Co z tego ego?
i
zdjęcie: Iulia Mihailov/Unsplash
Wiedza i niewiedza

Co z tego ego?

Agata Bielińska
Czyta się 9 minut

Twardy negocjator między pragnieniami a moralnością. Ale też delikatna psychiczna skóra, która jednocześnie rozdziela i łączy dwa różne światy. Następcy Freuda przejęli pojęcie ego, ale postrzegają je w szerszej perspektywie.

Psychoanaliza nadała nowy sens wielu terminom, z których chyba największą karierę zrobiło ego. Używamy takich pojęć jak „egoizm” czy „egotyzm”, mówimy o ogromnym albo zranionym ego. Rzadko jednak zastanawiamy się nad dokładnym znaczeniem tych słów, najczęściej też automatycznie przypisujemy im negatywne skojarzenia. Ego postrzegamy jako nośnik bezwzględnego indywidualizmu, twardy rdzeń jednostki oddzielający ją od wszystkiego, co zewnętrzne. Łączymy je z miłością własną, wysokim mniemaniem o sobie, fantazjami o wielkości. W bogatej tradycji intelektualnej powstałej dzięki psychoanalizie nietrudno doszukać się uzasadnienia dla takich skojarzeń, jednak można też znaleźć w niej zupełnie odmienne interpretacje. Choć nie przebiły się do zbiorowej wyobraźni, są nie mniej fascynujące.

Przede wszystkim należy odróżnić ego w psychoanalitycznym rozumieniu od tego, co nazwalibyśmy jaźnią lub podmio­towością jednostki, czyli jej psychicznym całokształtem, odrębnością, „byciem sobą”. Dla Freuda i kontynuatorów jego myśli pojęcie ego ma skromniejszy zakres: odnosi się tylko do jednej z psychicznych instancji, które wspólnie składają się na ludzki podmiot. Osoby nie można sprowadzić do jej ego, chociaż rzeczywiście to właśnie ten aspekt psychiki ma zasadnicze znaczenie dla tożsamości. Ego wchodzi w kontakt z rzeczywistością zewnętrzną, przez co jest łatwiej komunikowalne, a także bardziej dostępne introspekcji niż pozostałe instancje psychiczne. Nie oznacza to jednak, że stanowi jedynie spreparowaną maskę, którą pokazujemy światu, ukrywając swoje „prawdziwe wnętrze”. Nie jest również – wbrew powszechnym przeświadczeniom na temat psychoanalitycznej koncepcji ja – przejrzyste dla samego siebie. Freud często podkreślał, że ego nie można utożsamiać ze świadomością i że znajduje się w nim wiele nieświadomych treści. Także wizja ego jako źródła dumy, siły i samozadowolenia nie pokrywa się całkowicie z psychoanalityczną charakterystyką tej instancji: to ego (i tylko ono) odczuwa lęk i w odpowiedzi uruchamia szereg mechanizmów obronnych przynoszących człowiekowi ogromne cierpienie. W powtarzalnych, mimowiednych zachowaniach, natrętnych symptomach i obsesjach, z którymi zmagali się pacjenci, Freud często dopatrywał się właśnie defensywnych działań ego zakleszczających jednostkę w pułapce bez wyjścia.

Na straży popędów

Czym więc w takim razie jest psychoanalityczne ego? Według najbardziej znanego Freudowskiego opisu z początku lat 20. odgrywa ono w naszej psychice rolę pośrednika między dwoma pozostałymi instancjami. Ego rozdarte jest pomiędzy wymogami superego (Nad-Ja) – uwewnętrznionego głosu sumienia przypominającego o kulturowych zakazach i nakazach – oraz niezważającego na moralność tygla pierwotnych popędów nazwanego przez Freuda id (To). Kierujące się rozsądkiem ego wie, że nie zawsze może pozwolić na dojście do głosu burzliwym namiętnościom. Absolutna samolubność i brak względu na innych, czyli cechy, które nazywamy zbiorczo „egoizmem”, w teorii psychoanalitycznej przysługują raczej właśnie id niż ego. Jako zbiornik ślepych popędów id rzeczywiście nie ma żadnych oporów przed realizowaniem swoich pragnień. Jednak ego, choć jego głównym – dość „samolubnym” – celem jest utrzymanie jednostki przy życiu, musi brać w swoim działaniu pod uwagę różne ograniczenia. Również duma i honor, kojarzone powszechnie z pojęciem ego, dla Freuda wiążą się raczej z superego, czyli pozostałością rodzicielskich nakazów, głosem nieustannie porównującym realne ja z jego niedosiężnym ideałem.

Informacja

Z ostatniej chwili! To ostatnia z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Ego mediuje nie tylko między popędami id i oczekiwaniami superego, ale także między rzeczywistością psychiczną i światem zewnętrznym, z którym musimy negocjować nasze pragnienia. Freud uznaje tę instancję za „reprezentanta realnego świata” w psychice, usiłującego zastąpić rządzącą niepodzielnie w id zasadę przyjemności – pragnienie tego, co przyjemne, bez względu na przeszkody – bardziej pragmatyczną zasadą rzeczywistości.

Według jednej z Freudowskich koncepcji ego wyłoniło się z id: powstało pod wpływem regularnego kontaktu ze światem. Jako najbardziej zewnętrzna część id jest ono rzecznikiem idei kompromisu, bardzo istotnej dla mieszczańskiego światopoglądu Freuda. Ponieważ odpowiada za postrzeganie, wolę i ruch ciała, umożliwia realizację popędowych żądań. Jednocześnie stara się jednak nieustannie wpływać na id, zmieniać pragnienia na bardziej zgodne z rzeczywistymi możliwościami oraz na bardziej akceptowalne dla surowego superego. Prawdopodobnie to właśnie owa wizja ukształtowała powszechne przekonanie o ego jako siedlisku rozumu i kontroli, tak ważnych dla liberalnego indywidualizmu. Nietrudno też się dziwić, że w pobieżnych streszczeniach psychoanalitycznej teorii ego zaczęło być mylnie utożsamiane ze świadomością. Jednak bliższy wgląd w teksty twórcy psychoanalizy pozwala zauważyć, że nawet tak ujmowane ego cieszy się jedynie względną autonomią: zależność od trzech różnych panów, „potrójna służba” – słowami Freuda – na rzecz id, superego i zewnętrznej rzeczywistości zmusza je do realizacji często sprzecznych, niekompatybilnych dążeń. Ego z racji swojej pozycji pośrednika narażone jest na niebezpieczeństwa płynące zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz – na ataki ze strony rzeczywistych przeciwników, popędowe naciski id oraz moralne zarzuty superego.

Narcyz i nibynóżki

Pomimo wielu wskazówek, że jego niezależność jest co najmniej niepewna, ego ma we Freudowskiej teorii zdecydowanie uprzywilejowaną pozycję, często zbliżoną do potocznego wyobrażenia na jego temat. Jedna z przestrzennych metafor używanych przez Freuda przedstawia ego jako „protoplazmatyczne żyjątko” wytwarzające nibynóżki: zgodnie z tym porównaniem cała popędowa energia jest w gruncie rzeczy narcystyczna, skupiona na samym ja, podczas gdy relacje z innymi są niczym nibynóżki, całkowicie zależne od egotycznego jądra. Co więcej, zgodnie z tą wizją ego „wylewa się” na zewnątrz tylko wtedy, kiedy poziom zgromadzonego w nim popędu jest zbyt wysoki – a więc gdy dosłownie nie może już wytrzymać ogromu własnego narcyzmu. Kontynua­torzy myśli Freuda mieli do tej skoncentrowanej na ego koncepcji różny stosunek. Córka twórcy psychoanalizy Anna Freud oraz jej zwolennicy będą przywracać wartość ego i uznają umacnianie go za główny cel terapii analitycznej – ten nurt szczególnie upowszechni się wśród analityków w Stanach Zjednoczonych. W inną stronę podąży Carl Gustav Jung. Zainspirowany religiami Wschodu ujmie ego jedynie jako część większej, całościowej Jaźni, która powinna być właściwym obiektem psychoanalitycznych badań.

Wizja ego jako samotnego rzecznika kompromisu walczącego w trudnych warunkach o własną autonomię nie wyczerpuje jednak psychoanalitycznych interpretacji tego tematu. Już u Freuda znajdziemy zaczątki myślenia relacyjnego, nastawionego nie na indywidualizm, ale na najbardziej podstawową zależność – od innych ludzi. Twórca psychoanalizy nieraz zaznacza, że ego nie istnieje od początku życia: coś musi się wydarzyć, żeby taka złożona konstrukcja mogła w ludzkiej psychice powstać. Tym „czymś” jest najwcześniejsza relacja z drugą osobą, a dokładniej z osobami, które otaczają kruchy dziecięcy podmiot (jeszcze nie ego!) miłością i opieką – rodzicami. Dla Freuda ego powstaje przez identyfikację, utożsamienie się z jednostkami już ukształtowanymi, stającymi się modelem dla dopiero tworzącego się ja. Narcyzm, w dyskursie poppsychologii urastający do rangi zła absolutnego, nieuleczalnego zaburzenia przypisywanego „toksycznym” jednostkom, we Freudowskiej teorii jest właś­nie uwewnętrznieniem relacji z kochającym rodzicem – procesem całkowicie niezbędnym do życia. Zgodnie z jednym z podstawowych psychoanalitycznych założeń w słabym organizmie, takim jak organizm małego dziecka, funkcje życiowe muszą zostać wsparte przez dodatkowy element w postaci miłości. Ponieważ jednak owo wsparcie nie zawsze może być dostarczane z zewnątrz, jednostka – aby mieć jakiekolwiek autonomiczne życie – musi sama obdarzyć się miłością. W ramach tej paradoksalnej koncepcji ego powstaje dopiero wtedy, kiedy zidentyfikuje się ze swoim pierwszym obiektem miłości i samo pokocha siebie tak, jak kochało swoich najbliższych.

Zależność ego od innych nie kończy się na pierwszej identyfikacji z rodzicami. Zdaniem Freuda każdy obiekt naszych uczuć zostaje przez nas w końcu uwewnętrzniony, stając się budulcem dla ja. Ego składa się z pozostałości po relacjach z innymi ludźmi – z nieobecnych już bliskich, z dawnych związków i nieodwzajemnionych miłości. Pod tym względem jego kształt jest dużo bardziej zależny od przypadku niż kształt uwarunkowanego przez wspólne wszystkim popędy id. To ego stanowi o naszej pojedynczości i odróżnia nas od wszystkich dookoła, ale odróż­nia tylko dlatego, że zawiera w sobie naszą wyjątkową historię relacji z innymi, zapis osobistych zależności. Taką interpretację rozwinęli Melanie Klein i jej następcy, przedstawiciele szkoły relacji z obiektem. Dla brytyjskiej psychoanalityczki ludzkie ego nie jest niczym więcej niż tylko mechanizmem uwewnętrzniania tego, co kochane i nienawidzone, a także projektowania własnych uczuć na zewnątrz, wyrzucania z siebie miłości i nienawiści. Narcyzm jej zdaniem polega wyłącznie na miłości do zinternalizowanego ukochanego obiektu, do wewnętrznej „dobrej matki”, której istnienie pomaga małemu dziecku wytrzymać chwilową nieobecność matki zewnętrznej. W teorii psychoanalitycznej znajdujemy więc koncepcję ego złożonego z konstelacji osób istotnych dla jednostki – ta wizja zdecydowanie podważa rozpowszechnione przekonanie o jego solipsystycznym, autonomicznym charakterze.

Skóra, w której żyję

Do mało oczywistych aspektów psychoanalitycznego ego należy też jego związek z cielesnością. Choć często myślimy o tej instancji psychicznej jako o rdzeniu podmiotu – tym, co najgłębsze i najbardziej wewnętrzne – Freud w tekście Ego i id mówi coś zupełnie przeciwnego: „Ego ma przede wszystkim charakter cielesny, jest ono nie tylko istotą powierzchniową, lecz wręcz projekcją powierzchni ciała” (tłum. Jerzy Prokopiuk). Jednostkowe ja nie kryje się w bezpiecznej głębi, ale znajduje się zawsze na powierzchni, najbliżej świata zewnętrznego, przez co jest zawsze narażone na ciosy i zranienie. Ego stanowi psychiczny odpowiednik skóry, cienkiej powierzchni ciała: francuski psychoanalityk Didier Anzieu zwrócił uwagę na to podobieństwo, pisząc o „skórnym ego”. Również Jacques Lacan utożsamiał ego z czymś bardzo kruchym i cielesnym zarazem. Jego zdaniem to, co określamy mianem ja, powstaje w tzw. fazie lustra, przypadającej na pierwsze lata życia człowieka. Zgodnie z tą koncepcją nieskoordynowane fizycznie niemowlę utożsamia się z obrazem w lustrze, całościowym oglądem własnego ciała, które poza lustrzanym odbiciem odczuwane jest jako kruche i fragmentaryczne. Psychofizycznej tożsamości oraz iluzorycznej spójności dostarcza nam coś zewnętrznego – lustrzany obraz, równie powierzchniowy jak ludzka skóra.

Anzieu zauważa, że wszystko może stać się substytutem skóry – nawet słowa. Koncepcję ego, które powstaje poprzez identyfikację nie z obrazem drugiego człowieka (albo obrazem w lustrze), lecz z jego mową, proponuje m.in. Julia Kristeva. W ramach jej teorii, wyłożonej w niedawno przetłumaczonych na polski Historiach miłosnych, to nie wrażenia wzrokowe, tylko dźwięki i słowa konstytuują ludzkie ja. Zewnętrzną powłoką, uwewnętrznioną w akcie pierwszej identyfikacji z innym, nie jest więc powierzchnia skóry, ale metaforyczna powierzchnia języka. Nasze ego byłoby więc nie tylko czymś relacyjnym – zależnym od drugiej osoby, pierwszego innego, który kieruje do nas swoją mowę – lecz także nieskończenie delikatnym: cienką osłoną ze słów rozpostartą nad pustką, kruchym splotem językowym, narcystyczną „drugą skórą”, czyli opowieścią.

Czy te dwie wizje ego – indywidualistyczna i relacyjna – stoją ze sobą w sprzeczności? Paradoksalnie nie. Psychoanaliza uczy nas, że to, co pozwala zachować włas­ną, odrębną podmiotowość, wywodzi się z naszej najbardziej intymnej i radykalnej zależności. Ego powstaje więc przez zewnętrzne wpływy. Równocześnie się im przeciwstawia, domaga się autonomii, ale – jak zauważył psychoanalityk André Green – autonomia w tym wypadku oznacza, zgodnie z etymologią tego słowa, zarządzanie sobą według włas­nych praw, lecz pod cudzą okupacją. Ponieważ nieświadomość, ów obcy wewnątrz, jest na gruncie teorii psychoanalitycznej zarazem tym, co najbardziej włas­ne, zawsze jesteśmy pod okupacją: jedyna niezależność, na jaką nas stać, to ta, którą zawdzięczamy naszemu uwikłaniu w relacje. Owa słaba autonomia jest nam jednak całkowicie niezbędna. Tylko ona chroni nasze tożsamości przed rozpuszczeniem się w żywiole absolutnej nierozróżnialności, w otchłani, w której nie ma żadnej odmienności między janie-ja. Ego osłaniające każdego przed pustką niezróżnicowania nie stanowi grubego pancerza, ale cienką błonę – delikatną jak skóra, powierzchnia lustra czy wiązka opowieści. Niezależność, jaką pozwala nam zachować, jest zawsze przeniknięta wpływami innych ludzi. Być może każda inna niezależność okazałaby się wyłącznie kojącą iluzją, w dodatku prawdziwie „egoistyczną”.

Czytaj również:

Ukojenie
i
„Budda”, Odilon Redon,/źródło: WikiArt (domena publiczna)
Złap oddech

Ukojenie

Dominika Bok

Tybetańscy mistrzowie przekonują, że cierpienie i poczucie niespełnienia w życiu to wina ego. Pomyślmy o uwolnieniu się od niego.

Według buddyzmu tybetańskiego ego to wszystko, co odgradza nas od świata i uniemożliwia czerpanie radości z życia. Zakłóca naszą percepcję rzeczywistości i utrudnia dostrzeżenie prawdziwej natury umysłu. Jest iluzją trwałości i błędnym przekonaniem, że stanowimy osobny byt. Jeśli jednak uda nam się pojąć, że ono przejęło kontrolę nad naszym postrzeganiem siebie i świata, możliwe będzie wyzwolenie się spod jego uzurpatorskiej siły. Bo ego nie jest tobą.

Czytaj dalej