Podpatrzone w Paryżu, podsłuchane w Krakowie
i
Hotel Cracovia, lata 60. XX; zdjęcia: archiwum Witolda Cęckiewicza; A. Radziszewski i Z. Churzyński (za: J.S. Kopczewski, M. Siuchiński, „Grunwald 550 lat chwały, Warszawa 1961), H. Hermanowicz/Muzeum Historyczne Miasta Krakowa
Opowieści, Sztuka + Opowieści

Podpatrzone w Paryżu, podsłuchane w Krakowie

Marta Karpińska, Dorota Leśniak-Rychlak
Czyta się 8 minut

Przyszła odwilż, eksplodowała nowoczesność. Ale żeby realizować swoje projekty w PRL, Witold Cęckiewicz musiał fortelem zdobywać aluminium.

Zapoznałem się z najnowszymi osiągnięciami architektury w 1956 r. w trakcie wyjazdu do Francji. To było nie tylko zetknięcie z nowymi obiektami architektonicznymi, ale z innym światem. Chodziło o atmosferę współczesności uwidaczniającą się w tych wielkich płaszczyznach szkła, przez które można było wieczorami zaglądać w głąb jasno oświet­lonych budynków” – tak Witold Cęckiewicz wspomina przełom w swoim myśleniu o architekturze, zachłyśnięcie się nowoczesnością. Ten moment prywatnej iluminacji ambitnego architekta – mającego wówczas 32 lata – zbiegł się ze zmianą klimatu politycznego. Wyniesiony do władzy na fali wydarzeń październikowych 1956 r. Władysław Gomułka stanął przed wyzwaniem odnowienia zdruzgotanego bankructwem stalinizmu wizerunku partii komunistycznej i zdobycia dla jej działań społecznej akceptacji. Władza musiała poluzować cugle systemu.

W atmosferze odwilży życie kulturalne eksplodowało. Architekci, zrzucający gorset socrealizmu i budujący jasne, przeszklone konstrukcje, mogli mieć poczucie, że włączają się

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Okładzina z aspiracji
i
zdjęcie: Hannes Coudenys
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Okładzina z aspiracji

Zygmunt Borawski

Zdaniem australijskiego architekta Robina Boyda brzydota w przestrzeni i architekturze może wynikać albo z chęci niszczenia przestrzeni, albo z nieumiejętnej i nieporadnej próby jej upiększenia. Ta druga kategoria jest bardziej niebezpieczna.

Kiedyś byliśmy jednym z najbiedniejszych krajów w Europie, ale i najpiękniejszym. Dzisiaj zyskaliśmy bogactwo, ale wraz z nim straciliśmy piękno” – skonstatował w 2012 r. Philippe Daverio, włoski pisarz i krytyk sztuki. Ironia tym boleśniejsza, że Daverio wypowiedział te słowa na konferencji poświęconej palladiańskim willom, które przez stulecia były wzorem architektury rezydencjonalnej dla Europy i obu Ameryk. Dzisiaj krajobraz Półwyspu Apenińskiego niszczą rozlewające się bezwładnie przedmieścia, coraz większe strefy przemysłowe, zwiększająca się liczba samochodów oraz bezpardonowa i bezduszna deweloperka. Pomiędzy rokiem 1990 a 2005 ponad 3 mln metrów kwadratowych terytorium Włoch zostały zabetonowane. To prawie tyle, ile liczą sobie regiony Lazio i Abruzzo razem wzięte.

Czytaj dalej