Moje stanowisko w sprawie blogów modowych Moje stanowisko w sprawie blogów modowych
i
Joanna Grochocka
Przemyślenia

Moje stanowisko w sprawie blogów modowych

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 2 minuty

Pamiętam, jak pewnego razu obudziłem się w wyśmienitym nastroju i właściwie od razu wyruszyłem na spontaniczny spacer z pogwizdywaniem pod nosem.

Chwilę później na ulicy zaczepił mnie jakiś bloger

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Gdyby nie było jutra Gdyby nie było jutra
i
Osaka, Japonia; zdjęcie: Sava Bobov/Unsplash
Wiedza i niewiedza

Gdyby nie było jutra

Paulina Wilk

Młodzi Japończycy wolą nie myśleć o przyszłości. Wszystkie jej realne scenariusze przypominają dystopię i są smutną przepowiednią dla świata. Ale brak perspektyw nauczył ich jednego – naprawdę żyją chwilą.

Wiosną młodzi Japończycy nie mają głowy do romansów. Smukli kawalerzy wiążą wąskie krawaty, prasują białe koszule, wkładają dokumenty do czarnych teczek i – niemal identyczni, doskonale wtopieni w tłum – ruszają na łowy. A raczej mają nadzieję, że to oni zostaną złowieni. Wiosenny rytuał rynku pracy – shūkatsu – to czas rekrutacji, proces złożony z wielu etapów. Najpierw pielgrzymowanie po targach organizowanych przez firmy. Dobrze się tam pokazać, dać znać o swoich zainteresowaniach. Potem składanie podań. Następnie test z matematyki i pisanie eseju. I dopiero po przejściu tych etapów zaczynają się strome schody – rozmowy kwalifikacyjne. Od powodzenia w szukaniu pracy zależy całe życie – dosłownie. Dlatego absolwenci japońskich uczelni aplikują o zatrudnienie w kilkudziesięciu różnych firmach jednocześnie. Konkurencja jest ogromna, a stawka najwyższa z możliwych. Tylko wąska grupa zdobędzie zajęcie stabilne, prestiżowe i dobrze płatne, czyli umożliwiające myślenie o przyszłości. Wiosenne nabory uchylają drzwi do najlepszych korporacji, mediów, kancelarii prawnych, agencji reklamowych i banków. Kto się przez nie przeciśnie, wkroczy do cenionego kręgu, ale nie odetchnie z ulgą. Tak zaczyna się bowiem intensywne życie zawodowe pełne poświęceń, nadgodzin i presji. Jednak ci, którzy zostaną za drzwiami, mają przed sobą jeszcze trudniejszą trasę: niepewne i słabo płatne zajęcia, wystarczające na przetrwanie, ale dyskwalifikujące w kategoriach społecznych. Bez dobrej pracy nie ma mowy o domu ani rodzinie, nie można sobie pozwolić na marzenia. A miejsc pracy, takich na całe życie – nie tylko w Japonii, lecz także w innych krajach – ubywa. Coraz więcej zajęć przypomina łaty zakrywające zszargane ambicje. Często trzeba zatrudnić się w dwóch albo trzech miejscach, żeby móc utrzymać się w mieście i jeszcze spłacić studenckie pożyczki. Według Banku Światowego nieco ponad 8% Japończyków mieszka na wsi (dane z 2019 r.), a w tym gęsto zaludnionym i zurbanizowanym kraju dom – jego zakup czy wynajem – to najwyższy koszt życia. Tamtejsza młodzież, podobnie jak nowe generacje na całym świecie, w większości ma przed sobą przyszłość prekarną: kruchą, chybotliwą, pozbawioną wizji spełnienia i poczucia pewności. Perspektywa ta jest szczególnie obciążająca w społeczeństwie, które nie nadąża za ekonomicznymi realiami i nosi gorset wymagań z minionej epoki. Ideał szczęścia dyktujący rytm życia od zakończenia drugiej wojny światowej całkowicie rozjechał się z tym, jakie szanse są dziś faktycznie dostępne. Młodzi czują to najsilniej i płacą najwyższą cenę za pogłębiający się konflikt między aspiracjami a realiami. I dlatego odwracają się od świata, wybierają internetowe rozrywki oraz fantazję zbudowaną z pikseli – na takie życie ich stać, takie jest dla nich możliwe.

Czytaj dalej