Terapia biwakowa Terapia biwakowa
i
zdjęcie: Emily Hon/Unsplash
Pogoda ducha

Terapia biwakowa

Jill Neimark
Czyta się 15 minut

Sądziłam, że spełniam swoje marzenia, tymczasem stawałam się coraz słabsza i bardziej chora. Gdy w końcu wskutek moich dolegliwości musiałam opuścić Manhattan, życie poza cywilizacją przyniosło mi uzdrowienie.

W 1996 r. spełniłam marzenie każdego nowojorskiego pisarza – wynajęłam mieszkanie z dwiema sypialniami i z widokiem na rzekę Hudson w przedwojennej kamienicy z portierem. Zbudowany w 1931 r. gigant mieś­cił blisko 300 apartamentów, a wśród lokatorów nie brakowało znanych artystów. Na północ od budynku biegła kręta aleja, przy której stały przepiękne XIX-wieczne szeregowce. Na zachodzie, wzdłuż rzeki, przez wiele mil ciągnął się pas zieleni. Sama dzielnica Upper West Side była istnym rajem dla smakosza. Myślałam to, co na moim miejscu myślałby każdy oszołomiony swym szczęściem mieszkaniec Nowego Jorku: „Zostanę tu na zawsze. Nie ruszę się, dopóki nie wyniosą mnie stąd nogami do przodu”.

Tymczasem ta chwila nadeszła jeszcze przed końcem 2009 r. Najpierw, latem 2000 r., ugryzienie kleszcza ścięło mnie z nóg i zrujnowało moje zdrowie. Mimo terapii antybiotykowej nigdy nie udało mi się dojść do siebie. Potem, w 2005 r., moja kamienica została przejęta przez firmę deweloperską. W ciągu następnych dwóch lat 150 mieszkań przebudowano, wyremontowano, a następnie sprzedano jako luksusowe rezydencje. Po budynku kręciły się tłumy robotników. Wszędzie unosił się pył, z dziur w ścianach wybiegały myszy, rury pękały, woda zalewała całe piętra. Sufit w moim mieszkaniu zapadł się pod strumieniem wody, ściany sypialni osunęły się, a dębowe podłogi wypaczyły od wybijających ścieków.

W latach 30. między piętrami stosowano izolację z wełny mineralnej, która pochłania ogromne ilości wilgoci. Po zalaniu mogą się w niej rozwijać pleśń i bakterie. Moje gniazdko zostało nimi zainfekowane, zanim jeszcze remont kamienicy dobiegł końca. Byłam przykuta do łóżka, zbyt chora, by zjechać windą piętro niżej, przejść przez lobby i odebrać pocztę. Dopadła

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

O czym szumi dżungla O czym szumi dżungla
i
Zdjęcie: dzięki uprzejmości Gordona Hemptona
Wiedza i niewiedza

O czym szumi dżungla

Gordon Hempton

Na zaproszenie Fundacji PRZEKRÓJ miał przylecieć do Polski pod koniec kwietnia 2020 r. Wspólnie planowaliśmy zbadać, czy Białowieski Park Narodowy może stać się pierwszą w Polsce certyfikowaną przez QPI strefą ciszy. Ze względu na pandemię koronawirusa wizyta Gordona w Białowieży została przesunięta na bardziej sprzyjający moment. Na pocieszenie ekolog przygotował, specjalnie dla czytelników „Przekroju”, zapis dźwiękowy ze swojej ostatniej wyprawy do lasów deszczowych w Ekwadorze. Posłuchajcie niesamowitych odgłosów dżungli amazońskiej nad rzeką Zabalo. W 2019 r. organizacja Gordona przyznała temu obszarowi pierwszy certyfikat rezerwatu ciszy (Wilderness Quiet Park).

Wsłuchujemy się w wieczorne światło w pierwszym na świecie parku ciszy (International Quiet Park), miejscu podziwianym za jego naturalne dźwiękowe cuda, które jest prawie nieskażone ludzkim hałasem. Zabalo leży na północnym wschodzie Ekwadoru, w głębokiej Amazonii. Zamieszkująca te tereny społeczność Cofan zaprasza osoby z zewnątrz, by odwiedzały to miejsce i czerpały radość ze słuchania tego, co ma do powiedzenia Ziemia.

Czytaj dalej