W tej odsłonie rubryki Pegaz, gazu! biorę na warsztat sporty zimowe.
Jakie reguły rządzą nowym gatunkiem? Jeśli mamy już się ślizgać lub szusować, róbmy to do rytmu – proponuję dwuwersowe, ułożone naprzemiennie strofy. Taki slalom przez zwrotki – raz zwrot w lewo, raz w prawo. Długość wersu: pięć sylab, długość utworu: dowolna, freeride. Co istotne, nie podchodźmy do sportowych i literackich wyzwań zbyt poważnie.
Bobsleje
Zimno i wieje?
Idź na bobsleje.
To nic, że w rynnie,
jest jeszcze zimniej.
Przy tej prędkości
będziesz mieć mdłości.
Zrzednie ci mina,
zaczniesz przeklinać…
Lecz zmierz się z gracją
z tą sytuacją:
w drodze ze szczytu
milcz i medytuj.
Narty
Gdy wkładasz narty,
kończą się żarty.
Jak mawiał gazda,
jest z nimi jazda.
Niespodziewanie
masz tryb: jechanie.
To jest ich wadą –
choć nie chcesz, jadą.
Musisz to pojąć:
jadąc, nie stoją.
Lecz mimo szoku
trzymaj się stoku.
Jedź, nie wymiękaj.
Naucz się skręcać.
Gdy coś wyskoczy,
cóż, zamknij oczy.
Sanki
Nie pękaj, nie bój,
że twarz masz w śniegu,
że but zgubiłeś
i został w tyle,
że także szalik
zniknął w oddali,
że lód na rzęsie
bardzo się trzęsie,
że te dwie płozy
to płozy grozy
i chociaż boli,
nie masz kontroli.
Gdy drży ci szczęka,
jedź w dół, nie pękaj,
na łeb, na szyję,
bo raz się żyje!
