Ukojenie
i
„Budda”, Odilon Redon,/źródło: WikiArt (domena publiczna)
Duch + Ciało, Złap oddech

Ukojenie

Dominika Bok
Czyta się 10 minut

Tybetańscy mistrzowie przekonują, że cierpienie i poczucie niespełnienia w życiu to wina ego. Pomyślmy o uwolnieniu się od niego.

Według buddyzmu tybetańskiego ego to wszystko, co odgradza nas od świata i uniemożliwia czerpanie radości z życia. Zakłóca naszą percepcję rzeczywistości i utrudnia dostrzeżenie prawdziwej natury umysłu. Jest iluzją trwałości i błędnym przekonaniem, że stanowimy osobny byt. Jeśli jednak uda nam się pojąć, że ono przejęło kontrolę nad naszym postrzeganiem siebie i świata, możliwe będzie wyzwolenie się spod jego uzurpatorskiej siły. Bo ego nie jest tobą.

Zanim jednak na nim się skupimy (a także na sposobach uwolnienia się od niego) – mała ściągawka z buddyjskiej filozofii. Chociaż buddyzm nazywany jest nieraz religią, to w przeciwieństwie do np. chrześcijaństwa nie opiera się na przeświadczeniu, że istnieje określona boska istota, która opiekuje się nami i której należy oddawać cześć. Nie jest zatem religią w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dalajlama mówi, że to nauka o umyśle, co też stanowi dobre określenie – buddyzm zakłada przecież, że źródłem wszelkiego cierpienia jest nieopanowanie umysłu (które z kolei wynika z naszej niewiedzy i targających nami emocji). Buddyzm nie jest rdzenną tradycją duchową Tybetu – jest nią bon, która współcześnie łączy starożytne tybetańskie wierzenia i pochodzącą z Indii buddyjską praktykę. Najwyższa doktryna (stan wiedzy)

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Co z tego ego?
i
zdjęcie: Iulia Mihailov/Unsplash
Świat + Ludzie, Wiedza i niewiedza

Co z tego ego?

Agata Bielińska

Twardy negocjator między pragnieniami a moralnością. Ale też delikatna psychiczna skóra, która jednocześnie rozdziela i łączy dwa różne światy. Następcy Freuda przejęli pojęcie ego, ale postrzegają je w szerszej perspektywie.

Psychoanaliza nadała nowy sens wielu terminom, z których chyba największą karierę zrobiło ego. Używamy takich pojęć jak „egoizm” czy „egotyzm”, mówimy o ogromnym albo zranionym ego. Rzadko jednak zastanawiamy się nad dokładnym znaczeniem tych słów, najczęściej też automatycznie przypisujemy im negatywne skojarzenia. Ego postrzegamy jako nośnik bezwzględnego indywidualizmu, twardy rdzeń jednostki oddzielający ją od wszystkiego, co zewnętrzne. Łączymy je z miłością własną, wysokim mniemaniem o sobie, fantazjami o wielkości. W bogatej tradycji intelektualnej powstałej dzięki psychoanalizie nietrudno doszukać się uzasadnienia dla takich skojarzeń, jednak można też znaleźć w niej zupełnie odmienne interpretacje. Choć nie przebiły się do zbiorowej wyobraźni, są nie mniej fascynujące.

Czytaj dalej