W autobiograficznej książce Ścieżkami jogów z 1934 r. Paul Brunton, angielski pisarz i poszukiwacz duchowy podróżujący po Indiach, opisuje fascynujący przykład moralnej wielkości.
Pewnego dnia grupa rozbójników napadła na pustelnię znanego w okolicy mędrca. Sądzili, że musiał otrzymywać dary od czczącej go lokalnej społeczności i że ukrył gdzieś pieniądze. Niczego jednak nie znaleźli. W gniewie dotkliwie pobili ascetę. Po całym incydencie, gdy opadły emocje, Ramana Mahariszi – bo o nim mowa – namówił napastników, żeby nie uciekali, tylko zostali u niego, odpoczęli i poczęstowali się jedzeniem. Potem pozwolił im odejść; surowo zakazał wszelkiego pościgu i karania sprawców napaści. Otrzymane ciosy nie zrobiły na nim wrażenia. Jego jedyną refleksją było współczucie wobec duchowej ignorancji tych ludzi.
Ramana Mahariszi znajduje się w gronie najwybitniejszych indyjskich nauczycieli duchowych XX stulecia. W swoim kraju uchodził za świętego, a nawet za inkarnację Boga. Już za życia zdobył sławę; pielgrzymowały do niego wybitne postaci z różnych zakątków globu (jego uczennicą była m.in. Wanda Dynowska). O roli, jaką odegrał w kraju, może świadczyć fakt, że przedmowę do jego biografii Ramana Maharshi and The Path of Self-Knowledge Arthura Osborne’a napisał filozof i wiceprezydent Indii, Sarvepalli Radhakrishnan. W latach 70. XX w. podobizna twarzy ascety pojawiła się na indyjskich znaczkach pocztowych.
Chociaż nigdy nie opuścił Indii, jego nauczanie od ponad 100 lat inspiruje świat Zachodu i oddziałuje na niego. Carl Gustav Jung twierdził, że w postaci Maharisziego wyraziły się tysiąclecia indyjskiej kultury. Mistrz duchowy był podziwiany również przez Thomasa Mertona czy Alana Wattsa. Jego aśram odwiedzał dwukrotnie Henri Cartier-Bresson, który wykonał słynne zdjęcia mędrca.
Osiągnięcie prawdy, której nauczał Mahariszi, miało być możliwe dla każdego, niezależnie od pochodzenia czy wyznawanej religii. Jego filozofia wydaje się zarazem niezwykle prosta i nieskończenie