Na barkach Freuda
i
„Sfinks” (2021 r.) Krzysztofa Gila nawiązuje do legend romskich; © Krzysztof Gil
Doznania

Na barkach Freuda

Stach Szabłowski
Czyta się 7 minut

Powietrze przesycone snami, odważnymi hasłami, pełne rewolucyjnej energii. Nieokiełznane myśli niesione przez literaturę i sztukę, zwiastujące upragnione zmiany. Surrealistyczne przebudzenie… ale nie w Polsce.

Jak to się stało, że w Polsce nie było surrealizmu? Oto pytanie, które wbrew pozorom nie łączy się tylko z historią sztuki. Ba, historia sztuki jest zaledwie na wierzchołku góry lodowej, jaką stanowi problem surrealizmu. Dlaczego jednak pytać o surrealizm właśnie teraz?

Jeżeli byli Państwo tak uprzejmi, by zajrzeć do mojego felietonu, to znaczy, że nadeszła wiosna, a w londyńskiej galerii Tate Modern trwa właśnie wystawa Surrealizm ponad granicami.

Nie będę ukrywał, że nie widziałem tej wystawy. Piszę te słowa w listopadzie; w moim czasie teraźniejszym Surrealizm ponad granicami jeszcze nie został otwarty, dopiero zapowiada się na hit. Muszę więc poczekać do wiosny. W Państwa teraźniejszości wystawa najprawdopodobniej już trwa. Czy rzeczywiście jest przebojem? Zapewne tak – najbardziej przygodowy nurt XX-wiecznej awangardy w najpotężniejszej galerii w Europie. Praktycznie rzecz biorąc,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Czarnoksiężnik z krainy psychoanalizy
i
zdjęcie: Jack Manning/The New York Times/Redux/East News
Edukacja

Czarnoksiężnik z krainy psychoanalizy

Aleksandra Kozłowska

Bruno Bettelheim, psychoterapeuta dziecięcy, chciał leczyć baśniami, troską i dobrocią. W jego szpitalu psychiatrycznym nie było krat w oknach, mali pacjenci mieli zdrowieć w miłej atmosferze, spokojnie wracać do sił. Opowieść o dobrym doktorze brzmi jak bajka. I kto wie – być może nią była.

Dawno, dawno temu, za lasami, za Dunajem przyszedł na świat Bruno Bettelheim. Gdyby spojrzeć na jego życie właśnie jak na baśń, przypominałaby opowieść o walce ze złem – i to takim, o którym nie przeczytamy nawet u braci Grimm. Byłaby to historia o śladach, jakie to zło pozostawia w ludzkiej psychice, oraz o tym, jak owe trudne doświadczenia przekuć w coś pozytywnego. Coś cudownego i pożytecznego. Ta baśń nie kończy się jednak happy endem, choć ma dokładnie taki finał, jakiego życzył sobie jej bohater.

Czytaj dalej