Geny Geny
i
zdjęcie: Aarón Blanco Tejedor/Unsplash
Doznania

Geny

Mateusz Kołczinger
Czyta się 4 minuty

Historia naukowczyni N. i jej eksperymentu, który przyniósł nadzwyczajne skutki. Kiedy pracowałem jako portier w Instytucie Nauk, gwiazdą tego ośrodka badawczego była dr N., osoba legendarnie inteligentna, słynąca także z doskonale podzielnej uwagi. Potrafiła jednocześnie rozwiązywać dwa zupełnie różne problemy, robiąc przy tym notatki – każda ręka zapisywała wyniki innego rozumowania. Gdy kłaniałem się jej na powitanie

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Panna Eglantyne Panna Eglantyne
i
Max Liebermann, „Wolny czas w sierocińcu w Amsterdamie”, ok. 1881 r./WikiArt (domena publiczna)
Marzenia o lepszym świecie

Panna Eglantyne

Sylwia Niemczyk

Dzieci mają prawo do opieki, nauki i życia bez przemocy – żeby jednak stało się to oczywistością, trzeba było się postarać. I postarała się o to dwójka zapaleńców: Janusz Korczak jako jeden z pierwszych apelował o uznanie praw dziecka, Eglantyne Jebb doprowadziła do ich spisania. 

Nigdy się nie poznali, ale gdyby jakimś trafem stanęli obok siebie, można by było wziąć ich za rodzeństwo. Oboje rudawi, o wysokim czole, głęboko osadzonych, niebieskich oczach, prawie w tym samym wieku – Korczak był młodszy o dwa albo trzy lata (zależnie od tego, czy za rok jego narodzin przyjmiemy 1878, czy 1879). Oboje podobnie błys­kotliwi, z charyzmą i pacyfizmem w sercu. Różniło ich za to podejście do dzieci. On naprawdę lubił z nimi przebywać, Eglantyne Jebb wprost przeciwnie. Nie chciała mieć własnych, cudze, nawet te z najbliższej rodziny, męczyły ją. W Korczakowskim Domu Sierot – zatłoczonym i hałaśliwym – pewnie nie wytrzymałaby ani jednego dnia. Ale osobiste sympatie i antypatie nigdy nie miały dla niej większego znaczenia. Dzieci na świecie istnieją, więc trzeba się o nie zatroszczyć.

Czytaj dalej