Parada P
i
ilustr. Joanna Grochocka
Doznania

Parada P

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 1 minutę

Powstało pismo pióra pewnego pomylonego poety, podejmujące problem polityczny.

Po precyzyjnym przygotowaniu prywatnego poglądu powiedziałem:

– Paskudne.

Prędko postanowiłem pozmieniać parę passusów, poumieszczać poprawki, przypominając poecie podręcznik polskiego.

Informacja

Z ostatniej chwili! To ostatnia z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Po prostu przywracałem potrzebne proporcje: pisemne, pozajęzykowe.

Popołudniu pracowałem pedantycznie, polepszając poziom pisaniny.

Pisząc, pełen patosu, powagi – patrzę ponad papiery… Przychodzi przytaczany poeta.

Praktycznie pijany.

– Plagiat – przebąknął plując.

– Proszę?

– Plagiat!

Pięknie podziękowałem.

Poczęstowałem poetę policzkiem; podrażniony, poszedłem prosto, porzucając pracownię.

Pomoc przystoi poważać.

 

Czytaj również:

Nuda
i
„Młodość”, Frederick Carl Frieseke, 1926 r., Los Angeles County Museum of Art/Rawpixel (domena publiczna)
Opowieści

Nuda

Łukasz Nicpan

Prawdziwą nudę poznałem w Radomsku, w ceglanym domu dziadków, u których co roku spędzałem wakacje. Całe dwa miesiące w czteroizbowym domu z gankiem pośród ogrodu pełnego kwiatów, malin, jaśminów, krzewów porzeczek i agrestu. Codziennie te same lwie paszcze, malwy, maliny, jaśminy, porzeczki i agrest. W sadzie dojrzewały renklody, węgierki, klapsy, papierówki, czereśnie i wiśnie. Codziennie te same renklody, węgierki, klapsy, papierówki, czereśnie i wiśnie.

W biblioteczce dziadka stały cztery książki po niemiecku, bez obrazków, a po polsku – tylko dwa tomy encyklopedii Orgelbranda. Jedyną książeczkę, jaką przywiozłem ze sobą z Łodzi, rymowaną opowiastkę o amerykańskim milionerze, umiałem już na pamięć. Miała tytuł Mister Twister. Na pamięć znałem nawet nazwisko jej autora. Nazywał się S. Marszak.

Czytaj dalej