
Bez niej nic w przyrodzie nie miałoby sensu. Albo inaczej: dopiero ona odsłania logikę procesów zachodzących w naturze. Czy rozumiemy, co przyniosła nam teoria ewolucji? I czy dzięki niej możemy przewidzieć przyszłość?
Wielu żywiło coraz mocniejsze przekonanie, że wszyscy popełnili wielki błąd, schodząc z drzew. Niektórzy twierdzili, że nawet drzewa były złym posunięciem i że nigdy nie należało opuszczać w ogóle oceanów.
Douglas Adams
Autostopem przez Galaktykę
Sto sześćdziesiąt pięć lat temu, 24 listopada 1859 r., ludzkość dostała szansę, by stać się mądrzejsza. Niestety jako gatunek nie jesteśmy znani ze szczególnej zdolności do wykorzystywania tego typu okazji. Chociaż w swej nieskończonej arogancji nazwaliśmy się Homo sapiens, czyli człowiekiem rozumnym, to biorąc pod uwagę, co robimy z jedyną dostępną nam planetą, coraz trudniej nam tę optymistyczną nazwę uzasadnić. Ale o tym może później.
Wspomnianym objawieniem była publikacja dzieła Karola Darwina O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt. Autor przedstawił w nim najpiękniejszą i najdoskonalszą teorię w historii nauki – teorię ewolucji. Najdoskonalszą, bo żadna inna nie tłumaczy nam tylu różnorodnych zjawisk z tak wielu obszarów rzeczywistości. Najpiękniejszą, bo jest w swej istocie bardzo prosta i logiczna. Można zapewne doszukiwać się jakiegoś zabawnego paradoksu w tym, że teoria, która doprowadziła do prawdziwej rewolucji w naszym rozumieniu świata, jest w treści antyrewolucyjna, ponieważ nie wspomina o gwałtownych zmianach wywracających świat przyrody do góry nogami, lecz o stopniowej kumulacji stosunkowo niewielkich przemian.
Selekcja, naturalnie
Darwin nie był oczywiście pierwszą osobą, która o ewolucyjnych procesach w przyrodzie pomyślała. Jednak to dopiero on zaproponował zgrabne i spójne wyjaśnienie, jak zmiany te mogą zachodzić i prowadzić do powstawania nowych form. W tym samym czasie Alfred Russel Wallace, młody przyrodnik pracujący na wyspach Oceanii, niezależnie od niego doszedł do bardzo podobnych wniosków, dzięki czemu zmusił uczonego, żeby ten w końcu opublikował swoje rozważania. Gdyby nie on, Darwin pewnie do końca życia ciułałby dowody i przykłady, bo zdawał sobie sprawę z przełomowości swojej teorii oraz wiążących się z nią konsekwencji i przez kilkadziesiąt lat nie mógł się zdecydować, czy ją w ogóle ogłosić.
Jak się okazało, wahał się nie bez racji. Teoria ewolucji nie wstrząsnęła wyłącznie światem biologii, ale wywarła również wpływ na filozofię, socjologię i wiele innych dziedzin, bo dotyczyła właściwie każdego obszaru intelektualnych dociekań. Zmarły niedawno filozof Daniel Dennett nazwał ją niebezpieczną. Kilka lat temu na łamach „Przekroju” (numer wiosenny z 2020 r.) już o tym pisałem: „W jednej ze swoich publikacji, wydanej w roku 1995 i wciąż nieprzetłumaczonej na polski, Darwin’s Dangerous Idea: Evolution and the Meanings of Life [Niebezpieczna idea Darwina. Ewolucja i sens