Ministerstwo najwyższej szczęśliwości
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Ministerstwo najwyższej szczęśliwości

Paulina Wilk
Czyta się 7 minut

Arundhati Roy w swojej nowej powieści demaskuje mit Indii, w których każdy odnajdzie szczęście, gdzie różnorodność i wielość tworzą rodzaj powłoki ochronnej i sprawiają, że bieda oraz przemoc wydają się mniej poważne. Przywraca im wymiar rzeczywisty.

Arundhati Roy trwa w oporze. Najważniejsza indyjska pisarka, w przeciwieństwie do wielu autorów piszących po angielsku, czytanych i emablowanych na Zachodzie, nie wyjechała z ojczyzny. Mimo to Zachód na nią czekał. Cierpliwie, od 20 lat. Od kiedy opublikowała powieść Bóg rzeczy małych i jako pierwsza Hinduska, pierwsza nieemigrantka otrzymała Nagrodę Bookera.

Tamtą powieść znają ludzie mówiący w ponad 40 językach. Mogła być doskonałym biletem do intelektualnej synekury. Roy mogła uczyć kreatywnego pisania w dobrze oświetlonych i klimatyzowanych salach Stanford University albo mieszkać w enklawie azjatyckich literatów na Brooklynie.

Została. Tkwi w Indiach po uszy,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Zanim wybuchnie
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Zanim wybuchnie

Paulina Wilk

Konia z rzędem temu, kto odnajdzie początek tej powieści. Nic nie wydarza się wtedy, kiedy „powinno”. Wszystko jest „nie tak”. Wszędzie balagan – jak mówi kluczowa bohaterka, młoda kobieta, jeszcze mocniej uwikłana w niezliczone wersje prawdy i następstwa czasu niż my, czytelnicy, zaglądający do tej opowieści z zewnątrz niczym goście wizytujący pacjentów szpitala psychiatrycznego.
Taką rolę – początkowo niepowiązanego z fabułą odwiedzającego – szwedzki pisarz Johannes Anyuru przydzielił głównemu bohaterowi powieści Utoną we łzach swoich matek, być może swemu alter ego. Autor narrator odwiedza w zamkniętym ośrodku kobietę, która dwa lata wcześniej (o ile jeszcze wierzymy w czas mierzony linearnie) wzięła udział w ataku terrorystycznym. Miała być jego sprawczynią, ale niespodziewanie zakłóciła przebieg akcji, wiedziała bowiem, że wszystkie konsekwencje, jakie atak wywoła, kiedyś już się przytrafiły. Nie tylko jej samej, także krajowi – całej Szwecji. Była ona kiedyś – w przeszłości mającej ponownie nadejść – ziemią nieufności i nienawiści, posegregowaną na getta, na kręgi cierpienia i upodlenia. Stawiana wielu za ideał Szwecja była już – być może tylko w głowie chorej dziewczyny – pogorzeliskiem po demokracji i dążeniu do bliskości, otwartą raną wyszarpaną przez ekstremistów, ale dalej rozrywaną przez zwykłych obywateli, ochoczo dorzucających do kotła nienawiści.

Oczywiście – gra z nami w wieloznaczności Anyuru – możemy odczytywać metafory szaleństwa, jak chcemy. Cierpiąca na schizofrenię bohaterka, ofiara europejskich tortur i niedoszła samobójczyni, mogła przecież to wszystko zmyślić. Ale co, jeśli zmyślenie okazuje się prawdziwsze i trafniejsze niż rzeczywistość? Co, jeśli przekazane pisarzowi przez szaloną kobietę zapiski brzmią jak fragmenty jego własnych przeżyć, scenariusz  j e g o przyszłości…?
Zakrzywianie czasu i perspektyw, ukazywanie prawdy jako zawikłanego chaosu – już samo to wystarczyłoby, by okrzyknąć Anyuru pisarzem wybitnym, zjawiskowym. A to ledwie przyczółek – Utoną we łzach swoich matek daje dużo więcej powodów do zachwytu. Ta opowieść intryguje do ostatnich chwil, objawia przyszłość jako niespodziewany bieg spraw, raz po raz udowadnia, że może być inna, niż sądzimy, rozbudza nowe myślenie.

Czytaj dalej