Świadek czy sędzia?
Marzenia o lepszym świecie

Świadek czy sędzia?

Miłada Jędrysik
Czyta się 19 minut

Mieć Bośnię w swoim życiu to honor i przekleństwo. Przekleństwo, bo nie uda się już nigdy uciec od tego dnia. Nie każdemu zdarza się wejść do obozu koncentracyjnego w sercu Europy i zobaczyć to, co my.

Miłada Jędrysik: 5 sierpnia 1992 roku razem z telewizyjnymi dziennikarzami Penny Marshall i Ianem Williamsem „odkryłeś” serbskie obozy koncentracyjne w Bośni. Mówię „odkryłeś”, bo potem okazało się, że wiedziały o nich wywiady, dyplomaci, Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Woleli jednak milczeć, żeby „nie zakłócać procesu dyplomatycznego”. Pamiętasz ten moment tak, jakby to było wczoraj? Jak weszliście pod „eskortą” uzbrojonych Serbów do kantyny w byłej kopalni rudy żelaza w Omarskiej i zobaczyłeś te wychudzone postacie?

Ed Vulliamy: Nigdy tego nie zapomnę. Mieć Bośnię w swoim życiu to honor i przekleństwo. Przekleństwo, bo nie uda się już nigdy uciec od tego dnia. Nie każdemu zdarza się wejść do obozu koncentracyjnego w sercu Europy i zobaczyć, to co my.

A właściwie zobaczyliśmy bardzo niewiele.

Potem się dowiedziałeś, że pokazano wam najlepiej wyglądających więźniów. Ale i oni wyglądali przerażająco: „wysuszona skóra marszczyła się niczym pergamin na kościach ich patykowatych ramion. Mieli zapadnięte policzki i wyłupiaste oczy”.

Siedzieli w stołówce i jedli, pochłaniali zupę jak wygłodniałe psy. Poprosiliśmy, żeby wpuszczono nas do hangaru, skąd ich przyprowadzono, a wtedy strażnicy wycelowali w nas broń. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby się domyślić, jaka straszliwa tajemnica się tam kryła. 

Kryli się inni więźniowie, wyznający islam Bośniacy i katoliccy Chorwaci – głodzeni, bici, katowani na śmierć. Kobiety gwałcone przez jednego strażnika po drugim. Pierwszą reakcją opinii publicznej było wtedy niedowierzanie – obozy koncentracyjne w Europie? Znowu? Przecież wojny miało już nigdy nie być. Tymczasem po ogłoszeniu niepodległości Bośni Serbowie, stanowiący jedną trzecią jej mieszkańców, postanowili za pomocą brutalnych czystek etnicznych wykroić terytorium dla siebie.

Też nie mogłem uwierzyć, w to, co zobaczyłem. Nie wiedziałem też, jak zareagować

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Wojna w Donbasie: świry czy straceńcy?
Przemyślenia

Wojna w Donbasie: świry czy straceńcy?

Miłada Jędrysik

W dzień bojownicy grają w gry komputerowe i czekają na zmierzch, kiedy obserwatorzy OBWE pójdą na piwo i można będzie rozpocząć ostrzał. Paweł Pieniążek opowiada o codzienności i niezwykłości wojny na Ukrainie. 

Miłada Jędrysik: Czy do wojny można się przyzwyczaić?

Paweł Pieniążek: Nie chcę tego trywializować, ale to jest mniej więcej tak jak z nami, kiedy musimy codziennie jeździć zapchanym autobusem do pracy. Jest nieprzyjemnie, nieładnie pachnie, ale do pracy dotrzeć trzeba. Ludzie potrafią się przyzwyczaić do wszystkiego. Zdumiewające, jak szybko to, co ekstremalne, staje się „normalne”.

Czytaj dalej