Z dziejów jedzenia w Polsce Z dziejów jedzenia w Polsce
i
ilustracje: Antoni Uniechowski

Z dziejów jedzenia w Polsce

Z archiwum „Przekroju”
Jan Kamyczek
Czyta się 2 minuty

Mikołaj Rej nie pochwalał Bony za to, że przywiozła ze sobą jarzyny.

Uważał jedzenie „trawy” za rzecz szlachcica niegodną. Ale Bona prócz kalafiorów przywiozła z sobą cały zespół ślicznych Włoszek, które przekonały dworzan Zygmunta nawet do szparagów. Nad półmiskiem marchewki nawiązywały się flirty, które gorszyły konserwatystów prawie tak jak sama potrawa. Razem z włoszczyzną weszła w życie towarzyskie kobieta.

Wojny XX wieku zwróciły nas do potraw najprymitywniejszych. Odkryliśmy również witaminy, aby nie tylko jeść, ale też odżywiać się. A to wszystko umiemy zastąpić kieliszkiem bimbru, równie trującego jak staropolski miodek króla Popiela. Jedzenie XX wieku można określić jednym słowem „zagrycha”, gdyż często jest tylko koniecznym przecinkiem w pijackiej epopei. Knajpa jest miejscem, gdzie rodzi się geniusz naszego wieku. Żyjemy w epoce kartofla fermentującego.

Fragment tekstu z nr. 29/1945, s. 9. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.

Czytaj również:

Z Julianem Tuwimem rozmawia Jan Błoński Z Julianem Tuwimem rozmawia Jan Błoński

Z Julianem Tuwimem rozmawia Jan Błoński

Z archiwum „Przekroju”
Jan Błoński

Julian Tuwim: Znaczki zbierałem także… Właściwie zbierałem wszystko. Jako mały chłopiec łapałem motyle, robiłem chemiczne doświadczenia, przepisywałem egzotyczne słowa… Moja kolekcjonerska mania – bo to jest mania! – tkwiła we mnie od dzieciństwa. Kiedy zacząłem pisać wiersze, rzuciłem się na dziedziny bardziej do literatury zbliżone. Oczywiście – na języki. Moja najulubieńsza lektura, przy której najlepiej wypoczywam i najlepiej się bawię, to gramatyki i słowniki tzw. egzotycznych języków. Mam niezłą bibliotekę językoznawczą: niech Pan patrzy, ostatnio zdobyłem gramatykę tybetańską…

Jan Błoński: Tybetańską?!

Czytaj dalej