Opowieści białoruskiej Szeherezady
i
Alfons Mucha, cykl "Epopeja słowiańska", nr 18: Przysięga „Omladiny” pod słowiańską lipą. Odrodzenie słowiańskie (XIX w.), 1926 r. (niedokończone), zamek w Moravskim Krumlovie; zdjęcie: domena publiczna
Świat + Ludzie, Wiedza i niewiedza

Opowieści białoruskiej Szeherezady

Mikołaj Gliński
Czyta się 16 minut

Od ludowych opowieści grozy po manifest narodowy, czyli jak polski szlachcic Jan Barszczewski napisał klasykę literatury białoruskiej, która ­ma w sobie coś i z opowiadań Gogola, i z Frankensteina Mary Shelley.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, gdzieś na dalekich północno-wschodnich rubieżach polskiego imaginarium była sobie szczęśliwa kraina. To tam pośród gęstych lasów, na brzegu ogromnego „na kształt odnogi morskiej” jeziora stoi dom, a może dworek, w którego oknie każdej zimowej nocy pali się świeczka. Staje się ona jakby latarnią morską dla zbłąkanych wędrowców – jadących konno lub sunących na saniach po skutej lodem tafli jeziora, które zimą zamienia się w szeroki gościniec bez żadnych punktów orientacyjnych i drogowskazów. W takich chwilach, pośród śnieżnej zadymki, majaczący w oknie płomyczek staje się jedynym ratunkiem dla zimowych rozbitków, a dom – bezpieczną przystanią. Na tych, którym uda się dotrzeć w jego gościnne progi, czeka ciepła strawa, miejsce przy kominku, a nawet nocleg pod ciepłą pierzyną. Jest jednak jeden warunek, a stawia go sam gospodarz: gość musi opowiedzieć historię i dobrze, żeby była zajmująca. Chociaż na szczęście milczkom i nudziarzom nikt tu głów za karę nie ścina.

Tak mniej więcej wygląda punkt wyjścia czy może raczej rama narracyjna książki niby należącej do polskiej literatury, ale o której jednak mało kto w Polsce słyszał. Publikacja nosi tytuł Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach i ukazała się w czterech tomach w Petersburgu w latach 1844–1846, jej autorem jest zaś Jan Barszczewski. Można powiedzieć, że to lokalna wersja włoskiego Dekameronu albo lepiej: arabskiej Księgi tysiąca i jednej nocy skrzyżowanej ze staropolską gawędą. Rolę spragnionego opowieści sułtana odgrywa tu tytułowy bohater i gospodarz domu, polski szlachcic pan Zawalnia. Należy przy tym zaznaczyć, że słucha opowieści Szeherezady białoruskiej, bo historie snute przez kolejnych narratorów książki zostały zasłyszane na dalekiej Witebszczyźnie, w północno-wschodniej Białorusi, gdzieś w okolicach Połocka i leżącego na północ od niego jeziora Nieszczarda (dzisiaj 5 km dalej jest już granica rosyjska), a więc na terenach od setek lat zamieszkanych przez lud białoruski. Stąd też w większości wywodzą się wędrowcy odwiedzający dom pana Zawalni – wśród nich woźnica, rybak Roćka, kowalowa Auhinia czy organista Andrzej – i serwujący mu jego ulubioną wieczorną strawę,

Informacja

Twoja pula treści dostępnych bezpłatnie w tym miesiącu już się skończyła. Nie martw się! Słuchaj i czytaj bez ograniczeń – zapraszamy do prenumeraty cyfrowej, dzięki której będziesz mieć dostęp do wszystkich treści na przekroj.org. Jeśli masz już aktywną prenumeratę cyfrową, zaloguj się, by kontynuować.

Subskrybuj

Czytaj również:

Biogramy książąt i księżniczek słowiańskich
i
Daniel Mróz – rysunek z archiwum
Humor + Rozmaitości, Rozmaitości

Biogramy książąt i księżniczek słowiańskich

Wszystko Będzie Dobrze

Dobrochna III – niegodna imienia

Słowiańska księżna znana z tego, że wbrew swojemu imieniu była bardzo złą osobą. Zgładziła ona (podając truciznę, wynajmując płatnych zbirów, rzucając kamieniami z okna baszty) 17 kontrkandydatów do tronu książęcego Dzielnicy Kłodawskiej. Otruty przez nią inny Słowianin, Wodzisław Szalony, miał zakrzyknąć przed śmiercią: „Złochna, nie Dobrochna!”.


Mieszko V – mało znany Słowianin

Rozpoznawalność Mieszków zmniejsza się proporcjonalnie do zwiększania się ich numeru porządkowego. Mieszko I jest nieporównywalnie bardziej znany niż Mieszko II, który z kolei – mimo że raczej nieznany – jest wręcz kolosalnie bardziej znany niż Mieszko III i tak dalej. Jak łatwo się domyślić, książę Mieszko V jest wręcz kos­micznie nieznany – z tego, co wiemy, tekst, który Państwo czytają, to pierwszy i do tej pory jedyny materiał na jego temat. Jako że wiedzę o dawnych postaciach czerpiemy ze źródeł pisanych, a nasz tekst jest pierwszy, to niestety nie możemy o Mieszku V napisać w zasadzie nic. Pewne światło na jego postać rzucają wykopaliska w Gnieźnie, gdzie znaleziono coś, co może być jego kością. Nie ma jednak pewności, czy nie jest to kość Mieszka VI (o ile ten istniał, bo nie wiemy, czy Mieszko V miał dzieci).

Czytaj dalej