Zarówno różnice, jak i podobieństwa między ludźmi a małpami mogą nas sporo nauczyć – i będzie to bardzo pożyteczna wiedza.
W Muzeum Przyrodniczym PAN w Krakowie mieszka samiec tamaryny białoczubej, gatunku należącego do naczelnych. Tabliczka informuje, że przebywa tu samotnie, ponieważ rodzeństwo zmarło ze starości, a on – z racji wieku – nie może zostać oddany do zoo. Pochodzi z Kolumbii, a jego gatunkowi grozi wyginięcie. Żyje więc tutaj, w szklanej klatce na drugim piętrze budynku. Powoli zeskakuje z konarów w moim kierunku, przekręca głowę, a ja wyobrażam sobie, że próbuje zrozumieć, kim jest ta istota po drugiej stronie szyby. I gdy tak patrzymy na siebie, czuję pewien wstyd – jakbym była intruzem w czyimś domu. Czarne oczy mojego dalekiego kuzyna zdają się dziwnie ludzkie.
Lekcja 1. Jak się różnimy?
My, ludzie, lubimy myśleć o swojej wyjątkowości w świecie zwierząt. Przez wieki czuliśmy się nawet wyłączeni z tego grona, mimo że biali kolonizatorzy czy właściciele niewolników tworzyli podziały wewnątrz naszego gatunku, sprowadzając czarnoskórych ludzi do poziomu zwierząt (dehumanizacja zresztą ma się świetnie do dziś). Z czasem badania wykazywały, że cechy, które do tej pory nas wyróżniały, nie są tak naprawdę tylko ludzkie.Jak powszechnie wiadomo, najbliższymi nam żyjącymi gatunkami są małpy, chociaż to pojęcie bardzo nieostre. Naukowcy wskazują, że istnieje od 300 do 500 (zależnie od źródeł) gatunków ssaków, które fachowo nazywamy naczelnymi. I chociaż najczęściej kojarzymy je z innymi niż my człowiekowatymi – szympansem, gorylem i orangutanem – to naczelnymi są również lemury, kapucynki czy półkilogramowe tamaryny. „Niezależnie od wielkości mózgu – mówi prof. Maciej Trojan, psycholog i etolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu – naczelne charakteryzuje wyjątkowa gęstość sieci neuronalnej. W biologii nie ma jednak prostego, matematycznego wskaźnika, zgodnie z którym moglibyśmy stwierdzić, że jeden mózg jest lepszy od drugiego. Mówimy raczej o różnych funkcjach i zdolnościach”.Na przestrzeni dekad kolejne mury, które miały oddzielać nas od innych naczelnych, upadały, co przyjmowano z dużym oporem. Prawdopodobnie chcieliśmy za wszelką cenę zachować naszą uprzywilejowaną pozycję. Pierwsze spotkania Europejczyków z najbliższymi nam gatunkowo szympansami w erze wiktoriańskiej wywoływały więc szok, a sama królowa Wiktoria miała powiedzieć, że są one „nieznośnie ludzkie”. Długo jednak uważano, że wyłącznie człowiek jest w stanie używać narzędzi. Gdy i ta teza okazała się nieprawdziwa, w środowisku naukowym zawrzało.
W latach 60. XX w. rewolucję wywołała młoda badaczka Jane Goodall. Podczas prac terenowych w lasach Gombe w Tanzanii zaobserwowała szympansa używającego gałęzi jak wędki do wyciągania smakowitych termitów z kopca lub termitiery. Z początku nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Później jednak dostrzegła podobne zachowania wśród innych osobników. Kiedy przedstawiła swoje odkrycie archeologowi i paleontologowi Louisowi Leakeyowi, ten stwierdził: „Teraz musimy przedefiniować narzędzie, przedefiniować człowieka albo uznać szympansy za ludzi”. Dziś nie mamy wątpliwości, że choć szympansy (zwyczajne i bonobo) nie są nami, to dzielimy z nimi aż 96–98% DNA.Z czasem prymatolodzy zauważyli, że również inne gatunki naczelnych – i nie tylko – potrafią wykorzystywać narzędzia. Mimo że stosowanie ich zakłada chęć osiągnięcia celu, to jeszcze w latach 70. XX w. wielu naukowców upierało się, że nie jest to dowód na inteligencję zwierząt. Obecnie nikt jej nie zaprzecza. Inteligencja przejawia się u nich na wiele sposobów. Jednocześnie Maciej Trojan wskazuje, że jej zdefiniowanie jest niezwykle trudne i w gruncie rzeczy niewiele nam to słowo mówi.
Co nas zatem wyróżnia? Według profesora przede wszystkim rozbudowane życie społeczne, którego prawdopodobnie nie osiągnęlibyśmy bez… plotek: „Jesteśmy w stanie być w bliskich relacjach tylko z określoną liczbą osób, to tzw. hipoteza Dunbara. W pewnym momencie grupy ludzi zaczęły dzielić się na mniejsze i to właśnie wypytywanie innych, co się u nich dzieje, utrzymywało związki między grupami i umożliwiło tworzenie dużych społeczeństw, znacznie większych niż u pozostałych naczelnych. Niewykluczone więc, że to plotkowanie było pierwotną funkcją języka”. Językowe zdolności zyskaliśmy zapewne kosztem węchu czy pamięci fotograficznej, które są z kolei świetnie rozwinięte u szympansów. Te zwierzęta też mają swój język, chociaż na innym poziomie niż my. Okazuje się jednak, że jesteśmy w stanie dogadywać się z nimi zaskakująco dobrze.
Lekcja 2. Relacje międzygatunkowe
Gdy naukowcy dostrzegli potencjał komunikacyjny naczelnych, zaczęli sprawdzać, czy są one w stanie nauczyć się ludzkiej mowy. Po wielu nieudanych próbach doszli wreszcie do wniosku, że aparat mowy szympansów czy makaków uniemożliwia im wydawanie typowo ludzkich dźwięków. Pojawił się więc pomysł rozwijania komunikacji niewerbalnej.
Jednym z najsłynniejszych i najdłużej trwających eksperymentów z udziałem naczelnych był projekt „Koko”, prowadzony w zoo w San Francisco. Przez dekady dr Francine Patterson uczyła gorylicę Koko amerykańskiego języka migowego (ASL). Pod koniec życia Koko znała ponad tysiąc znaków ASL, co pozwalało jej poruszać wiele tematów przy użyciu bardzo prostej gramatyki. Potrafiła wyrażać w ten sposób radość, złość, smutek, a nawet żartować – zapytana przez grupę dzieci, czy ma drugie imię, odpowiedziała: „Tak, Diabeł”. Wskazała wtedy na swoją psotną naturę. Choć wciąż nie ma pełnej zgody, w jakim stopniu gorylica rozumiała abstrakcyjne pojęcia, to wyrażanie przez nią skomplikowanych myśli i zdolność do tworzenia neologizmów przybliżyły nam wewnętrzne życie innych człowiekowatych.
„Rozumieć się bez słów” można nie tylko z ludźmi, lecz także z istotami pozaludzkimi, o czym nie trzeba przekonywać opiekunów zwierząt domowych. Ale pojawia się tu pewien kruczek – mamy tendencję do projektowania naszego sposobu myślenia i odczuwania na inne gatunki, jak również do interpretowania ich zachowań z perspektywy antropocentrycznej, co prowadzi do błędnych wniosków. Przykładowo jesteśmy skłonni odczytywać zianie psów jako oznakę radości, a w rzeczywistości może to sygnalizować stres, przegrzanie lub zmęczenie. W każdym razie bliskość człowieka i psa nas nie dziwi. Gdy jednak w telewizji pokazano ostatnie pożegnanie pewnej szympansicy i prymatologa, świat przeżył szok.
Był rok 2016. Szympansia matriarchini o imieniu Mama od pewnego czasu czuła się coraz gorzej; odmawiała przyjmowania pokarmów od swoich opiekunów w holenderskim zoo. Była już w bardzo podeszłym wieku. Jan van Hooff, prymatolog, który znał Mamę od lat, postanowił przyjechać z pożegnalną wizytą. Kamery uchwyciły moment, w którym leżąca bez sił samica nagle rozpoznaje swojego dawnego znajomego. Odwraca się w jego kierunku, szeroko otwiera usta w geście przypominającym uśmiech, po czym przyciąga Hooffa do siebie i palcami klepie po karku – podobnie jak my, gdy chcemy kogoś pocieszyć. Zgodziła się nawet przyjąć od niego coś do jedzenia, po czym, wyczerpana, znów opadła na posłanie. Odeszła kilka tygodni później.
Zachowania szympansów często przypominają ludzkie. Ale większość osób o tym nie wie i dlatego pożegnanie Mamy i Hooffa było dla nas tak zadziwiające i poruszające. Być może niektórzy widzowie zadali sobie wówczas pytanie: czy zwierzęta mogą nas pokochać? „Miłość, nawet między ludźmi, jest czymś niejednoznacznym – wyjaśnia prof. Maciej Trojan. – Z pewnością jednak możemy wytworzyć bliskość międzygatunkową także z odległymi genetycznie stworzeniami, takimi jak ptaki, a więc tym bardziej z innymi naczelnymi. Aby to osiągnąć, nie wystarczy karmienie innego stworzenia. Potrzebny jest przede wszystkim czas”.
Mimo pewnego podobieństwa szympansów do nas nie powinno się ich uważać za „małych ludzi”. Prywatni opiekunowie tych zwierząt (prawo w niektórych stanach USA nadal nie zabrania ich posiadania) wielokrotnie popełniali ten błąd, co kończyło się tragicznie. Wyemitowany w 2024 r. serial dokumentalny Szympans. Moja miłość pokazuje, jak dorosłe osobniki atakują ludzi, w tym swoich opiekunów. Bliskość nie zastąpi naturalnej potrzeby interakcji z innymi zwierzętami tego samego gatunku i odpowiednich warunków środowiskowych.
Lekcja 3. Altruizm się opłaca
Błędnie interpretowany darwinizm każe zakładać, że przetrwają najsilniejsi, tymczasem jest zupełnie na odwrót – przekonywał jeden z najsłynniejszych prymatologów Frans de Waal. Wprawdzie nie on pierwszy doszedł do takiego wniosku, ale to właśnie jego publikacje przyczyniły się do popularyzacji idei głoszącej, że za ewolucyjnym sukcesem naszego gatunku stoi nie rywalizacja, tylko współpraca.
Ta teoria rozpowszechniła się w środowisku naukowym dopiero w ostatnich latach, a ogromna tutaj zasługa badań nad zwierzętami, w tym nad naczelnymi. Wcześniej królowała tzw. teoria fasady – zgodnie z nią „moralność to jedynie cienka zasłona, która ma ukryć naszą prawdziwą [samolubną] naturę” – pisał de Waal w książce Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych. To przekonanie nie wytrzymało jednak pod naporem dowodów naukowych na występowanie empatii, altruizmu i współpracy zarówno wśród ludzi, jak i innych zwierząt, głównie ssaków. Ale w jaki sposób te zdolności miałyby pomóc nam przetrwać?
Jedną z prób odpowiedzi na to pytanie jest teoria altruizmu wzajemnego zaproponowana przez socjobiologa Roberta Triversa w latach 70. XX w. Badacz ten rozumie altruizm jako czynność, która wiąże się z pewnym kosztem dla osobnika udzielającego pomocy, jednak ostatecznie się opłaca, ponieważ zakłada odwdzięczenie się w przyszłości. Socjobiolog uważa, że ludzie i pewne zwierzęta pomagają tym, którzy kiedyś będą chętni pomóc im, a zatem osobniki samolubne są na straconej pozycji.
Brzmi to przekonująco, lecz Frans de Waal zwracał uwagę, że chociaż wśród naczelnych altruizm i wzajemna pomoc są dobrze udokumentowane, to zwierzęta pomagają spontanicznie (nie na zasadzie chłodnych kalkulacji) nawet osobnikom, od których nie mogą oczekiwać odwdzięczenia się w przyszłości – choćby umierającym. Za przykład może posłużyć historia szympansa imieniem Amos, który był śmiertelnie chory i izolował się od reszty stada, by z powodu słabości nie utracić statusu samca alfa. Kiedy przebywał w klatce nocnej, od czasu do czasu odwiedzały go inne szympansy. Jednym z nich była Daisy. Gdy zobaczyła opierającego się o ścianę Amosa, zaczęła znosić do klatki, a następnie umieszczać pomiędzy ścianą a jego plecami wióry z drewna, których używała jako posłania.
Ten przypadek ilustruje coś istotnego: umiejętność przyjmowania cudzej perspektywy. Daisy rozumiała, że kiedy Amos opiera się o gołą ścianę, musi mu być niewygodnie, a to wyjątkowa forma empatii, którą wykazuje niewiele gatunków zwierząt. Znacznie łatwiej jest po prostu „zarażać się” cudzymi emocjami – widzimy i współodczuwamy smutek, choć niekoniecznie rozumiemy, dlaczego inna istota jest smutna.
Frans de Waal przekonywał, że źródłem altruizmu wśród wielu gatunków zwierząt, w tym ludzi, jest tak naprawdę głęboko zakorzeniona empatia, która umożliwia nam współodczuwanie. Właśnie dlatego większość z nas czuje co najmniej dyskomfort, gdy widzi cierpienie innych, a płacz dziecka jest dla dorosłych tak trudny do zniesienia i zmusza do reakcji. Z wieloletnich obserwacji i badań szympansów badacz wywnioskował, że empatia to zdolność ewolucyjna, która spaja i pomaga przetrwać społeczeństwom. Prospołeczne zachowania nie mają zatem źródła w kulturze, lecz w naturze, na której „nadbudowane” są zasady życia społecznego. Podobne wnioski wyciągnęli Brian Hare i Vanessa Woods, autorzy książki Przetrwają najżyczliwsi. Jak ewolucja wyjaśnia istotę człowieczeństwa?. We współpracy i w empatii dostrzegają oni nasz sukces ewolucyjny, którego nie osiągnęły wymarłe gatunki człowiekowatych, np. neandertalczycy.
Tylko jak wobec tego wytłumaczyć zdolność człowieka do okrucieństwa? To proste – jesteśmy zbudowani ze sprzeczności, „takich jak potrzeba myślenia o naszych własnych interesach i potrzeba dogadywania się z innymi. Jeśli ja podkreślam tę drugą, robię to dlatego, że tradycyjnie nacisk kładzie się na pierwszą. Obie potrzeby są jednak ściśle powiązane i przyczyniają się do przetrwania” – pisał de Waal, tym razem w publikacji Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?. Jednocześnie mamy tendencję do priorytetyzowania współpracy i życzliwości wewnątrz własnej grupy oraz do wrogości wobec innych: narodów, grup etnicznych, wyznań. Gdyby jednak nie konflikt, nie wykształcilibyśmy zachowań pojednawczych, powszechnych zresztą wśród wszystkich społecznych ssaków i stanowiących podstawę przetrwania społeczności.
Lekcja 4. Czy małpy mają gender?
W swojej ostatniej publikacji – wydanej w 2022 r. – Jak się różnimy. Gender oczami prymatologa Frans de Waal podjął temat płci z perspektywy naukowej. Opisywał lata obserwacji szympansów zwyczajnych i bonobo, które szczególnie sobie upodobał. Badacze nazywają te drugie „małpimi hippisami”, ponieważ słyną z rozwiązywania konfliktów poprzez kopulację (zarówno hetero-, jak i homoseksualną). Są także dużo mniej gwałtowne i przemocowe niż szympansy zwyczajne. Społeczeństwa tych dwóch gatunków naczelnych znacząco się różnią – u bonobo główną rolę odgrywają samice, ważne jest pielęgnowanie więzi, natomiast w świecie szympansów zwyczajnych siła mięśni okazuje się kluczowa w rywalizacji o partnerki i dominację w stadzie. „Jeśli dwa gatunki naczelnych są nam równie bliskie, to są one też równie istotne dla naszych dyskusji o relacjach między płciami” – przekonywał de Waal.
Natura bywa argumentem w dyskusji o rolach społecznych kobiet i mężczyzn. Prymatologia pokazuje jednak, że na ogół wyciągamy chybione wnioski. „Reguła, że kobieta ma siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, a mężczyzna nie, to wymysł kulturowy – mówi prof. Trojan. – A w zasadzie standard typowo zachodni, bo nawet w niektórych społeczeństwach ludzkich obserwujemy zróżnicowanie ról społecznych względem płci”.
Badacze zauważyli, że wśród naczelnych i wielu innych gatunków funkcje społeczne nie są sztywno przypisane samcom i samicom. Trzeba jednak dodać, że nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy tożsamość płciowa wszystkich osobników odpowiada ich płci biologicznej. Możemy zatem wyciągać wnioski dotyczące organizacji życia społecznego naczelnych, ale jak (i czy w ogóle) się identyfikują, na razie pozostaje tajemnicą. Inaczej jest w przypadku ludzi, ponieważ istnienie osób transpłciowych (których płeć biologiczna nie odpowiada tożsamości płciowej) jest niezaprzeczalne.
Frans de Waal zaznaczał, że z perspektywy nauki nie możemy zaprzeczać różnicom biologicznym między płcią żeńską a męską, ale nie możemy też zaprzeczać istnieniu gender, czyli płci kulturowej i wpływu wychowania oraz środowiska na nasze role i zachowania. „Gender – pisze – odnosi się do tych wyuczonych nakładek, które biologiczną samicę zamieniają w kobietę, a biologicznego samca w mężczyznę. To prawda, że jesteśmy istotami w pełni kulturowymi. Posunąłbym się nawet dalej i stwierdził, że koncepcja genderu może pasować również do innych naczelnych. Człekokształtne osiągają dorosłość około szesnastego roku życia, co daje mnóstwo czasu na uczenie się od innych. Jeśli to zmienia zachowania typowe dla ich płci, w ich przypadku też powinniśmy mówić o płciach kulturowych”.
Jak zaobserwowali badacze, kontakty homoseksualne istnieją u wielu gatunków, a współżycie wśród naczelnych, poza rozmnażaniem, ma także inne funkcje, choćby pojednanie czy po prostu przyjemność. Okazuje się więc, że to, co w kontekście seksu i płci często zostaje określone jako nienaturalne, w gruncie rzeczy występuje w naturze całkiem często. „Środowisko – mówi prof. Trojan – potrafi modelować i zmieniać nasze zachowania. Nawet jeśli ewolucyjnie biologiczne kobiety są bardziej opiekuńcze i mniej gwałtowne, to badania psychologów rozwojowych w ciągu ostatnich dekad wykazały, że dziewczynki w wieku szkolnym są bardziej agresywne od chłopców. Obserwujemy więc ciągłe zmiany funkcji i zachowań społecznych, ale wciąż nie do końca rozumiemy te procesy”. Żadne jednak różnice, o czym wiemy od de Waala, nie mogą usprawiedliwiać nierówności.
Na koniec
Człowiek współczesny chodzi po Ziemi od około 200 tys. lat. Ostatni wspólny przodek ludzi i szympansów żył w przybliżeniu 6 mln lat temu. Wyginął, podobnie jak później australopiteki, neandertalczycy i wiele innych, mniej znanych gatunków człowiekowatych. W dobie antropocenu wyginięcie grozi również kolejnym gatunkom tych małp. Podczas gdy populacja szympansów, bonobo, goryli i orangutanów gwałtownie maleje, nasza ciągle wzrasta. „Czy staliśmy się nietykalni?” – pytam prof. Trojana, który odpowiada: „Powinniśmy patrzeć na siebie z większą pokorą. Wiele gatunków w historii tej planety odniosło sukces, a potem przyszło im za niego zapłacić. Być może powinniśmy zrozumieć mechanizmy ewolucyjne po to, by po prostu nie zniknąć, tak jak inne gatunki przed nami”.