Książki i wieloryby: Recepta na polarne noce i dnie Książki i wieloryby: Recepta na polarne noce i dnie
i
William Bradford (1871) Arktyczne lato: przeprawa przez krę w Zatoce Melville'a, zbioty Met Museum
Przemyślenia

Książki i wieloryby: Recepta na polarne noce i dnie

Bibliocreatio
Czyta się 4 minuty

Arktyki czy Antarktydy doświadczali różnie. Jeden spędził na Północy wiele miesięcy w stacjonarnej centrali naukowców i meteorologów, drugi samotnie lub w duecie przemierzał setki kilometrów po lodzie i śniegu, pieszo i na nartach, trzeci pływał m.in. po arktycznych morzach. Czy wieczny lód i czytanie idą w parze? Czy czytanie pomaga przetrwać na oceanie?

Robert Pogorzelski, informatyk i programista, bibliotekarz z wykształcenia, spędził rok w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spistbergenie.

Noc polarna sprzyja myśleniu. No i czytaniu. Chociaż brak światła odbija się niestety na koncentracji. Wciąż jest ciemno i wieje z prędkością do 150 km/h. Ludzie różnie to znoszą.

Cały czas ma się takie wrażenie, że czas nie istnieje. Gdy zapada noc polarna, wyjeżdżają wszyscy ci, którzy wcześniej przewinęli się przez stację. Zostaje tylko dziesięć osób załogi – tak zwani „zimownicy”. Najbliższym osiedlem ludzkim jest miasteczko Longyearbyen, stolica arktycznego norweskiego archipelagu Svalbard. To jednak aż 130 km od stacji.

Noc to jest ten moment, kiedy teoretycznie można by się skupić na czymś konstruktywnym lub kreatywnym. Ale żyje się wtedy w takim stanie zawieszenia, jakiegoś oderwania od rzeczywistości, więc zdobycie się na to, żeby wziąć książkę i ją przeczytać jest sporym wyzwaniem.

Do moich zadań należało

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Co można wyczytać z psiego ucha? Co można wyczytać z psiego ucha?
i
„Krajobraz z psem”, Thomas Doughty, Art Institute of Chicago (domena publiczna)
Wiedza i niewiedza

Co można wyczytać z psiego ucha?

Maria Karpińska

Gdy sto lat temu Virginia Woolf spisywała perypetie cocker spaniela Flusha, obdarzyła psa ludzką wyobraźnią (i naturą dżentelmena), jakby tylko przez nasz umysł można było go zrozumieć. Dziś pisarze próbują oddać psim bohaterom autonomię i pokazać świat tak, jak widzą go one. Czy literatura jest w stanie przekroczyć granicę ludzkiego gatunku?

„Pieskie życie”, „pogoda pod psem”, „pies na baby” czy „zejść na psy” to tylko kilka wyrażeń, które – jak pisze francuski filozof Mark Alizart – pokazują, że język nie obchodzi się z psami łagodnie. A nie kształtuje się on przecież w próżni, ale oddaje społeczne i kulturowe schematy myślenia. Przez wieki wyobrażenie o psach i psim losie łączyło się raczej z różnymi formami niedoli i uwłaczania, co szerzej w swojej książce Psy. Filozoficzne opowieści o naszych najlepszych przyjaciołach przedstawia Alizart.Jednak ostatnie dekady, przynajmniej w szeroko pojętej kulturze sytego Zachodu, wyznaczyły psom inne miejsce. Nie – jak dawniej bywało – pod stołem, w bezpańskiej hordzie na ulicy czy na łańcuchu. Zyskały one ciepły kąt w domach, więcej: w łóżkach i na specjalnie dla nich przeznaczonych posłaniach. Tę nową pozycję otrzymały nie bez przyczyny – międzygatunkowa bliskość człowieka i psa jest zjawiskiem, które ma długą historię, zmienną w czasie, obfitującą w górki i dołki. I jest zjawiskiem niezwyk­łym, jeśli porównać ją z relacją z jakimkolwiek zwierzęciem, które na przestrzeni dziejów człowiek kiedykolwiek do siebie dopuścił. Ta zażyłość ma też jednak swoje konsekwencje: nie tylko sytuacja psa uległa zmianie, gdy postanowił związać swój los z ludźmi, podlegał jej także sam człowiek, który u swego boku zyskał towarzysza.

Czytaj dalej