Wielkie odkrycia zostawiam innym autorom
i
zdjęcie: Adam Golec
Przemyślenia, Sztuka + Opowieści

Wielkie odkrycia zostawiam innym autorom

Paulina Małochleb
Czyta się 12 minut

O tajemniczej chorobie dromomanii, czyli kompulsywnym przemieszczaniu się, o romantycznej melancholii i współczesnej depresji, o smętku południa Europy i szaleństwie północy Afryki opowiada Wojciech Nowicki, którego powieść Cieśniny niedługo pojawi się w księgarniach. Rozmawia Paulina Małochleb

Paulina Małochleb: Po wcześniejszych książkach o brzydocie, lęku i niepokoju sięgnąłeś znów po pesymistyczny zestaw tematów, ale tym razem na plan pierwszy wybija się dromomania. Co to za choroba?

Wojciech Nowicki: Jako dromomanię diagnozowano chorobę psychiczną, której objawy polegały na nieustannym chodzeniu, przymusie poruszania się. Osoby nią dotknięte pokonywały dziennie wiele kilometrów, często nieświadomie. W 1887 r. opisano przypadek gazownika z Bordeaux, Alberta Dadasa, który maszerował, dopóki go nie zatrzymano albo póki nie napotkał nieprzekraczalnej przeszkody: lądował w szpitalu albo w więzieniu. Cierpiących na dromomanię umieszczano w szpitalach i faszerowano bromem, dromomanię uważano bowiem za odmianę epilepsji. Padaczką nazywano zresztą wiele schorzeń. Bawiono się w diagnozowanie dromomanii przez krótki czas, bo początek XX w. był już końcem tej zabawy.

Na początku XX w. dromomania przestała być uważana za jednostkę chorobową, bo zmieniła się psychiatria i jako nowoczesna nauka rozwiązała tę romantyczną chorobę – cały romantyzm znikł.

Tak, choć była opisywana przez lekarzy, między innymi przez skromnego bordoskiego medyka, Philippe’a Auguste’a Tissiégo, czy słynnego paryskiego profesora Charcota, jako choroba w pewnym sensie romantyczna, jeśli tylko czytamy między wierszami ich traktatów. Chorzy na dromomanię to ludzie zgnębieni, szukający ucieczki i podróży albo przygód.

Towarzyszę twoim kolejnym książkom i widzę, że w jakiś sposób wszystkie je łączy „ponurowatość”, ciemność i lęk, za każdym razem jednak opracowujesz je z innej perspektywy. Czy te obsesje się nie wyczerpują?

Cieśniny pisałem długo, z czasem najważniejsza okazała się pos

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Nasze piękne umysły
i
zdjęcie: archiwum prywatne Marcina Moskalewicza
Duch + Ciało, Pogoda ducha

Nasze piękne umysły

Marcin Moskalewicz

Szaleństwo to narzędzie adaptacji, która jest tajemnicą sukcesu naszego gatunku. Ludzie różnią się psychicznie tak samo jak fizycznie. Tkwi w tym wielka siła – mówi Marcinowi Moskalewiczowi psychiatra Michael A. Schwartz.

Marcin Moskalewicz: Czy choroby psychiczne istnieją?

Czytaj dalej