Poczuj zef
i
zdjęcie: Lars Plougmann/Flickr (CC BY-SA 2.0)
Marzenia o lepszym świecie, Świat + Ludzie

Poczuj zef

Aleksandra Woźniak-Marchewka
Czyta się 7 minut

W kraju, w którym wcześniej wszystko było czarne albo białe, nagle objawił sięjaskrawy, ociekający złotem kicz. A co więcej, nie tylko się objawił, lecz także stał się głosem sprzeciwu wobec apartheidu, poniżenia biednych i sprowadzania afrykańskiej kultury do stereotypu.

Południowoafrykańska kontrkultura zef rozwinęła się w połowie lat 90. XX w., ale jej korzenie sięgają wcześniejszych czasów. Już w latach 50. pojawiło się słowo „zef”, którym określano ubogich białych, bezrobotnych lub pracujących fizycznie. Wielu z nich mieszkało na osiedlach przyczep kempingowych i jeździło podrasowanymi fordami zephyrami. To właśnie skrócona nazwa tego modelu samochodu przyjęła się na określenie całej warstwy społecznej. Zef stało się synonimem słowa „pospolity”. Wtedy jeszcze to nowe pojęcie było jednoznacznie negatywne, wręcz obraźliwe – oznaczało kicz, tandetę, bezguście.

Pół żartem, pół serio

Paradoksalnie ubodzy Afrykanerzy pokochali to słowo i przejęli je. Stosowane przez nich straciło pogardliwe zabarwienie (przynajmniej częściowo), stało się za to synonimem autentyczności. Brak kultury i smaku czy nawet wulgarność miały być właśnie jej wyrazem.

Za prekursora współczesnego zef uważany jest Koos Kombuis – do dziś wyjątkowo popularny w RPA gitarzysta i wokalista, jeden z przedstawicieli ruchu Voëlvry stanowiącego w latach

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Klubowe brzmienie RPA
i
rysunek: Marek Raczkowski
Doznania, Sztuka + Opowieści

Klubowe brzmienie RPA

Olga Drenda

Jego żywiołem jest Internet, a popularność zdobywa dzięki mediom społecznościowym i taksówkom. Powstaje z dala od komercyjnych rozgłośni i wytwórni płytowych, choć słuchają go miliony. Amapiano to innowacyjna muzyka z przedmieść Johannesburga. Nie tylko Afryka, lecz także cały klubowy świat tańczą tak, jak im zagrają didżeje z RPA.

Chcecie poznać muzykę przyszłości? Ona już tu jest. Nadstawcie pilnie uszu i przygotujcie ciało do tańca. Zaczyna się prawie zawsze od podobnej linii basowej, szemrzącej, równomiernej, jakby bardziej unoszącej się w przestrzeni niż dociążającej. Ten rytm, charakterystycznie szeleszczący albo sypki, to szkielet utworu, który można obudować kolejnymi elementami: dodawać ciężkie hiphopowe bity, łagodne i miękkie akordy deep house’u, jazzowe partie pianina czy saksofonu, delikatny, improwizowany śpiew kojarzący się ze smooth jazzem, a nawet chóry gospel. Poszczególne nitki płyną równolegle do siebie w przestrzennych konstrukcjach, lekkich nawet wtedy, gdy towarzyszą im zadziorne partie rapowe. Trudno nie płynąć wraz z nimi: harmonia jest zniewalająca. Tak brzmi amapiano – gatunek muzyczny wywodzący się z RPA.

Czytaj dalej