Mandala na wodzie
i
Wyspa Woody na Morzu Południowochińskim
Świat + Ludzie, Ziemia

Mandala na wodzie

Paulina Wilk
Czyta się 17 minut

Okręt „Scarborough” opuścił port w Portsmouth w ostatnich dniach stycznia 1748 r. Kapitan Philip D’Auvergne, zatrudniony przez Kompanię Wschodnioindyjską, obrał kurs na Fort St. David położony w południowych Indiach, nieopodal Madrasu. Stamtąd statek wyruszył do Chin. 12 września około 120 mil na zachód od filipińskiej wyspy Luzon został zniesiony na płyciznę najeżoną skałami. Dla „Scarborough” stała się ona pułapką. Nie pomogło wyrzucenie za burtę najcięższych dział ani próby wyciągania statku linami. Jednostkę uwolniły dopiero wysoki przypływ i silne prądy. Żeglarze ochrzcili miejsce przymusowego postoju imieniem Mielizna Scarborough i popłynęli dalej, do Kantonu.

Dziś nazywana jest różnie, w zależności od tego, kto rości sobie do niej prawa. Filipińczycy mówią na nią Panatag lub Bajo de Masinloc, dla Chińczyków to wyspa Huangyan, ma także nową nazwę anglojęzyczną – Democracy Reef. Zajmująca 150 km² płycizna jest niezamieszkana, jej najwyższy punkt to Skała Południowa, w czasie przypływu wystająca ponad powierzchnię na niespełna 2 m. 

Niewielkie laguny zdobiące jej brzegi stanowią idealne schronienie dla łodzi rybackich, które przypływały tu przez dekady z Filipin, Chin i Tajwanu. Łowił, kto chciał. Tutejsze wody są pełne ryb, największym przysmakiem jest lucjan czerwony o delikatnym, białym mięsie. Rybacy z wiosek na północy Filipin przypływali tu na połowy grupowe, które były podstawą ich utrzymania. Jeszcze niedawno kilkudniowa wyprawa dawała każdemu z nich zarobek w wysokości kilkuset dolarów. Aż do 2012 r., gdy ich drewniane łodzie wzmacniane bambusowymi pałąkami, dzięki którym trzymają się dzielnie na wzburzonych wodach Morza Południowochińskiego, zostały z mielizny przepędzone. Początkowo rybacy myśleli, że to żart albo ćwiczenia. Otoczyły ich trzy łodzie chińskiej straży przybrzeżnej oraz kilka łodzi motorowych, nad nimi krążył śmigłowiec. Żarty się skończyły, gdy Filipińczycy odmówili zawrócenia łodzi i próbowali łowić dalej. Kilku z nich armatki wodne strąciły do morza. Był to pierwszy z serii incydentów. Pierwszy sygnał, że Chińczycy zmieniają warunki gry. Chcą tych wód na wyłączność. 

[…]

Rezerwat narodowych miłości

Pływający na swoich sprawnych łodziach ważkach azjatyccy rybacy nie śnili nawet, że znajdą się w epicentrum XXI stulecia. Tak się bowiem składa, że przyszłość Morza Południowochińskiego zdecyduje o kształcie globalnego porządku. Jeśli USA mają utracić panowanie nad światem, jeśli Chiny mają zdominować półkulę wschodnią i dwa oceany – Indyjski i Spokojny – dojdzie do tego właśnie tu, wśród wysepek otoczonych rafą koralową. 

ilustracja: Bohdan Butenko
ilustracja: Bohdan Butenko

Filipińscy rybacy pierwsi dostrzegli niepokojące zmiany. W nowym stuleciu zaczęli napotykać chińskie okręty wojskowe i łodzie patrolowe nakazujące im zmianę kursu i rezygnację z łowisk. Pierwsi zadziwili się widokiem anten satelitarnych, baraków i dział sterczących z gołych dotąd skał. Jeszcze zanim mapy satelitarne zaktualizowały obrazy wysepek, rybacy obserwowali, jak te niewielkie formacje zmieniają się w nowe lądy – wybetonowane, umocnione

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Monsunowe imperium
i
zdjęcie: Paulina Wilk
Świat + Ludzie, Wiedza i niewiedza

Monsunowe imperium

Paulina Wilk

Pierwsza, jeszcze przed monsunowymi ulewami, zjawia się pleśń – siostra przenikającej wszystko wilgoci. Zapowiedź miesięcy, w czasie których bogowie zaleją ludzi deszczem. W Indiach nastanie sezon obfitości, soczystych mango i wielkiej trwogi. O wszystkim zdecyduje woda.

Jeszcze ciemno, do świtu godzina. Nocna czerń – wiejska, gęsta – przetrze się około szóstej. Nie będzie wschodu słońca, tylko prozaiczne przejście w bury dzień. Noc odejdzie przez nikogo nieżeg­nana, poganiana pierwszymi szklankami parzącej usta herbaty, pokrzykiwaniami sprzedawców, wezwaniami muezinów i dzwonkami porannych pudźi odprawianych – za pomocą kadzideł, girland i ogników – w sklepikach i na straganach, zanim pierwsi klienci swoją obecnością pobłogosławią interesy na cały dzień.

Czytaj dalej