Mówiła, że każdego dnia dokonujemy wyboru: możemy coś zabrać światu albo coś mu dać. Jane Goodall dawała. Wiedzę, nadzieję i wiarę w dobro.
Kiedy wieczorem 1 października 2025 r. powiedziałem mojej 13-letniej córce, że zmarła Jane Goodall, rzuciła: „Ta od szympansów? To dzięki niej, jak byłam mała, chciałam zostać dżunglarką!”. Podobnie jak my wszyscy.
Dopiero śmierć słynnej prymatolożki uświadomiła wielu z nas, jak ważną i powszechnie kochaną osobą była. To, że przyrodnicy i przyrodniczki odebrali jej odejście tak osobiście, w ogóle mnie nie zaskoczyło. Susan McConnell, znajoma profesorka biologii z Uniwersytetu Stanforda, członkini Narodowej Akademii Nauk USA oraz Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk, kiedy poprosiłem ją o krótką wypowiedź, napisała właściwie to samo, co powiedziała moja córka: „Postanowiłam zostać naukowczynią właśnie dlatego, że jako młoda dziewczyna zobaczyłam badania Jane i chciałam być jak ona”. W bardzo podobnym tonie wypowiadały się w mediach społecznościowych profesorki biologii z Polski oraz inne badaczki, a także co najmniej kilku profesorów. Dla mnie Jane Goodall też z pewnością była jedną z największych inspiracji przy wyborze studiów biologicznych.
Myślę, że osoby, które decydują się zawodowo zajmować badaniem przyrody, zwyczajnie ją lubią. Lubią zwierzęta, lubią las, lubią morze – i chcą je lepiej poznać. Dlatego ktoś taki jak Jane Goodall, kto spełnia dziecięce marzenie o życiu wśród zwierząt w Afryce, automatycznie staje się wzorem do naśladowania. Jednak po jej śmierci słowa pełne smutku, szacunku i miłości zaczęły płynąć ze wszystkich stron. Swój hołd składały m.in. gwiazdy muzyki – od Williego Nelsona, poprzez Stevie Nicks i Billie Eilish aż po zespół Coldplay czy Eminema – oraz filmu: Angelina Jolie, Benedict Cumberbatch czy Cate Blanchett. Członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej przyłączyli się do chóru