miłość w czasach smogu miłość w czasach smogu
Doznania

miłość w czasach smogu

Michał Czaja
Czyta się 2 minuty

wy które tu rodzicie porzućcie nadzieję
ta dojmująca samotność galaktyk to tylko tło
dla waszych pastelowych bloków
taki grochów wygląda idiotycznie na tle nieskończonego nieba
ale co jeśli w sąsiedniej drodze mlecznej jest podobne osiedle
myśl o tym przyprawia o zawrót głowy

wy które tu rodzicie porzućcie nadzieję
wody odchodzą szybciej niż myśleliśmy
za oknem stężenie pyłu wywołuje piękną zorzę
i tak nie wolno wam wychodzić z domów
ta dzielnica to nie jest centrum zarządzania światem
w innym lepszym miejscu powstaje algorytm przetrwania

wy które tu rodzicie porzućcie nadzieję
a będziecie miały wszystko co uznamy za stosowne wam dać
wystarczy że wypełnicie formularz podpis nie jest wymagany
fakt że żyjecie powinien wam wystarczyć
miłość ograniczy się do wymiany tlenu
czyste macie płuca? myślcie o zabezpieczaniu

i pamiętajcie wasze cele to nasze cele
a celem od zawsze byłyście wy 

 

Komentarz autora:

Wiersz został zainspirowany widokiem z okna – okropnymi blokami na tle czerwonej smogowej zorzy zachodzącego słońca, absurdalnością naszych „osiągnięć” cywilizacyjnych oraz biopolityką prowadzoną wobec kobiet w Polsce. Grochów może być Chomiczówką albo każdym innym podobnym osiedlem wybudowanym w kosmosie.

Czytaj również:

Choćbydel Choćbydel
i
ilustracja z archiwum „Przekroju”
Doznania

Choćbydel

Pegaz, gazu!
Marcin Orliński

W kwietniu 1936 r. na łamach „Wiadomości Literackich” ukazał się znany dziś wszystkim wiersz Juliana Tuwima Lokomotywa.

Utwór przetłumaczono na wiele języków obcych, włącznie z jidysz i esperanto, a nawet zekranizowano (w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i w łódzkim Se-ma-forze). Jego początek („Stoi na stacji lokomotywa…”) posłużył mi już kiedyś za inspirację – tak powstał gatunek o nazwie stoistych. Czas wziąć na warsztat inny fragment Lokomotywy. Jak pewnie pamiętacie, autor wylicza wagony i opowiada, ileż to w nich ludzi i towarów. I jakie to wszystko ciężkie! Opis kończy się tak: „Lecz choćby przyszło tysiąc atletów / I każdy zjadłby tysiąc kotletów, / I każdy nie wiem jak się wytężał, / To nie udźwigną, taki to ciężar”. Niechaj ten czterowersowy fragment będzie pierwowzorem dla nowego gatunku.

Czytaj dalej