Powrót złotej jugi Powrót złotej jugi
i
ilustracja: „Przekrój"
Wiedza i niewiedza

Powrót złotej jugi

Tomasz Wiśniewski
Czyta się 16 minut

Być może historia wcale nie biegnie do przodu, lecz cyklicznie zatacza coraz mniejsze kręgi. W perspektywie indyjskiej kosmogonii nasze czasy postępu jawią się jako najciemniejszy moment w wiecznym tańcu odrodzenia i zaniku świata.

Na szczęście ten etap właśnie się kończy.

Myśl, że światy regularnie powstają i giną, wydaje się fizykom całkiem prawdopodobna, ale już idea, że wszelkie wydarzenia powtarzają się w nieskończoność, stoi w sprzeczności z zachodnią koncepcją czasu linearnego. Jak jednak zauważył wybitny indolog z pierwszej połowy XX w. Heinrich Zimmer, każda kultura ma skłonność do postrzegania własnego rozumienia czasu i przestrzeni jako jedynego właściwego – poza tym zachodnia koncepcja czasu linearnego jest czymś względnie nowym w historii idei. Za jej twórcę można uznawać św. Augustyna, który w swoim Państwie Bożym zaproponował schemat dziejów przypominający wypuszczenie strzały: mający początek, kierunek i cel. To w gruncie rzeczy teologiczne podejście, wynikające z biblijnej kosmogonii oraz idei końca historii, wpłynęło na całą myśl Zachodu i ukształtowało również świecką ideę postępu.

Zachodni myśliciele pogańscy, którzy poprzedzali Augustyna z Hippony, postrzegali jednak czas inaczej: jako obracające się w nieskończoność koło, wieczny powrót tych samych wydarzeń odtwarzanych w cyklu: złoty wiek, upadek i powrót. W tej perspektywie pierwotna doskonałość człowieka została zatracona. Według Hezjoda kiedyś istniała „złota rasa” istot, żyjących w szczęściu, w bliskości z bogami i nieznających cierpienia; w jego czasach zaś ludzie należą już do „rasy żelaznej” – cierpią, są niesprawied­liwi i niemoralni. Augustyn i chrześcijanie sądzili przeciwnie: zbawienie i pełnia miały dopiero nadejść. Jak widać, starożytnym Grekom i Rzymianom znacznie bliżej było do indyjskich wyobrażeń o cyk­lach czasu niż do koncepcji chrześcijańskiej. Kolistość historii miała dla nich również wymiar moralny: oddalając się od pierwotnej harmonii z boskim źród­łem i mitycznej pierwszej epoki, ludzie coraz bardziej upadają duchowo. Czas tutaj jest nie tylko kategorią fizyczną, lecz także kosmiczno-duchową.

Informacja

Z ostatniej chwili! To pierwsza z Twoich pięciu treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu. Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej!

Subskrybuj

Zawarte w puranach – starożytnych świętych pismach hinduizmu – szczegółowo opracowane kosmologia i chronologia opisują nieskończony cykl trwania i zaniku świata. Autorzy tych tekstów pisali o wielkich epokach przypominających okresy geologiczne czy astronomiczne. Według tych źródeł jedna taka wielka epoka – nazywana mahajugą – wynosi 4 320 000 ludzkich lat. 71 mahajug to manwantara – czas życia Manu, strażnika i prawodawcy świata, a 14 manwantar (tysiąc mahajug), wraz z okresami przejściowymi pomiędzy nimi, składa się z kolei na jeden dzień Brahmy (kalpa) – czasem zwraca się uwagę na ciekawą zbieżność: liczba, która powstaje w ten sposób, czyli 4,32 mld lat, przypomina wiek Ziemi.

Po takim okresie wszechświat znika. Następuje czas spoczynku, czyli noc Brahmy, która również trwa tysiąc mahajug. Po niej świat się odradza. Jedna pełna doba Brahmy to 8,64 mld lat ludzkich, a całe życie Brahmy wynosi 311 040 000 000 000 ludzkich lat. Taki cykl narodzin i końca światów powtarza się w nieskończoność – to ekspresja radości boga Wisznu, jego zabawa, gra i taniec.  

Mrówki i bogowie

Koncepcja kolistego czasu i niekończących się serii stwarzania i destrukcji światów nie jest jedynie abstrakcyjnym rozważaniem astrofizycznym, ale także prefiguracją współczesnej nauki. Można tylko spekulować, czy te teorie narodziły się w stanach medytacyjnych mędrców, czy może w powiązaniu ze starożytną astrologią i astronomią. Z pewnością uważano jednak, że zawierają w sobie wiele treści duchowych i moralnych. Miały m.in. ukazywać wielkość świata i przypominać o skromnym miejscu, jakie zajmują w nim wszelkie żywe istoty. Najlepszą tego ilustracją jest mit, który znajduje się w puranie Brahmavaivarta pochodzącej być może już z VI w. n.e. – tekst ten przywoływało wielu indologów (w tym zarówno wspomniany Zimmer, jak i słynny historyk religii Mircea Eliade) po to, aby właściwie zrozumieć indyjską mitologię czasu. Czytamy w niej, że gdy bóg Indra pokonał smoka Wrytrę, rozpoczął budowę wspaniałego pałacu, jednak praca niebiańskiego rzemieślnika nie zadowalała go; chciał coraz większej budowli, jeszcze bardziej i bardziej znakomitej. Rzemieślnik poskarżył się Brahmie, on zaś przekazał sprawę Wisznu, czyli najwyższemu bogu. Ten przybrał postać małego chłopca i odwiedził Indrę. Uświadomił mu, że takich bogów jak on w przeszłości była już niezliczona ilość. Rządy Indry trwają bowiem około 4 mln lat, ale ten okres to zarazem nic wobec czasu, w którym istnieje Brahma. Poza tym po jednym Brah­mie przychodzi kolejny.

Prawdy te dotyczą nie tylko czasu, lecz także przestrzeni. Istnieje nieskończenie wiele światów, a w każdym znajdują się jacyś Brahma i Indra. Same te światy zaś to jedynie swego rodzaju bąble z powietrzem, które zaledwie na chwilę wynurzają się na powierzchni kosmicznego oceanu będącego ciałem Wisznu. Są niepoliczalne, bez końca stwarzane i niszczone.

Po przemowie Wisznu wciąż pozostającego w ciele chłopca do sali weszła procesja mrówek, co wywołało jego śmiech. Na pytanie Indry o przyczynę tego zachowania Wisznu odpowiedział, że każda z tych mrówek była w przeszłości nim: Indrą. I kiedyś te owady znów – dzięki swojej pobożności – staną się bogami. A potem ponownie mrówkami. Rozmowa z Wisznu sprawiła, że Indra osiągnął oświecenie: nie kontynuował już rozbudowy pałacu; zrozumiał, iż jego aktualna sytuacja egzystencjalna jest właściwie czymś nierealnym, a pokonanie smoka nie miało większego znaczenia wobec horyzontu czasu, który objawił mu bóg Wisznu. Indra przestał być próżny i zuchwały, jego działaniom zaczęła towarzyszyć świadomość ich iluzoryczności. Posiadł wiedzę, dzięki której wyzwolił się ze złudzeń.

Zdaniem Eliadego opisany mit deprecjonuje wartość pojedynczego życia, ale nie stanowi przejawu starożytnego egzystencjalizmu. Opowieść nie jest pesymistyczna. Nie chodzi w niej o wykazanie, że istnienie to pozbawiona sensu iluzja. Faktycznie, wobec wielkich okresów wszystko, co zawiera się w jednostkowym ludzkim życiu, traci swoją realność, lecz nie w tym sensie, że wydarzenia, których doświadczamy, spotykani ludzie i inne zwierzęta, przedmioty, którymi się otaczamy, nie istnieją. Istnieją, ale trzeba mieć świadomość, że potem znikną.

Właśnie takie rozumienie czasu sprawiło, że w Indiach poprzez praktyki ascetyczne, jogę i medytację dążono do zrozumienia tego, co jest naprawdę rzeczywiste. Zarówno buddyzm, jak i dźinizm korzystały z nauki o nieskończonym czasie i wielości światów – stanowiła ona dla nich ważny kontekst metafizyczny.

Cztery okresy

Według indyjskiej kosmologii puranicznej żyjemy w szczególnej epoce. Żeby lepiej to zrozumieć, musimy dokonać kolejnych uszczegółowień. Mahajugi, o których była wyżej mowa, składają się z czterech okresów. Tradycyjnie wyobrażano sobie czas świata jako krowę: w pierwszej epoce stojącą na czterech nogach; w drugiej – na trzech; w trzeciej – na dwóch, a w ostatniej tylko na jednej.

Pierwszy okres, satjajuga, jest czasem doskonałości. Ludzie żyją w nim zgodnie z dharmą, czyli porządkiem moralnym, są szczęśliwi i sprawiedliwi. Ta rajska epoka ma trwać 1 728 000 lat ludzkich. Następująca po niej tretajuga obejmuje 1 296 000 lat. W tym okresie ludzie zaczynają poznawać cierpienie i konieczność nauki. Późniejsza dwaparajuga to kolejne 864 tys. lat, w których intensyfikuje się wszelkie nieszczęście. Ostatnia epoka, kalijuga, liczy 432 tys. lat – i to w niej obecnie żyjemy. Zaczęła się wraz z wojną opisaną w Mahabharacie, najczęściej datowaną na 3102 r. p.n.e. Skoro każda kolejna epoka to stopniowy upadek dharmy, nasza juga stanowi czas najtrudniejszy do życia. To epoka kłótni, powierzchownej duchowości i powszechnego upadku moralnego. Pieniądz decyduje o władzy i pozycji, to on określa wartość w zdezorganizowanym społeczeństwie. Tylko pożądliwość sprawia, że ludzie łączą się w pary. Nie prawda, ale kłamstwo prowadzi do powodzenia w życiu. Aby w tej epoce poznać boskość i prawdę, potrzeba wyjątkowej dyscypliny.  

Sanskryckie słowo kali łączone jest ze znaczeniem „czarny”, dlatego to „czarna”, „ciemna” epoka; rdzeń kal oznacza również „niezgodę”, „walkę”. Niekiedy ten czas łączy się też z panowaniem bogini Kali rozumianej tutaj jako duch kłótni, degeneracji.

Idea kalijugi odgrywa fundamentalną rolę w tantryzmie – ważnym nurcie indyjskiej religijności, który w oczach wyznawców uchodził za odpowiedź na wyzwania tego wieku. Trudne czasy wymagają wyjątkowych środków – skoro oficjalny rytuał zawiódł, należy sięgnąć po bezpośrednie doświadczenie czy tajemne praktyki.

Wraz z popularyzacją myśli Wschodu na Zachodzie, już w początkach XX w., pojęcie kalijugi zaczęło fascynować europejskich myślicieli ezoterycznych, przede wszystkim René Guénona i Juliusa Evolę. Widzieli oni w nim potwierdzenie własnych diagnoz o duchowym kryzysie świata zachodniego, który oddalił się od „filozofii wieczystej”, tradycyjnej wiedzy metafizycznej utraconej w toku dziejów. W bliższych nam czasach Georg Feuer­stein (zmarł w 2012 r.), niemiecki indolog i uznany znawca historii jogi, twierdził, że koncepcja kalijugi jest przekonująca, gdy pomyśli się o załamaniu mitu o postępie ludzkości, konsumpcyjnym stylu życia, a przede wszystkim o kryzysie klimatycznym spowodowanym przez rozwój technologii – a więc działalność człowieka, jego niemoralność.

Europejscy interpretatorzy – w szczególności Guénon i Evola – mieli jednak skłonność do popadania w pesymizm, tymczasem indyjska nauka o czasie, podobnie jak mit o Indrze i Wisznu, nie jest do końca pesymistyczna. Mówi bowiem, że po czasie kryzysu znów przychodzą pełnia i doskonałość. Wisznu pod różnymi postaciami interweniuje w bieg świata i przywraca zachwianą równowagę. Zjawiał się już jako Rama czy Kryszna i według przepowiedni zawartych w indyjskich świętych pismach należy się go spodziewać, gdy pod imieniem Kalkin znów nadejdzie, pokona wszelkie zło i wyznaczy koniec „wieków ciemnych”.

Kalijuga, czyli dzisiaj

W samych Indiach koncepcja wielkich cykli kosmicznych nie jest tematem rozwijanym jedynie przez starożytnych i średniowiecznych autorów – również współcześni myśliciele rozważają ją, korzystając z osiągnięć zachodniej nauki, czego przykładem jest teoria Bibhu Dev Misry, współczesnego teoretyka czasu z Kalkuty, przedstawiona w jego książce Yuga Shift (Zmiana jugi). W tej publikacji widać, jak tradycyjna nauka indyjska łączy się z wynikami archeologii i historii, nadając tym ostatnim nowy sens.

Misra zestawił treść świętych pism indyjskich z analogicznymi wierzeniami innych kultur: starożytnej Grecji, Egiptu, Mezopotamii, rdzennych Amerykanów, sugerując, że mamy do czynienia z pewnym archetypowym wyobrażeniem o kolistym czasie. Badacz ciekawie wyjaśnia, dlaczego na Zachodzie wyobrażenia o cyklach kosmicznych są niepopularne. Twierdzi, że ta koncepcja po prostu nie mogła spotkać się z uznaniem zachodnich kolonistów – z powodów politycznych lepiej służyła im ideologia o linearnym postępie. Zachodnia idea europejskiej „cywilizacji”, która „cywilizuje” ludy „barbarzyńskie”, przekonująco usprawiedliwiała kolonializm. Absurdem byłoby niszczyć kultury, które miały przechowywać prawdę o złotym wieku – zatem prawdziwy złoty wiek miał dopiero nadejść w przyszłości, wraz z oświecającą działalnością Europejczyków. Doktryna, której początków można dopatrywać się w dziele św. Augustyna, sprzyjała wyzyskiwaniu przez Zachód innych narodów.

Nawiązując do podobnych prób, inicjowanych już w XIX w. przez jogina i myś­liciela Sri Jukteśwara (nauczyciela Paramahansy Joganandy), Bibhu Dev Misra reinterpretuje starożytne dane, znacząco je też skracając. W jego ujęciu kalijuga trwa zaledwie 1200, a nie 432 tys. lat; natomiast cały cykl czterech okresów to około 12 tys. lat. Jest to próba pogodzenia dawnych wierzeń z tym, co mówią współczesna archeologia i nauka. Długość jug została tutaj uzgodniona z faktycznym trwaniem cywilizacji, a także pewnymi układami astronomicznymi. Indyjski badacz zauważa, że w ciągu ostatnich 12 tys. lat co 3 tys. lat dochodziło do narodzin nowych cywilizacji. W jego interpretacji złoty wiek skończy się w 9976 r. p.n.e., a śladem jego cywilizacyjnego i duchowego zaawansowania mogą być pozostałości słynnego stanowiska archeo­logicznego w Göbekli Tepe. Od tego czasu miały miejsce cztery epoki przejściowe między jugami – zgodnie z tradycyjną indyjską nauką są to zawsze okresy, w których dochodzi do wielkich przemian społecznych, osobliwych zjawisk meteorologicznych (opisy trzęsień ziemi czy uderzenia komet pojawiają się już w hymnach wedyjskich), katastrof ekologicznych – kończących historię pewnych ludów i tworzących warunki pod powstanie nowych struktur.

Autor Yuga Shift jako najwcześniejszy okres przejściowy między pierwszą a drugą jugą wskazał lata 9976–9676 p.n.e. Był to koniec epoki lodowcowej, znacząco wpływającej na losy homo sapiens. Przejście między drugą a trzecią jugą nastąpiło w latach 6976–6676 p.n.e.: miał to być czas powodzi, szczególnie w basenie Morza Czarnego, która odwróciła kurs cywilizacji europejskiej i anatolijskiej (Bibhu Dev Misra wymienia również trzęsienie ziemi w Szwecji). Z trzeciej jugi w czwartą weszliśmy między 3976 a 3676 r. p.n.e. – to powódź w Mezopotamii, wyznaczająca kres miasta-państwa Ur, a także tsunami w zachodniej Australii. Wzrastanie kalijugi przypadło na lata 976–676, z którymi wiążą się narodziny kluczowych dla współczesnego świata zjawisk, takich jak grecka filozofia i demokracja oraz buddyzm w Indiach.

Poziomy świadomości

Zgodnie ze starożytną nauką indyjski badacz stwierdza, że przez ostatnie 12 tys. lat musiał nastąpić stopniowy spadek nie tylko poziomu duchowego, moralnego i funkcji intelektualnych, lecz także fizycznych zdolności człowieka – rozmiaru ciała, zakresu osiąganej siły oraz długości życia.

Bibhu Dev Misra zauważa, że zarówno w puranie o Wisznu, jak i u Pliniusza znajdziemy przeświadczenie, iż w dawnych czasach ludzie byli więksi. Autor wskazuje na źródła archeologiczne potwierdzające, że od epoki paleolitycznych łowców do czasów rzymskich wzrost mężczyzn, jak również kobiet obniżył się średnio o około 8 cm. Ponadto według Misry dane sugerujące zmniejszenie się rozmiaru ludzkich czaszek, a więc tym samym ludzkiego mózgu, wskazują na regres intelektualny. Ktoś mógłby zapytać, jak w takim razie w „wieku ciemnym” możliwy stał się tak zawrotny rozwój naukowy i technologiczny. Misra twierdzi jednak, że w kontekście starożytnych tekstów oraz jego koncepcji technologia nie ma żadnego znaczenia: nauka o epokach mówi przede wszystkim o poziomach ogólnie osiąganej świadomości. Zdaniem Misry kiedy w dawnych kulturach szamani czy królowie-kapłani odgrywali kluczową rolę we wszelkich wspólnotach, ich zdolności nie mogły zostać źle wykorzystane, bo wyróżniali się wysokim poziomem moralnym. Natomiast w naszych czasach zaawansowana technologia może zostać użyta przez profanów. W Yuga Shift Misra przekonuje, że nowoczesna technologia jest szkodliwa dla środowiska i ludzkiego rozwoju duchowego, jej postęp jedynie maskuje nasz powszechny regres duchowy oraz intelektualny. Badacz zauważa, że technologię i nowoczesną naukę można wykorzystać w dobry sposób – to właśnie dzięki nim był w stanie zreinterpretować wiedzę o jugach – jednakże w skali globalnej sprzyjają one materializmowi, wojnom i nie wspierają duchowej ewolucji.

Czas odrodzenia

Z obliczeń Bibhu Dev Misry wynika, że 21 marca 2025 r. rozpoczął się okres przejściowy, po którym nastąpi nowa epoka. Żyjemy więc w czasie głębokich przemian, które – jak można się spodziewać – będą się jeszcze tylko pogłębiać. Rozważania tego badacza różnią się jednak w wymowie od innych tego typu tez wieszczących sensacyjne apokalipsy. Jego zdaniem, owszem, trzeba się przygotować na koniec świata takiego, jaki znamy, ale nie należy poddawać się rozpaczy. Ludzkość nie wyginie. W gruncie rzeczy zniszczeniu ulegną jedynie zło oraz ignorancja, planeta zostanie uzdrowiona. Nie można wykluczyć pojawienia się kataklizmu, lecz ten będzie zarazem oczyszczaniem zużytego środowiska. Cywilizacje zawsze umierają, a grupa tych, którzy przetrwali, musi zaczynać pracę od nowa.

Choć zagrożenia wynikające z wojen i zmian klimatycznych są realne, według Misry równie dobrze wielkie zmiany mogą zajść niepostrzeżenie: już rejestrujemy rodzącą się nową świadomość, pewną duchową odwilż po radykalnych materializmach wieków XIX i XX, sygnalizowaną przez wzrastającą popularność wszelkich form nowej duchowości, jogi i medytacji, czy rozwój ekologii. „Ciemność” zaczyna się rozrzedzać. Nadejście czasu odnowy i pełni jest nieuniknione; wreszcie nastanie epoka zdominowana przez pokój, światło i mądrość. Autor Yuga Shift stwierdza, że osiągnięcia współczesnej cywilizacji, tak silnie związane z charakterem kalijugi, prawdopodobnie przepadną, bo nie będą już potrzebne w kolejnej epoce.

W swojej książce Misra podejmuje również fascynujący wątek obecny już w starożytnych przekazach, według którego kalijuga i trudne czasy przejścia między jugami są paradoksalnie najlepszym okresem dla głębokiego duchowego rozwoju – przynajmniej dla niektórych. Wymagają szczególnej siły woli i sprawiają, że uświadamiamy sobie prawdy o świecie, które w innych, lepszych czasach są nie do pomyślenia. Praktyka duchowa jest teraz trudniejsza, ale za to bardziej skuteczna i trwała. Czasem, gdy zło i kłamstwo są wszechobecne, dusza musi wybrać drogę, która prowadzi do przebudzenia.

Czytaj również:

Kwanty jaźni Kwanty jaźni
i
kolaż: „Przekrój"
Wiedza i niewiedza

Kwanty jaźni

Beata Kucieńska

Rozwój fizyki kwantowej nadał nowy wymiar rozumieniu, czym jest świadomość. Podczas gdy jedni wierzą, że można ją sprowadzić do biologicznych czy matematycznych procesów, noblista Roger Penrose przedstawia dowody na to, że nasza jaźń zdecydowanie poza nie wykracza.

Czym jest świadomość? Pytanie to zadają sobie nie tylko filozofowie, lecz także naukowcy. Między innymi w buddyzmie czy hinduizmie świadomość postrzegana jest jako pierwotna, wszechobecna energia i źródło materialnego świata. Człowiek i jego indywidualna świadomość jest w tych tradycyjnych systemach filozoficznych po prostu zakotwiczoną w określonym czasie emanacją uniwersalnej świadomości. Koncepcję, która w dużej mierze odpowiada tym starożytnym filozofiom, rozwija jeden ze współczesnych naukowców, Roger Penrose – brytyjski fizyk, matematyk i filozof nauki, noblista z 2020 r. (nagrodę otrzymał za badania nad czarnymi dziurami). Według niego świadomość działa na poziomie kwantowym w sposób, którego nie da się sprowadzić do obliczeń. Z tego powodu jej natura jest niedostępna dla komputerów i sztuczna inteligencja nie może stać się świadoma.

Czytaj dalej