Umysł na niedoczasie
i
Pieter de Hooch, „Czas wolny w eleganckim otoczeniu”, 1663–65, ze zbiorów Metropolitan Museum of Art
Duch + Ciało, Pogoda ducha

Umysł na niedoczasie

Piotr Stankiewicz
Czyta się 5 minut

Istnieje już nieźle opisane zjawisko, które nazywa się „umysłem człowieka biednego”, biednego w sensie finansowym. Chodzi o niedostatek ekonomiczny, ale nie w wersji skrajnej, nie o totalną deprywację i umieranie z głodu, ale o tych przedstawicieli Pierwszego Świata, którzy pozostają w jego niższych ligach i nie uczestniczą w profitach. W szczególności chodzi o tak zwanych „pracujących biednych”, ludzi, którzy, mimo że pracują, aż furczy, i tak zarabiają niewiele. Tyle akurat, że starcza im – ledwie – na pokrycie minimum potrzeb. Nie mają z czego odłożyć, nie mają szansy planować skoku do lepszego życia, nie mogą się wyrwać, zrealizować różnorakich, niekoniecznie licznych, aspiracji.

Zwrócono już uwagę, że umysł takiego człowieka działa wedle innych reguł niż te, które dotyczą ludzi mających przyjemną rezerwę na koncie. Ci ostatni mogą starać się oszczędzać, wystrzegać się bezsensownych wydatków, starać się „kupować drożej, żeby starczyło na dłużej” i tak dalej. Takie decyzje są z ich punktu widzenia racjonalne, ba, robią wrażenie, że są racjonalne i logiczne, obiektywnie sensowne i wiążące dla wszystkich.

Tylko, że nie są. Logika

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Spotkanie z Neptunem
i
ilustracja: Karyna Piwowarska
Duch + Ciało, Pogoda ducha

Spotkanie z Neptunem

Piotr Stankiewicz

Statek kosmiczny Voyager 2 spóźnił się (ponoć) na spotkanie z Neptunem o 86 sekund. A i my czasem jesteśmy niepokojąco punktualni. W jakich sytuacjach? I – przede wszystkim – czemu niepokojąco? 

Z jednej z ulubionych książek dzieciństwa (każdy ma swoje skrzywienia) zapamiętałem zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Po 144 miesiącach i 5 dniach lotu, po pokonaniu 6 miliardów kilometrów »Voyager 2« spóźnił się na spotkanie z Neptunem o 86 sekund”. Precyzja zdumiewająca, godna osiągnięć mechaniki nieba (aż chciałoby się, żeby i mechanika naszej duszy poddawała się tak precyzyjnym przewidywaniom). Bo faktycznie, te 144 miesiące i 5 dni to mniej więcej 380 milionów sekund. Jakim ułamkiem tychże jest owe 86 sekund? To jest… 0,00002%. Z taką dokładnością Voyager trafił w punkt w niebie, w jaki zaplanowano, że trafi.

Czytaj dalej