Człowiek potrzebuje zanurzenia w przyrodzie – choćby po to, by móc wtedy pobyć trochę z samym sobą.
Jestem w górach. Przed domem, w którym mieszkam, rozciąga się łąka, a za nią, około 20 m od okien, zaczyna się ściana lasu. Tak gęstego, że nawet za dnia między drzewami zalega mrok. Pomiędzy konarami śpiewają ptaki, szumi płynący po wielkich kamieniach strumień, słychać trzask łamanych gałęzi, gdy jakieś zwierzę podchodzi do wodopoju. Zdarza się, że w nocy wyją wilki. Dobrze znam tę okolicę, często chodzę po tym lesie, a mimo to wiem, że żyje on własnym życiem, zupełnie odrębnym od życia mojego domu oraz innych domostw w sąsiedztwie. Wspaniale jest wejść między drzewa i zanurzyć się w przyrodzie, poczuć jej oddech, rytm i siłę, lecz nie sposób zapomnieć, że ma ona swoje tajemnice ukryte przed ludzkim wzrokiem.
Las przyciąga, uspokaja, leczy skołatane nerwy. Istnieje nawet pojęcie sylwoterapii, czyli terapii leśnej, a także praktyka uzdrawiania przez kąpiele leśne. Kontakt z naturą poza oczywistym dobroczynnym oddziaływaniem na ludzki organizm olejków eterycznych ma również tę zaletę, że pozwala nam dowiedzieć się czegoś ważnego o nas samych.
Ucieczka od świata
W połowie XIX w. amerykański pisarz i filozof Henry David Thoreau postanowił porzucić rodzinne miasteczko Concord niedaleko Bostonu i zamieszkać w pobliskim lesie