Kochajcie wróbelka
i
zdjęcie: Aditya Gupta/Unsplash
Wiedza i niewiedza

Kochajcie wróbelka

Adam Zbyryt
Czyta się 10 minut

Dla dzieci jest bohaterem popularnych w latach 80. XX w. dobranocek i wierszowanych książeczek. Dla biologów ewolucyjnych – interesującym obiektem badań. Wróbel – ptak, który od około 10 tys. lat towarzyszy ludziom.

Mały, szary, niepozorny. Jednym słowem: wróbel. W porównaniu z innymi ptakami, barwnymi i okazałymi, wydaje się rzeczywiście mało atrakcyjny. Wyróżnia go jednak niezwykła cecha – doskonale adaptuje się do życia w nowych warunkach. Dobrze czuje się na wsi, a także w dużych mias­tach, gdzie wydziobuje resztki pokarmu, np. z kawiarnianych ogródków. Świetnie sobie radzi nawet za północnym kołem podbiegunowym na Półwyspie Skandynawskim oraz na pustyniach Kalifornii czy w tropikach Panamy. Warunek: obok muszą mieszkać ludzie. Zaobserwowano, że gdy z danego terenu znikali osadnicy, wkrótce i po wróblach nie było śladu. To niezwykłe przywiązanie do człowieka zostało ujęte również w nazwie łacińskiej oraz dawnej polskiej – wróbel domowy. W 1758 r. ojciec systemu klasyfikacji organizmów, Karol Linneusz, nadał wróblowi identyfikator gatunkowy domesticus, wywodzący się od łacińskiego słowa domus, czyli dom.

Choć może trudno w to uwierzyć, jeszcze do niedawna b

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pierwszy wróbel w rodzinie
i
Robert Havell after John James Audubon, „Two-colored Sparrow”, 1831 r., Gift of Mrs. Walter B. James, Birds of America, no. 108 (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Pierwszy wróbel w rodzinie

Mikołaj Golachowski

Kuba pojawił się w moim życiu niespodziewanie. Miałem jakieś 12 lat, kiedy nagle podczas narady mojej podwórkowej bandy przypałętało się kilkoro młodszych dzieciaków z podlotem wróbla w rękach.

Na skutek ich entuzjastycznej opieki wróbelek miał już złamaną nogę i wyglądał jak ktoś, kto potrzebuje konkretnej pomocy. Byłem od nich starszy, przyrodą interesowałem się od niepamiętnych czasów, więc bez większych protestów ze strony znalazców zabrałem go do siebie.

Czytaj dalej