Nauka cynika Nauka cynika
i
ilustracja: domena publiczna via Wikipedia, opracowanie graficzne: redakcja „Przekroju”
Pogoda ducha

Nauka cynika

Adam Aduszkiewicz
Czyta się 9 minut

Gdy chuligani zniszczyli beczkę Diogenesa, Ateńczycy sprawili mu nową. Chociaż był dziwakiem, zwracał ich uwagę na coś ważnego, o czym sami nie umieli mówić.

Kiedy słyszymy ostrzeżenie, że ktoś jest „cyniczny”, mamy powody, by się go obawiać. Cynik, jeśli to nie leży w jego interesie, nie okaże nam wprost, że nas lekceważy. Może udawać, że wiele go z nami łączy, że nasze sprawy traktuje poważnie, sugerując tym samym, iż my także powinniśmy odnosić się tak do niego. Ale prędzej czy później boleśnie odczujemy, że taka osoba ma własny plan –  przewidujący korzyści tylko dla niej.

Cynik nie jest zwykłym spryciarzem, który ucieszy się, gdy uda mu się kogoś naciągnąć na parę złotych. To osoba uważająca, że poznała najważniejszą prawdę o życiu: że uczciwość, troska o innych, przyjaźń, miłość – słowem wszystko, co wiąże ludzi – jest grą pozorów. Że w istocie każdy zabiega o własne dobro, nie licząc się z nikim i niczym. Ludzie – myś­li cynik – odgrywają spektakl dobrych intencji, a im lepiej to robią, tym bardziej są niebezpieczni. Nie można dać się zwieść!

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Serce, czyli rozum Serce, czyli rozum
i
„Zaduma", Ipolit Strambu, 1919 r. / Wikiart (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Serce, czyli rozum

Sylwia Niemczyk

Podczas gdy ekonomiści mierzą rozwój świata w liczbach, Martha Nussbaum wykorzystuje do tego empatię. Uważa, że tylko kochając, jesteśmy w stanie żyć sprawiedliwie. I przekonuje, że miłości można się nauczyć.

Kiedy na początku roku szkolnego 2025/2026 jedna połowa Polski spierała się z drugą o edukację zdrowotną w szkołach, o edukacji emocjonalnej nie wspominał nikt. Tutaj panuje pełna zgoda: wprowadzenie do podstawy programowej lekcji o emocjach nie mieści się w głowie, a przynajmniej nikomu taki postulat nie może przejść przez usta. Porozumienie ponad podziałami byłoby budujące, gdyby nie chodziło o rzecz tak istotną. Pomijanie jej w wychowaniu szkolnym oznacza, że kolejne pokolenie – jak wiele wcześniejszych – dorośnie, nie umiejąc opisywać i niuansować swoich emocji czy nawet nie zdając sobie sprawy z ich istnienia.

Czytaj dalej