Promienne zdrowie

Gwiazdy, wiedźmy i kangury

Piotr Żelazny
Czyta się 10 minut

Większość herbów klubów piłkarskich to przedziwna mieszanina zwierząt, roślin, mitologicznych stworów i herosów w różnych kolorach, a wszystko przetykane łacińskimi sentencjami. Są jednak wyjątki.

Status najbardziej kultowej drużyny piłkarskiej z Pragi miała przez lata Dukla. Nie do końca zasłużenie, gdyż w czasach komunizmu był to klub wojskowy z niezbyt ciekawą historią kaperowania najlepszych czechosłowackich piłkarzy do armii (jak Legia w Polsce za czasów ­PRL-u). Dzięki temu Dukla odnosiła jednak sukcesy w Europie. W 1967 r. dotarła do półfinału Pucharu Mistrzów, a w 1987 r. – do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Alternatywny angielski zespół rockowy Half Man Half Biscuit dwa lata później śpiewał w największym hicie: „All I want for Christmas is a Dukla Prague away kit”, czyli „Wszystko, czego pragnę na święta, to wyjazdowa koszulka Dukli Praga”. Wkrótce modowym hitem londyńskiej ulicy stały się żółte koszulki z czerwonymi rękawami i nieproporcjonalnie dużym, umieszczonym centralnie na piersiach herbem Dukli, który przypomina trochę źle narysowaną Myszkę Miki.

Czeski kangur

Najciekawszym klubem w Pradze, a już z całą pewnością klubem z najciekawszym herbem,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Sportowe porno
Przemyślenia

Sportowe porno

Jakub Popielecki

Tegoroczny Oscar dla Ikara jest chyba przede wszystkim nagrodą za podtrzymanie wiary w to, że kino dokumentalne może nie tylko skutecznie reagować na rzeczywistość czy tę rzeczywistość podsumowywać, ale i wyprzedzać jej bieg. W historii, którą opowiada nam reżyser Bryan Fogel, najciekawsze jest przecież to, jak niespodziewanie rozrasta się ona na jego i naszych oczach. Oto marzenie aspirującego do „ważności” dokumentalisty: uchwycić kamerą życie „na gorąco”, jeszcze zanim trafi ono na nagłówki. Sytuacja niemalże idealna: wymyślasz temat, zaczynasz przy nim dłubać, mając jakieś tam oczekiwania, aż nagle okazuje się, że masz w rękach prawdziwy scoop. Grunt, żeby dotrzymać kroku pulsowi wydarzeń.

 

Czytaj dalej