Bremza, bremza!
Wiedza i niewiedza

Bremza, bremza!

Lekcje dystansu z Szaszkiewiczową
Irena „Kika” Szaszkiewiczowa

Felieton automobilowy

Era motoryzacji objawiła się nam w 1924 r. pod postacią samochodu Ford. Polubiliśmy go od pierwszego wejrzenia, choć prawdę mówiąc, więcej z nim było kłopotów niż pożytków. Zapalało się go na korbę, co nie było łatwe i nieraz ojciec nieźle się zasapał, zanim ford był łaskaw się uruchomić. Korba musiała iść w ruch po każdym dłuższym zatrzymaniu, jeśli silnik wystygł. Tylko przy ciepłym silniku wystarczał starter. Ojciec w końcu najął silnego chłopca z Babicy, który z dumą nosił miano „kierowcy”, choć przydawał się tylko do kręcenia korbą lub pchania auta.

Ojciec nie miał prawa jazdy, uczył się samemu prowadzić ten pojazd. Na początku siedział za kierownicą w czapce pilotce i okularach goglach (my zresztą też, choć bardzo nie lubiliśmy tego nieprzewiewnego i nieprzyjemnego nakrycia głowy), a na siedzeniu obok

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

„Droga do nieba” – recenzja
i
Chevrolet w Quebecu, źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna)
Rozmaitości

„Droga do nieba” – recenzja

Tomasz Wiśniewski

Roman Jenkins, historyk związany z Uniwersytetem w Cambridge, w swojej niezwykle erudycyjnej pracy szuka wyjaś­nienia dla dzisiejszego kultu samochodów. Pojazdy mechaniczne zdominowały świat, są wszechobecne. Lista problemów przez nie generowanych jest długa, zanieczyszczenia i hałas jej nie wyczerpują. Istnieją również te mniej znane: wydobywanie na ogromną skalę piasku do budowy autostrad, coraz szczelniej obejmujących całą planetę. Zdaniem Jenkinsa, by zrozumieć autoholizm, musimy cofnąć się do prehistorii i do tzw. Indoeuropejczyków, koczowniczych grup, które począwszy od II tysiąclecia p.n.e. zaczęły spektakularnie rozprzestrzeniać się po całym kontynencie.

Ich sukces historycznie wiąże się z przewagą militarną uzyskaną dzięki udomowieniu konia i wynalezieniu rydwanu. Według Jenkinsa położyło to podwaliny pod rozwój technologii coraz wygodniejszego podróżowania. Karety, karoce, bryczki, dorożki, riksze: człowiek uwielbia pokonywać przestrzeń z dużą szybkością – nie za pomocą nóg.

Czytaj dalej