Dziewuchy, wiecznie dziewice
i
Mikrofotografia ukazująca morfologiczną zmienność wrotek bdelloidalnych i ich szczęk autor: Diego Fontaneto / Wikimedia Commons (CC BY 2.5)
Wiedza i niewiedza

Dziewuchy, wiecznie dziewice

Mikołaj Golachowski

Od zawsze uważam, że słowo „prymitywne”, przynajmniej w odniesieniu do historii ewolucyjnej żywych organizmów, to komplement. Jeśli ktoś jest prymitywny, czyli powstał już bardzo dawno, to po prostu znaczy, że już dawno się udało i nie trzeba było niczego zmieniać, podczas gdy nad innymi Darwin wciąż się musi głowić. My wciąż szukamy i pytamy, jak żyć, a taki skrzypłocz czy łodzik odpowiedź znalazły już setki milionów lat temu i patrzą na nas z wystraszonym pobłażaniem, bo nagle może się okazać, że dzięki nam, przeżywszy wszystko, wyginą. Latimeria też była tu na długo przed dinozaurami, więc choćby z szacunku do niej może jednak nie bierz tej plastikowej siatki?

Ale o tych antycznych arcydziełach ewolucji może będzie kiedy indziej. Dziś chciałbym was zabrać na wrotki, a konkretnie wrotki bdelloidalne. To nie żaden hipsterski sport, tylko grupa organizmów, które powstały tak dawno i w takim uniesieniu, że sam ojciec ewolucji niczego nie pamięta, a reszta naukowców cały czas drapie się po głowach i próbuje zrozumieć, co się stało i jak to się dalej dzieje. Może powinni zapytać koleżanek i żon?

Otóż

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Pura vida
i
zdjęcie: Kleber Varejão Filho / Usplash
Wiedza i niewiedza

Pura vida

Mikołaj Golachowski

W Kostaryce najpopularniejszy zwrot to „pura vida”, czyli „czyste, dobre życie”. Tak mieszkańcy tego kraju się witają, żegnają, pozdrawiają i tak sobie dziękują. Nieniepokojone leniwce są dla mnie żywą ilustracją tej maksymy.

Możliwe, że trochę was rozdrażnię, ale jestem akurat na wakacjach w tropikach. Za oknem mam środkowoamerykański las deszczowy, wrzeszczący, wyjący, kwiczący i śpiewający miejscową fauną, głównie ptasią, ale i ssaki nie siedzą cicho. Chyba najbardziej niesamowity dźwięk to wycie wyjców, największych z okolicznych małp. Nie brzmi jak głos jakiegokolwiek zwierzołka, raczej jak głośne rozdzieranie kurtyny oddzielającej nas od innych wszechświatów. Aż ciarki przechodzą. Pełno tu inspiracji do rozważań nad stanem umysłu i ulubionymi używkami „ojca ewolucji”, zwłaszcza że bardzo wielu miejscowych wygląda jak inwazja kosmitów. Ale jeden temat narzuca mi się nieodparcie. Może niezbyt szybko, ale nieubłaganie. A kim ja jestem, żeby sprzeciwiać się woli Przyrody? Zatem dzisiaj będzie o liściożerach.

Czytaj dalej