Powiedzmy to jasno: nie jest łatwo znaleźć fanatycznego kibica bobslejów albo saneczkarstwa, o kombinacji norweskiej nie wspominając. Nawet oglądanie Małysza (pardon, skoków) przy niedzielnym obiedzie szczyt popularności ma już za sobą. Ale dzięki zimowej olimpiadzie raz na cztery lata sportowcy rywalizujący na śniegu i lodzie przebijają się na pierwszy plan. I nie chodzi tylko o gwiazdy. W igrzyskach najlepsze jest to, że dla jednego sukcesem będzie tylko zwycięstwo, dla innego – miejsce w pierwszej dziesiątce, a dla jeszcze innego – dojechanie do mety. Sympatię kibiców zdobywają nie tylko ci, którzy kończą zawody ze złotymi medalami. Czasami najlepsze olimpijskie historie mają do opowiedzenia ci, którzy stoją bardzo daleko od podium.
Pita Taufatofua
Bohaterem został już dwa lata temu. Utaplany w olejku, z tradycyjną przepaską na biodrach był chorążym reprezentacji Tonga podczas otwarcia letnich igrzysk w Rio de Janeiro. Natychmiast został gwiazdą. To, że w udział w zawodach zakończył po pierwszej walce – brał udział w turnieju taekwondo – nie miało żadnego znaczenia, ani dla internautów, ani dla telewidzów, ani dla czytelników. Do Pjongczangu Taufatofua pojechał jako biegacz narciarski i, mimo minusowej