Historia się nie skończyła
i
fot. Ofer Chen/ Wikiemdia Commons
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Historia się nie skończyła

Tomasz Stawiszyński
Czyta się 20 minut

Byłem już właściwie przekonany, że to się nie uda. 

Że Carlo Strenger nagle zmienił zdanie. Albo umarł. Wiem, jak to brzmi, ale ostatecznie nie po to on sam w swoich książkach podkreśla, że jednym z podstawowych problemów współczesnej kultury jest zaprzeczanie ludzkiej śmiertelności, żebym ja teraz bał się coś takiego o nim napisać. Już za chwilę rozpocznie się boarding na lot do Tel Awiwu, a ja wciąż nie mam od niego żadnych wiadomości. Wcześniej odpisywał w ciągu kilku minut. Najdalej kilku godzin. A teraz nic. Jest czwartek, e-maila z prośbą o potwierdzenie naszego spotkania wysłałem mu w poniedziałek. Potem we wtorek drugiego. I trzeciego. Wysłałem też kilka SMS-ów z prośbą o pilny kontakt, bo bilety już załatwione, hotel zarezerwowany i w ogóle wszystko gotowe. A teraz jestem na lotnisku i rozważam najgorsze scenariusze. Co też się mogło stać, że Strenger znienacka zamilkł? 
I kiedy już zrezygnowany zamierzam wrócić do domu, bo wobec takiego zmasowanego milczenia czułbym się – pukając do jego drzwi następnego dnia – niemal jak jakiś stalker, przychodzi nagle zwięzły SMS: „Interview is on. Looking forward”. Uff. Wsiadam do samolotu i po kilku godzinach ląduję na miejscu. 

Rano stawiam się o wskazanej godzinie pod wskazanym adresem. Ale natychmiast się okazuje, że dysponuję niekompletnymi danymi. Po pierwsze, nigdzie nie widać wejścia B, po drugie – co tłumaczy mi poproszona o pomoc w rozszyfrowaniu hebrajskich napisów dziewczyna – na żadnej skrzynce pocztowej nie ma nazwiska „Strenger”. 

A on nie odbiera telefonu. 

No nic, myślę po kwadransie bezskutecznych prób, jednak faktycznie się to nie uda. I już, już zamierzam wrócić do hotelu, kiedy dostrzegam starszą panią podlewającą kwiaty na balkonie. Pytam ją więc – nie licząc raczej na pomyślne rozwiązanie – czy zna profesora Strengera. 

Tak, tak, druga klatka, mieszkanie na samej górze. 

Znowu ulga. 

Ale kiedy docieram na miejsce i dzwonię do drzwi, przez dłuższą chwilę słyszę tylko szczekanie psa. Zapomniał – myślę. Nie otworzy – myślę. I kiedy już chcę spod tych drzwi odejść, one się nagle otwierają. „Ty musisz być Tomasz – Carlo Strenger z szerokim uśmiechem zaprasza mnie do środka. – Poznaj Freuda” – dodaje, wskazując na szczekającego, ale ogólnie bardzo przyjaźnie nastawionego do mnie psa. 

Freud towarzyszy nam niemal przez całą rozmowę. I ten ludzki – jako taki czy inny punkt odniesienia, bo Strenger jest przecież psychoanalitykiem – i ten nie ludzki, który przez cały czas domaga się głaskania. Jego właściciel zaś udziela

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Czekając na (sztucznego) Godota
i
ilustracja: Joanna Łańcucka
Marzenia o lepszym świecie, Świat + Ludzie

Czekając na (sztucznego) Godota

Tomasz Stawiszyński

Być może już niedługo nie będziemy pytali, czy Bóg istnieje, tylko jaką ma moc obliczeniową. Stworzenie sztucznej, wszechmogącej istoty, która jednocześnie będzie przedmiotem kultu, to cel powstałej niedawno organizacji religijnej The Way of the Future.

Lata 40. XX wieku. Gdzieś w Stanach Zjednoczonych odbywa się zlot autorów literatury science fiction. Grupa mężczyzn w garniturach żywo o czymś dyskutuje. Fryzury lśnią od modnej brylantyny. Z papierosów bez filtra unoszą się kłęby dymu. Na ścianach plakaty przedstawiające dziwaczne stwory z kosmosu i latające talerze. W pewnym momencie jeden z dyskutantów, mężczyzna z bujną rudą czupryną, który ma na koncie mnóstwo tanich powieści o kosmitach, rzuca uwagę: „Nie ma lepszego sposobu na biznes niż założenie własnej religii”. W przyszłości te słowa obrócą się przeciwko niemu – L. Ron Hubbard, bo tak właśnie ów rudowłosy młodzieniec się nazywa, założy bowiem Kościół scjentologiczny, którego majątek będzie wyceniany na prawie 1,5 mld dolarów.

Czytaj dalej