Jan Gotlib Bloch: król kolei
i
ilustracja: Cyryl Lechowicz
Wiedza i niewiedza

Jan Gotlib Bloch: król kolei

Adam Węgłowski
Czyta się 4 minuty

Był przykładem kariery od pucybuta do milionera. Nazywano go królem kolei i… apostołem pokoju. Dosyć to niezwykłe określenie jak na milionera. Jednakże Bloch był po prostu bogaczem nietuzinkowym.

Wiek pary

Urodzony w Radomiu (1836), zaczynał swoją karierę jako goniec w warszawskim banku. Potem wyjechał do Petersburga, gdzie poznał potęgę pary – najpierw pracując w młynie parowym, następnie w kolejnictwie. Zaczął zbijać pieniądze na budowie „dróg żelaznych” i dworców. Wyrobił się biznesowo i towarzysko, trafnie ulokował też uczucia. Jego wybranką była Emilia Kronenberg, córka moskiewskiego lekarza i bratanica słynnego bankiera z Kongresówki. Jan Gotlib przeszedł dla niej z kalwinizmu na katolicyzm. Zapewne nie stanowiło to jednak dla niego większego problemu, miał już bowiem za sobą jedną zmianę wyznania –

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Kronenberg, czyli „biały bankier”
i
ilustracja: Cyryl Lechowicz
Wiedza i niewiedza

Kronenberg, czyli „biały bankier”

Adam Węgłowski

Leopoldów Kronenbergów było dwóch – jak wcześniej Tepperów. Ojciec, Leopold Stanisław (1812–1878), założył imperium. Syn, Leopold Julian (1849–1937), starał się utrzymać tego kolosa przy życiu. Obaj byli finansistami i przedsiębiorcami. Z pochodzenia Żydami, z wyznania protestantami, a z odruchu serca patriotami zaangażowanymi w sprawy polskie.

Wszechstronnie wykształcony Leopold Stanisław dorobił się w Kongresówce w branży tytoniowej. Carska administracja oddała mu w dzierżawę monopol tytoniowy nad Wisłą. Odwdzięczył się… wspierając powstanie styczniowe! Po prawdzie jednak nie był za jego wybuchem, nie miał bowiem w sobie nic z radykała. W sprawach polityki nie poddawał się porywom ducha, był ostrożny i sceptyczny. „Niestety u nas każdy jest wielkim człowiekiem, ale jak przychodzi co zrobić, to nikogo nie znajdziesz. Każdy jest tylko albo ministrem, albo jenerałem” – pisał w liście do swego znajomego pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego. Pewniej się czuł w biznesie. Mawiał, że „najtrudniej jest zarobić pierwszy milion, a następne przychodzą już same”.

Czytaj dalej