O „rasach” i rasizmie
i
Aboriginal art, Adelaide Museum South Australia, Domena publiczna
Wiedza i niewiedza

O „rasach” i rasizmie

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 20 minut

Niewiele istnieje tak nadużywanych i błędnie rozumianych pojęć jak „rasa”; niewiele wyrządziło tyle zła i doprowadziło do tylu aktów ludobójstwa.

Twórcą idei zachodniego „uczonego rasizmu” jest XIX-wieczny francuski dyplomata Arthur de Gobineau, który w swojej filozofii dziejów zakładał ścisły związek pomiędzy ludzkimi cechami cielesnymi a psychicznymi. Wedle tej koncepcji rasa biała – wraz z rzekomo charakterystycznymi dla niej cechami, takimi jak wysoka inteligencja, odwaga czy zmysł estetyczny – odpowiada za wszelki postęp cywilizacyjny. Z tego podejścia wynika określone rozumienie historii: jeśli biały człowiek zostaje odizolowany od innych ras, kultura się rozwija; tam, gdzie nie ma białego człowieka, nie można mówić o jej rozwoju, a jeśli dochodzi do krzyżówek między rasami – następują czasy dekadencji.

Choć podobnych idei od dawna nie sposób traktować poważnie, wciąż pozostają one żywe. Jeszcze względnie niedawno niektóre kraje – m.in. Stany Zjednoczone i Republika Południowej Afryki – regulowały prawnie kwestię małżeństw mieszanych; współczesna polityczna propaganda nadal chętnie odwołuje się do rzekomych różnic w populacjach. Odmienności rasowe w dalszym ciągu odgrywają też znaczną rolę w stosunkach między narodami, podobnie jak w codziennych kontaktach międzyludzkich.

Unieważnienie problematyki wyższości rasowej w zachodniej nauce nie sprowadza się jednak wyłącznie do motywowanej etycznie rezygnacji z podejmowania tego tematu jako zbyt ryzykownego i obciążonego historycznie. Wraz z rozwojem nauk humanistycznych okazało się bowiem, że kategoria „rasy” nie ma żadnego znaczenia w analizach historycznych czy kulturoznawczych: wewnętrzne zróżnicowanie biologiczne człowieka zwyczajnie nie wyjaśnia żadnych zjawisk.

W klasycznych dziełach XX-wiecznej antropologii kulturowej – w tekstach Franza Boasa, Ruth Benedict czy Claude’a Lévi-Straussa – sformułowano niezliczone miażdżące argumenty przeciwko rasizmowi. Warto je przypomnieć – nie tylko dlatego, że przesądy te nie umierają, ale również dlatego, że czasem spotyka się głosy, iż współczesny postęp w dziedzinie badań genetycznych sprawił, że rzekomo uzyskały one nowe, „naukowe” potwierdzenie.

Sztuczny model

Antropolożka Ruth Benedict we Wzorach kultury zauważyła, że nie sposób zaprzeczyć biologicznym podstawom kultury – podobnie jak nie da się zaprzeczyć chemicznemu podłożu zjawisk biologicznych. Ale tak jak chemia nie nadaje się do wyjaśniania procesów biologicznych, tak biologia nie wyjaśnia kwestii społecznych. Dynamika mechanizmów historycznych i kulturowych nie koresponduje wyraźnie z biologią.

Określane przez antropologię fizyczną różnice między tzw. rasami – takie jak kolor skóry, kształt czaszki, barwa i rodzaj włosów – nie korelują ze zjawiskami w dziedzinie kultury. Jeśli w książce etnograficznej znajdują się wiadomości dotyczące rasowej charakterystyki danej grupy osób, to są to jedynie informacje wprowadzające, nietłumaczące jej zwyczajów, specyfiki języka czy przekonań religijnych.

W języku potocznym klasyfikacji rasowych używamy dość beztrosko, w rzeczywistości jednak są one nieostre i niezbyt ścisłe. W populacji nie brakuje bowiem „form pośrednich”, które sprawiają, że taka precyzyjna klasyfikacja jest niemożliwa i każda kategoria rasowa jawi się wyłącznie jako sztuczny model. Przykładowo: przyjmuje się, że przedstawiciel rasy białej ma jaśniejszą skórę, mniejsze wargi i węższy nos

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pisać albo nie pisać?
i
zdjęcie: Surendran MP / Unsplash
Wiedza i niewiedza

Pisać albo nie pisać?

Tomasz Wiśniewski

Umiejętność czytania i pisania zmienia ludzki umysł oraz przekształca życie całych społeczeństw. Pytanie: czy zawsze na lepsze?

W eseju O kulcie książek Jorge L. Borges przypomniał, że ani Pitagoras, ani Platon, ani Jezus nie byli orędownikami pisma. Zdecydowanie preferowali słowo mówione. Jeśli chodzi o elity duchowe i intelektualne, przewrót nastąpił mniej więcej w IV w. – pióro zwyciężyło. To w tym czasie młody św. Augustyn opisywał w Wyznaniach tajemniczą postać swojego nauczyciela, św. Ambrożego, który w milczeniu, z zastygłą twarzą śledził wzrokiem ciągi znaków, „dając pokarm umysłowi”. Nam ten obraz może wydawać się banalny, ale cudowność pisma podziwiano i wychwalano jeszcze w czasach nowożytnych. Przykładem niech będzie Friedrich Schlegel, według którego „prawdziwa litera była wszechmocną i rzeczywistą różdżką czarodziejską”.

Czytaj dalej