Wandalu, czy ci nie żal
odchodzić od stron ojczystych,
świerkowych lasów lub hal
lub wydm nad morzem piaszczystych
gór czarnych lub białych skał —
wandalu, czy ci nie żal?
Wszędzie, gdzie przeszedł twój cień,
ślad został twego istnienia,
bo napodpisywałeś się
na drzewach, ławkach, kamieniach —
miał twój scyzoryk tam bal —
brutalu, czy ci nie żal?
Tyś właśnie deptał wśród wydm
kłos każdy, któryś napotkał,
tyś w Tatrach kwiatek, co kwitł,
zniszczył — to była szarotka,
tyś w lasach gałęzie rwał —
szakalu, czy ci nie żal?
Tyś śmieci zostawił stos,
gdzie leśny kwiatami drżał parów,
tyś ryczał na cały głosw zaciszu piękna i czaru…
Do ciebie tych słów płynie tok:
NA PRZYSZŁY POPRAW SIĘ ROK,
szakalu!
brutalu!
wandalu!
Tekst pochodzi z numeru 342/1951 r., a mogą Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.