Tak jak każdej innej – sztuki umierania trzeba się nauczyć. I przez całe wieki uczono się jej z książek.
„Całe życie filozofa to rozmyślania o śmierci” – pisał Cyceron w Rozmowach tuskulańskich. Od jego czasów aż po Heideggera kwestia śmierci pozostała jednym z głównych tematów filozofii – i niewiele się w tym względzie zmieniło. Zmieniał się jednak, wzmacniał i słabł, dyskurs na temat samego sposobu umierania. Listy moralne do Lucyliusza pełne są rozważań na ten temat. Seneka, zdroworozsądkowy stoik, chwilami (choć tylko chwilami) brzmi w nich niemalże tak, jakby udzielał rad sposobiącemu się na śmierć chrześcijaninowi. Autor Listów podkreśla, że nie należy przywiązywać się do uporczywej myśli o życiu – że należy umierać szlachetnie, czyli chętnie. Piszący w III w. Plotyn idzie o krok dalej – posługuje się pojęciem nieśmiertelnej (!) duszy, którą śmierć uwalnia i pozwala jej zespolić się z Jednią/Bogiem. Stąd już krok do poglądów chrześcijańskich neoplatoników. Współczesny Plotynowi Cyprian, biskup Kartaginy, w De mortalitate (O śmiertelności) zachwala śmierć jako powrót do niebieskiej ojczyzny i połączenie duszy z Chrystusem.
Czasy prześladowań i marzeń o męczeństwie doprowadzają do powstania spójnej, opartej na nadziei wizji chrześcijańskiej śmierci. Inskrypcje w katakumbach brzmią jednoznacznie – śmierć to właściwie pogodne zaśnięcie.
Żyjący w IV w. św. Ambroży używa w tytule swego obszernego kazania zestawienia słów „dobro” i „śmierć”. Lektura De bono mortis (O dobru śmierci) przypomina rozważania stoików: nie śmierć budzi lęk, lecz ludzkie wyobrażenia o niej są straszne. Dla człowieka sprawiedliwego jest ona „portem bezpiecznym”. Cenniejsza, lepsza i weselsza niż życie – śmierć, której nie należy się bać, to oczywistość dla chrześcijan i u Jana Chryzostoma, i u Augustyna.
Trudny okres prze