Pochwała nagości
i
Vama Veche to najsłynniejsza plaża nudystów w Rumunii; zdjęcie: Sorin Mutu, źródło: Flickr (CC BY-NC-SA 2.0)
Duch + Ciało, Promienne zdrowie

Pochwała nagości

Stasia Budzisz
Czyta się 14 minut

Leżą na ręcznikach, kocach, materacach; bez parawanów, ale pod parasolkami. Zamyśleni stoją po kolana w wodzie, budują zamki z piasku, zbierają muszelki. Grają w karty, tryktraka, siatkówkę, kometkę. Czytają. Smarują się olejkami, są mokrzy od wody albo wysuszeni od słońca. Starzy, w średnim wieku, młodzi i dzieci. Skubią słonecznik, kroją arbuza, piją piwo. Nie przyglądają się sobie. Plażują za skałą, za krzakiem albo za dopływem rzeki. Za jakąś umowną granicą.

Na razie ich obserwuję. Aby do nich dotrzeć, muszę spełnić jeden warunek: ściągnąć tekstylia! Ale nie mam odwagi.

Zderzenie z golizną

Mam za duży brzuch, cellulitis i nierówny biust. Strój kąpielowy daje mi poczucie bezpieczeństwa. Siedzę więc na ręczniku i zza rachitycznych krzaczków śledzę ruchy tych, którzy nie opalają ciuchów. Czekam na pierwszych, co opuszczą rozebraną zonę. Jeszcze wierzę, że uda mi się napisać ten reportaż w ubraniu.

Pierwsze wychodzą dwie starsze panie. Narzucam pareo i ruszam w ich kierunku. Polki. Basia oraz Hanka, siostry z Warszawy. Lepiej trafić się nie da. Idziemy na piwo.

– Ale jak pani ma to napisać, jak pani nie wie, jak to jest? – stwierdza bardziej, niż pyta ta starsza, Hania. – To jest w ogóle niereporterskie podejście. Musi pani spróbować, bo to będzie nie fair.

– Tego się w ogóle nie da do niczego porównać, to jest wolność w pełnym wymiarze – dodaje Basia. – Do bułgarskiego Sozopola przyjeżdżam regularnie od dziesięciu lat. Mam tu apartament. Lubię, bo swojsko. Na naszą plażę głównie przychodzą Bułgarzy. Jest cicho i spokojnie. Siostra od niedawna przyjeżdża ze mną. Nasi mężowie to tradycjonaliści, nie podzielali naszej pasji. Siedzieli sobie w kawiarni, a my tutaj, za umowną granicą.

Ale ich doświadczenie nudyzmu nie zaczęło się nad Morzem Czarnym. Hania po raz pierwszy zobaczyła golasów nad węgierskim Balatonem, a Basia w Szwecji. Obie z purytańskimi zasadami komunistycznej Polski napatrzeć się nie mogły na nagusów.

– Jakoś nad ten Balaton w nocy przyjechaliśmy i byłam

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Propaganda słoneczna
i
Plaża nad Dniestrem w Zaleszczykach, fragment plaży tzw. słonecznej. Widoczni opalający się kuracjusze, 1931-1939, Zakład fotograficzny: M. Baumer, Zakład Fotograficzny w Zaleszczykach; ze zbiorów NAC
Duch + Ciało, Promienne zdrowie

Propaganda słoneczna

Magdalena Idem

Czy kąpieli nie powinno nazywać się ablucjami – podnosi jedna z pań – czy nie jest to jednak czynność zbyt niemoralna? I czy wobec tego coś by zmieniło kupienie zegara toaletowego Symfonja z lustrem i muzyką, który gra walce, polki, opery, a przede wszystkim pieśni narodowe? Od takich dylematów rozpoczynały Polki swoją przygodę z higieną i urodą w XX wieku. 

Doroczną wieczornicę kosmetyczną w kwietniu 1938 r. zakończyło uroczyste odczytanie wiersza kosmetycznego. Nim jednak do tego doszło, salą poruszył pokaz makijażu na sztalugach wykonany przez pannę Zoję z salonu leczniczego „Gracja”. Zasadnicze cechy upiększania retuszem, o których winna pamiętać każda kosmetyczka, tak rozemocjonowały starszą panią z publiczności, że wstała i natychmiast zażądała poddania jej podobnym cudotwórczym zabiegom. Wzięto ją więc do zaimprowizowanego instytutu i po 15 minutach pani przeglądała się w lusterku, oniemiała własną metamorfozą. Wobec tego nadarzyła się gościom okazja do wypróbowania dopiero co opanowanej gimnastyki oddechowej. Estetyka ruchowa i harmonia oddechu pomagają przecież w powstrzymaniu emocji.

Czytaj dalej