Jesień w Oslo Jesień w Oslo
Rozmaitości

Jesień w Oslo

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 2 minuty

W naszym kraju Wisgardssen nie cieszy się popularnością, choć właściwie jest to ojciec skandynawskiego kryminału. Jego debiutancka "Jesień w Oslo" (tytuł przewrotny, bo ani jesieni, ani Oslo tu nie ma) to książka na wskroś autobiograficzna, od której naprawdę trudno się oderwać. Mimo że napisana prozą oszczędną, zajmuje aż sześćset stron, ale czyta się ją praktycznie w jeden wieczór. Trudno mi tutaj choćby pobieżnie streścić zdumiewające losy Wisgardssena. Ograniczę się tylko do kilku epizodów tej niesamowitej historii. Otóż gdy Wisgardssen był niemowlakiem i gdy matka pozostawiła go na chwilę w wiklinowym koszu, jakaś mewa, która oderwała się od swojego stada i zabłąkała do jego rodzinnej wioski, pochwyciła dziobem koszyk, porwała w niebo i, pokonując całe Morze Norweskie, wylądowała ostatecznie na jakieś bezludnej wyspie w okolicach Islandii. Wychowywany z fokami, morskimi świniami i ptactwem, Wisgardssen miał możliwość głębszego wglądu w życie, którego, jak twierdzi, uniemożliwia nam cywilizacja (i naprawdę pisarz skorzystał z tej możliwości, o czym przekonuje się czytelnik na każdej stronie). Ponadto Wisgardssen twierdzi, że owo osamotnienie pozwoliło mu poznać język sprzed zburzenia Wieży Babel i to właśnie tym, jako prozaik, wyjaśnia swoje mistrzostwo stylistyczne. Pewnego dnia, już po powrocie do Norwegii, powrocie, którego równie niesamowitych okoliczności nie będę zdradzał, już jako student, Wisgardssen odnalazł na strychu swego rodzinnego domu dokument, z którego wynikało niezbicie, że 1/4 jego krwi nie jest ludzka. Otóż okazało się, że mewa, która porwała go w dzieciństwie, była jego ciotką. Porażony zepsuciem swojego dziada, Wisgardssen poprzysiągł tropić i karać perwersyjnych maniaków, których uprzednio sam wymyślał. Tak zaczął pisać, tak zaczęły powstawać jego arcydzieła. Żeby nie spalić lektury, może na tych zachętach poprzestanę. 

Czytaj również:

„Brain Damage” Stephen Queen – recenzja „Brain Damage” Stephen Queen – recenzja
i
zdjęcie: Rey Seven/Unsplash
Rozmaitości

„Brain Damage” Stephen Queen – recenzja

Tomasz Wiśniewski

Najnowsze dzieło mistrza powieści psychologicznej nie przynosi rozczarowania. To historia profesora filozofii i neurobiologii, który pod wpływem Drzwi percepcji miał podjąć niezwykle radykalne decyzje życiowe. W swoim słynnym eseju Aldous Huxley sformułował hipotezę, zgodnie z którą narkotyki ujawniają prawdziwą naturę rzeczywistości, na co dzień niedostrzegalną, nasz mózg bowiem – zorientowany na cele praktyczne i radzenie sobie w środowisku – hamuje dostęp do wyższego poznania. Psychodeliki zaś chwilowo wyłączają te naturalne blokady.

Bohater powieści Queena uparcie twierdzi, że jeśli chce dotrzeć do prawdy o rzeczywistości i doświadczyć jej w pełni, musi zrezygnować ze swojego mózgu.

Czytaj dalej