Mikołaj Rej nie pochwalał Bony za to, że przywiozła ze sobą jarzyny.
Uważał jedzenie „trawy” za rzecz szlachcica niegodną. Ale Bona prócz kalafiorów przywiozła z sobą cały zespół ślicznych Włoszek, które przekonały dworzan Zygmunta nawet do szparagów. Nad półmiskiem marchewki nawiązywały się flirty, które gorszyły konserwatystów prawie tak jak sama potrawa. Razem z włoszczyzną weszła w życie towarzyskie kobieta.
Wojny XX wieku zwróciły nas do potraw najprymitywniejszych. Odkryliśmy również witaminy, aby nie tylko jeść, ale też odżywiać się. A to wszystko umiemy zastąpić kieliszkiem bimbru, równie trującego jak staropolski miodek króla Popiela. Jedzenie XX wieku można określić jednym słowem „zagrycha”, gdyż często jest tylko koniecznym przecinkiem w pijackiej epopei. Knajpa jest miejscem, gdzie rodzi się geniusz naszego wieku. Żyjemy w epoce kartofla fermentującego.
Fragment tekstu z nr. 29/1945, s. 9. Całość możesz przeczytać w naszym archiwum.