej się po nim oddycha, piszemy na kartkach, które z niego powstają. Gdy trzeba, także chłodzi skórę – dodaje. Czytam później, że eukaliptus miał być rośliną ozdobną, potem osuszał grunty. W połowie XIX w. zasadzono go najpierw niedaleko Aveiro, jakieś 100 kilometrów od Pedrógão Grande, jednak dopiero w latach 70. XX w. plantacje eukaliptusa zaczęły zastępować dawne ogrody oliwne i winnice.
Prawdziwa rewolucja eukaliptusa nadeszła dopiero po rewolucji goździków. W latach 80. eukaliptus pojawił się masowo na portugalskich polach. Może w podręcznikach zanotują kiedyś, że był to początek katastrofy.
Zanim Portugalczycy obalili prawicową dyktaturę, przez 40 lat żyli