Akceptacja pewnych stanów wymaga odwagi
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Akceptacja pewnych stanów wymaga odwagi

Iza Smelczyńska
Czyta się 8 minut

WIDT to duet audiowizualny, zrodzony ze współpracy dwóch sióstr – Antoniny Nowackiej (głos) i Bogumiły Piotrowskiej (wizualizacje generowane w czasie rzeczywistym). Łączy je oryginalność, zamiłowanie do radykalnej psychodelii i bezkompromisowość. Swój najnowszy projekt z Christophem de Babalon zobaczymy na krakowskim Unsoundzie. 

 

W jednym z wywiadów wspomniałyście, że „zależy wam na tym, aby wasze działania były jak najmniej zorientowane na jakiś konkretny rynek czy branżę”…

Bogumiła Piotrowska: Wszystkie branże działają na konkretnych zasadach, bazując na określonym systemie selekcji podług jakiejś estetyki, medium czy środków wyrazu. Występując na festiwalach muzycznych czy pojawiając się w prasie muzycznej, prezentujemy swoją twórczość w kontekście branży muzycznej, a to zawsze jest jakiś niepełny obraz tego, co robimy. Jesteśmy odbierane jako zespół muzyczny z wizualizacjami, a nie o to nam chodzi. Nasze występy są tak naprawdę na granicy muzyki, nieco w stronę żywej instalacji czy poniekąd teatru. Zależy nam na tym, żeby w jakiś sposób wypracować system (branże? środowisko?), który byłby przydatny

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Organizacja Narodów Wymarzonych
i
Podczas World Culture Festival milion uczestników z całego świata celebrowało różnorodność i wspólnotę; zdjęcie: Archana Patchirajan
Duch + Ciało, Złap oddech

Organizacja Narodów Wymarzonych

Reportaż z World Culture Festival 2023
Paulina Wilk

W ostatni piątek września kongresmeni na Kapitolu spierali się o dług publiczny. Nad krajem zawisła groźba bankructwa. A nieopodal, w samym centrum Waszyngtonu milion ludzi zanurzało się w łagodnej medytacji.

Media grzmiały od świtu. Wielu pracowników na państwowych posadach – od policjantów po muzealników – miało z dnia na dzień zostać bez centa. W Izbie Reprezentantów trwały gorączkowe negocjacje, na Kapitol wjeżdżały potężne czarne SUV-y z przyciemnionymi szybami oraz telewizyjne furgonetki. Miasto zamarło w napięciu.

Czytaj dalej