Doznania, Sztuka + Opowieści

Psalm 7

Julia Fiedorczuk
Czyta się 2 minuty

zobaczyłam korzenie kiełkujących zbóż
właśnie tu pobuduję świątynię
zobaczyłam schludny szkielet jaszczurki
oczyszczony z ciała przez mrówki
właśnie tu pobuduję świątynię

rozpoznaję głód maleństw
cierpkie słowa języka
szeptanego przy ziemi
na wytrwały wiatr

zobaczyłam kolumny słonecznego światła
sięgające morskiego dna
właśnie tutaj poszukam schronienia
w ławicy ryb bez imienia

w zatrutej wodzie
w strachu błyszczących maleństw
słonych słowach języka
fala za falą

„niech ściga wróg duszę moją
niech mnie dosięgnie i wdepcze w ziemię
moje życie”
właśnie tu pobuduję świątynię
właśnie tutaj poszukam schronienia
żeby się rozkarmić między maleństwami
fala za falą czasu ludzkiego powszedniego

i rozpoznać radość sprawiedliwych płuc żołądka dłoni
i języka
którym mnie mówiono
zanim była ona zanim byłam ja –

w zatrutej wodzie
w strachu błyszczących maleństw
słonych słowach języka
fala za falą

„niech ściga wróg duszę moją
niech mnie dosięgnie i wdepcze w ziemię
moje życie”
właśnie tu pobuduję świątynię
właśnie tutaj poszukam schronienia
żeby się rozkarmić między maleństwami
fala za falą czasu ludzkiego powszedniego

i rozpoznać radość sprawiedliwych płuc żołądka dłoni
i języka
którym mnie mówiono
zanim była ona zanim byłam ja –

 


Komentarz autorki:

Wiersz jest częścią cyklu „Psalmów” inspirowanych w różnym stopniu psalmami biblijnymi. Nie są to wiersze religijne, ale próbują odnaleźć świętość w tym, co zmienne i nietrwałe, w ludzkim i nie ludzkim ciele, w oddechu, we współpowstawaniu i wzajemnym przenikaniu się wszelkich zjawisk. Są też w jakimś sensie komentarzami do aktualnej sytuacji ekologicznej i politycznej.

 

Czytaj również:

Dusza jak kompost
i
qinghill / unsplash
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Dusza jak kompost

Julia Fiedorczuk

Każda rzecz ma swój czas, każda ma swoje mijanie. Wszystko, co żyje, stale się zmienia, rośnie, dojrzewa, obumiera; zamienia się w kompost, z którego wyrastają inne formy życia – „cóż za chemia!”, zachwycał się Walt Whitman w słynnym wierszu Ten kompost (This Compost), kontemplując przemianę żywego w martwe, martwego w żywe (zdrowego w chore, chorego w znowu zdrowe). Żyjemy na wielkim cmentarzu, każdy skrawek materii już po wielokroć umierał, przechodząc z jednej postaci życia w inną. I nasze aktualne ciała zamienią się w kompost, z którego z czasem wyłonią się inne formy istnienia, tak „zmartwychwstaniemy”, zanurzając się – znowu i znowu – w „życiu nie do pojęcia” w Utopii Wisławy Szymborskiej otaczającym pustą wyspę, „na której wszystko się wyjaśnia”.

Nadawanie formy to po grecku poiesis (od starogreckiego: ποίησις), z tego samego źródła wywodzi się słowo poezja. Kompost, jak pisze poetka i botaniczka Urszula Zajączkowska, „jest domem pracy twórczej cząstek elementarnych świata”. Rozkład i synteza to dwie strony tego samego medalu, dwa aspekty jednego procesu, jak wydech i wdech. Poezja ma sporo wspólnego z kompostem, co zauważył między innymi Gary Snyder, przyrównując umysł do kompostownika, gdzie nowe idee mieszają się z tym, co wycieka z ciemnego dna, gdzie stare przenika się z młodym, by doprowadzić do wykiełkowania nowej, żywej treści – na przykład myśli, na przykład wiersza.

Czytaj dalej