Tajemnica złotego skarabeusza
i
ilustracja: Marek Raczkowski
Żywioły

Tajemnica złotego skarabeusza

Tomasz Stawiszyński

A co, jeśli naszym fantazjom, snom, wyobrażeniom, pozornie absurdalnym myślom i przeczuciom – ale też na przykład etapom życia, na których się znajdujemy – towarzyszą równolegle określone wydarzenia w rzeczywistości zewnętrznej, znaczeniowo z tymi pierwszymi powiązane?

Ludowa mądrość głosi, że nic nie dzieje się przypadkiem. Że wszystko ma jakiś ukryty, być może na pierwszy rzut oka niewidoczny, sens. Wystarczy tylko odpowiednio uważnie popatrzeć, a nawet najbardziej z pozoru chaotyczny splot okoliczności odsłoni jakieś drugie dno.

Jak wiele powszechnych intuicji, także ta ma różne swoje poważne i rozbudowane wcielenia. Mity, religie, wschodnia i zachodnia filozofia – słowem wszystkie obszary kultury interesujące się głębiej ludzkim życiem – od zawsze posługiwały się takimi pojęciami, jak los, karma albo przeznaczenie. Dopiero rozwój nowożytnych nauk definitywnie odesłał je do lamusa. Obraz świata wyłaniający się z nowoczesnej biologii czy fizyki nie pozostawia wątpliwości: rzeczywistością rządzi przypadek. Ludzkie życie – produkt ślepych sił ewolucji, efekt bezosobowych procesów materialnych – nie zmierza do żadnego z góry określonego celu, nie ma żadnej ukrytej struktury, żadnego głębokiego sensu.

A jednak to prastare przekonanie – że za widomą powierzchnią zjawisk działają jeszcze jakieś inne siły – okazuje się niezwykle żywotne. I wciąż powraca, w coraz to nowych formach i wcieleniach. Przykład? Badania opinii publicznej pokazują, że swój wielki renesans przeżywa dziś astrologia. Dziedzina – wydawałoby się – ostatecznie sfalsyfikowana przez naukę, która zanegowała jakąkolwiek możliwość wpływu planet na ludzkie losy. Najwyraźniej nie przeszkadza to ponad 60% młodych Amerykanów, którzy, jak głoszą statystyki, przekonani są, że astrologia to skuteczna forma przewidywania przyszłości.

Czy świadczy to o ich ignorancji, czy raczej o tym, że potrzeba sensu i celu jest w człowieku nieusuwalna i nie zmienią tego żadne racjonalne argumenty?

W tę drugą możliwość szczerze wierzył pewien XX-wieczny psycholog, który – jak twierdzą niektórzy – jest wprost odpowiedzialny za ten renesans astrologii. I w ogóle za współczesny rozkwit rozmaitych wschodnich wierzeń, alternatywnych religii oraz wszelkiego rodzaju irracjonalizmów.

Jego koncepcje – będące bodaj ostatnią w historii próbą uratowania tajemniczości świata przed bezlitosnym ostrzem naukowego skalpela – w oryginalny sposób próbują zadośćuczynić wspomnianej potrzebie. Zwłaszcza jedna.

I to właśnie o niej opowiada ten tekst.

Sesja nad jeziorem

Tamtego dnia nad Jeziorem Zuryskim w miejscowości Küsnacht panowała temperatura jak w hutniczym piecu. Upał utrzymywał się już od wielu

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Wszystko ulotność
i
Cornelis Albert van Assendelft „Pasterz z owcami”, 1900-1945, Rijksmuseum (domena publiczna)
Złap oddech

Wszystko ulotność

Adam Aduszkiewicz

Zmiana przypomina nam o naszej przemijalności. Nikt nie może zapewnić, że ta, która właśnie nadchodzi, sprawi, że los stanie się lepszy. Można podjąć wyzwanie albo zastygnąć w bezruchu i patrzeć z żalem, jak strumień życia bezpowrotnie od nas odpływa.

„Ulotność daremna, daremna ulotność. Wszystko daremne […]. Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi, ziemia trwa wiecznie” (Koh 1,2 i 4) – napisał około IV stulecia p.n.e. autor zwany Koheletem albo Eklezjastą. Tak to zdanie brzmi we współczesnym przekładzie rabina Sachy Pecarica. Nie marność, nie nicość (vanitas) jak w dawniejszych przekładach wzorowanych na Wulgacie, lecz ulotność. Marność jest zaprzeczeniem wszystkiego, co ma jakąkolwiek wartość. A ulotność to immanentna cecha naszego istnienia.

Czytaj dalej